wtorek, 26 marca 2019

35. Odrodzenie królewskiego orła cz.I


Daniela nie wiedziała czy dobrze robi, ale wiedziała, że nie ma wyboru. Podjęła decyzję i musi się jej trzymam. Nie można przecież łamać raz danego słowa. Teraz pozostaje jej tylko czekać i zobaczyć co przyniesie jej los. Na pewno ta decyzja wiele zmieni. Zwłaszcza, że zgodziła się zagrać przeciwko swojej szkole. Na pewno odbije się to głębokim echem w całym budynku a może i nawet poza nim. Nie można jednak płakać nad rozlanym mlekiem. Musi sobie z tym poradzić. Obecnie trwał trening i musiała znów wdrążyć się w dryg drużyny. Wiele osób pozostało niezmienionych, więc nie trzeba było nadmiernie się starać. Lecz nowe osoby na pewno miały inny styl gry niż była do tego przyzwyczajona. Do tego miał służyć ten trening. Odnaleźć na nowo jedność i zgodność w grze. Wszyscy poza nią grali w tym składzie dosyć długo i stali się nową rodziną. A jak wiadomo… początki są trudne. Zwłaszcza gdy wraca się do sportu którego dość długo się nie uprawiało. Może i kochała biegać i dość często biegała nawet w ramach klubu, ale… Piłka nożna to była coś zupełnie innego. Minie trochę czasu zanim wdrąży się w ich rytm. Ale mają przy swoim boku Pawła, Łucję, Karola czy Julię, czuła, że da radę. Zwłaszcza gdy otaczają ją na boisku i dają odczuć, że zawsze służą pomocą. Przyjaciele… Jak za nimi tęskniła. Przyjaciele… Na chwilę w głowie pokazał jej się obraz ludzi z Raimona. Tu odnalazła się na nowo. Poznała nowych przyjaciół, którzy obudzili w niej chęci do życia. A teraz? Co ona robi… Odwraca się od nich. Nie! Nie mogła tak myśleć. To tylko gra… zresztą, miała prawo zagrać ze swoją starą drużyną jako ich członkini skoro do nich prawnie należała, kiedyś. To nie jej wina, że tak się to właśnie wszystko potoczyło. Właściwie… czemu tak pochopnie zdecydowała się podjąć decyzję. No tak. Axel… Jedyny chłopak, który tak próbuje zmienić jej życie. I mu się udawało. Większość zmian w swoim życiu a także kłótni zawdzięcza dzięki niemu. Doskonale wiedziała dzięki Celii jaki był jeszcze przez jej przybyciem. Czasami zastanawiała się, czemu właśnie to z nią się zaprzyjaźnił, skoro nie przepadał za takimi dziewczynami jak ona. To było dziwne i niezrozumiałe. O czym ona w ogóle myśli? Musi skupić się teraz na piłce nożnej i tylko na niej. Musi całkowicie poświęcić jej swoją uwagę. Na chwilę tego meczu Raimon to jej wróg.

***

Dzień meczu…
Drużyna Ramiona zebrała się wcześniej by móc odpowiednio zrobić ostatni trening i przygotować się już ostatecznie na zagrywkę z nieznaną drużyną. Po raz pierwszy grali z zagraniczną drużyną i zdołali już poznać siłę niektórych z jego zawodników. A jeśli te pojedyncze osoby były tak dobre to na pewno jest ich o wiele więcej. Trzeba być przygotowanym na wszystko. Gdy skończyli standardową rozgrzewką przy linii bocznej boiska pojawiła się Celia.
-I jak Celio? Udało ci się coś znaleźć?
-Właśnie o to chodzi, że nie. Ostatnie wzmianki o tej drużynie pochodzą sprzed kilku lat i to nieliczne. Reszta jest w nieznanym dla mnie języku i dość dziwnie się go tłumaczy. Zupełnie jakby… ta drużyna nie istniała.
-No nic. I tak wielkie dzięki Celio za twoje dobre chęci. - podziękował jej Mark i zwrócił się do drużyny.
-To bez znaczenia z jaką drużyną dziś zagramy. Nie raz na naszej drodze stawały silne drużyny i udawało nam się wychodzić z boju zwycięsko. Nie poddawaliśmy się, gdy sprawa była już blisko rozstrzygnięcia. Nie po to nie poddawaliśmy się, by teraz dać się tak łatwo ograć tej nieznanej drużynie. Jesteśmy Jedenastką Inazumy. Nikt nas nie pokona!
-Tak!
Cała drużyna stała jednym murem za Markiem. Wszystkich zawsze podnosił na duchu jednak sam nosił w sobie lekki niepokój. Wierzył mocno z całego serca w to co sam mówił jednak odrobinka niepokoju czaiła się w jego wnętrzu. Zwłaszcza gdy widział twarz Axela. Czyżby on też miał jakieś złe przeczucia?
***

Axel stał z boku wpatrując się w swoje nogi. Myślał zawzięcie o tym co się stało zaledwie trzy dni temu. Znów pokłócił się z Danielą. Czy ich kłótnie nigdy się nie skończą? Wiedział jednak że teraz nie jest to tak samo jak przedtem. Wkroczył tu pewien element, którego nie da się tak łatwo pozbyć.
-Axel… Wszystko w porządku?
Blondyn dopiero zauważył, że obok niego stała grafitowłosa.
-Ja… Tak.
Odwrócił się by odejść w stronę bramki.
-Czemu kłamiesz? Ale nie o tym chcę z tobą porozmawiać.
-O czym mówisz Celio?
-Nie powiedziałam do końca prawdy o tym, że nic nie znalazłam na temat drużyny Niepodległość. Jednak jest to tylko nazwisko a ja nie chce siać zamętu.
-Co to za nazwisko?
-Olson…
-I? To może być popularne nazwisko.
-Zwłaszcza bliźniaki?
-Insynuujesz coś?
-Nie. Ja po prostu staram się rozgryźć przeciwnika.
-Już za późno na to. Za parę chwil i tak poznamy naszego przeciwnika.
Tym razem na pewno odszedł idąc przed siebie w kierunku domu klubowego. Jednak przystanął na chwilę gdy pod szkołą zatrzymał się autobus. Już tu są… Ale… Co to ma być?! Myślał, że ma jakieś zwidy.
-Axel…
Nagle pojawił się przy nim Mark i Jude.
-Co tu się dzieje?
Przed nimi nagle pojawił się Paweł z dobrze znanymi im dziewczynami.
-Witam was. Mam nadzieję, że miło nas… przyjmiecie. - powiedziała Julia puszczając do nich oczko.
Chłopcy wzdrygnęli się, widząc jej przerażającą aurę walki.
-Miło mi w końcu was oficjalnie poznać. Całą drużynę. -
Przywitał się z nimi czarnowłosy chłopak stojący u boku, który był wówczas nad rzeką.
-Widzę, że jesteście już gotowi. - na przód wysunął się Paweł mając na twarzy kpiący uśmiech.
-Czemu mnie to nie dziwi, że tu jesteś?
-Nie bądź taki posępny Sharp. Przecież nigdy nie ukrywałem swojej narodowości. Nic dziwnego, że gram z moim krajem. A… i przy okazji… mam dla was jeszcze jedną niespodziankę.
Wówczas grupka rozsunęła się i przy chłopaku stanęła…
-Daniela!
Jej imię cisnęło się wielu osobom na usta.
-Co ty tutaj robisz?
-Przepraszam Mark.
-Ale…
-Nadal nie rozumiesz. Daniela gra dzisiaj z nami. Ze swoją drużyną.
-Co?!
Drużyna Raimona była na pewno zaskoczona. Nikt się tego nie spodziewał. Na pewno nie jej najbliżsi.
Brunetka patrzyła na swoje nogi. Nie mogła patrzeć im prosto w twarz. Czuła się jakby właśnie kogoś zdradzała. Zamiast tego odwróciła się i odeszła zresztą drużyny by móc się przebrać w ich stroje.

***


Godzina meczu...
Dwie drużyny ustawiły się na boisku oczekując gwizdka który miał zmienić wszystko.

                                                   NIEPODLEGŁOŚĆ



Karol
Nowak


Daniela
Olson

Adrian
Wieczorek
Wiktoria
Markowska

Aleksander
Sadowski

Kinga
Zaręba
Łucja
Godlewska

Kamil
Łada


Julia
Rećko


Daniel
Deresz

Paweł
Janowski

                                                        

                                                         RAIMON


Mark
Evans


Bobby
Shearer

Jack
Wallside
Tod
Ironside



Nathan
Swift

Max
Carson

Erik
Eagle

Jude
Sharp

Tim
Sounders
Axel
Blaze

Kevin
Dragonfly



-Drodzy państwo… za chwilę rozpocznie się walka o której nie mogliście nie słyszeć. Nasz zwycięska drużyna piłkarska, nieustraszona Jedenastka Inazumy, zmierzy się z drużyną zza granicy a dokładniej z Europy Środkowej Niepodległością. Dwie drużyny chcąc dać z siebie wszystko. Jednak której się poszczęści i wyjdzie z tego boju zwycięsko?
Chester jak zwykle był w swoim żywiole i nie mógł przegapić komentowania żadnego meczu Raimona. Tak było i tym razem.
-Lada chwila zabrzmi gwizdek sędziego i … Blaze podaje piłkę do Eagla i ruszają do przodu… O nie! Piłkę szybko przejmuje Deresz, główny napastnik drużyny przeciwnej. Idealnie dryblując przejmuje akcje do przodu. Drużyna wroga wkroczyła na pole karne drużyny Raimona. Chłopaki, co się z wami dzieje? Dają się ogrywać niczym jakieś pionki na szachownicy. Deresz przymierza się do pierwszego strzału, lecz Mark skutecznie go broni. Sytuacja wroga zażegnana.
-Było blisko. - szepnął Evans przenosząc wzrok z piłki na tego, którego strzelał.
Ten tylko uśmiechnął się i zaczął cofać się na swoją pierwotną pozycję.
-Ostry, początkowy atak drużyny przeciwnej został przerwany przez drużynę Raimona. Teraz Swift skutecznie podaje piłkę do Carsona który po skutecznym dryblingu podaje ją do Sharpa.
-Wiktoria, Kinga… teraz! - krzyknął Aleksander ustawiając się z dziewczynami w równej linie.
Dziewczyny skutecznie zaczęły biec w stronę chłopaka i mijając go zrobiły przed nim i za nim dwa wślizgi.
-Marzanna! - krzyknęli we trójkę, robiąc z pasa obronnego prawdziwe mokradło.
-Co to…
Na pewno niestabilny teren zaskoczył Juda. Aleksander zwinnie wykroczył z ich strefy obronnej i odebrał piłkę chłopakowi.
-Twoja Julia.
Wszystkie oczy zwróciły się w stronę rudowłosej która skutecznie wymijała przeciwników stosując nie jedną sztuczkę w zanadrzu.
-Proszę państwa, Rećko skutecznie przechodzi do przodu. Ignoruje całkowicie chłopaków jakby ich nie było w ogóle na boisku. Po raz pierwszy mamy do czynienia z drużyną w której gra także płeć przeciwna.
-Już ja wam pokarze na co stać dziewczyny. - krzyknęła stając sam na sam z Markiem w polu karnym.
Chłopak był przygotowany na jej atak. Niedawno był świadkiem i celem jej ataku na jego bramkę. Oczekiwał, że teraz nastąpi powtórka tego. Jednak była ona jedyną osobą na jego linii widzenia. Czyżby chciała strzelać sama.
-Nie obawiaj się. Taka już moja uroda. - wykopała piłkę do góry pozwalając jej osiągnąć ogromną prędkość, która zaczęła spadać w jej stronę.
-Cóż za szaleństwo. Przecież ten strzał zaraz spadnie na nią. Niech się cofnie.
Chester już całkowicie wczuł się w rolę komentatora. Nawet Celia i Silvia były tym poruszone. Wszyscy zaskoczeni nie zauważyli tego uśmiechu na twarzy dziewczyny. Gdy była już zaledwie kilka metrów od jej głowy, ta odskoczyła do tyłu i gdy piłka była zaledwie kilka centymetrów nad ziemią kopnęła ją z całych sił.
-Lisi podstęp.
Zaskoczony Mark zareagował zbyt późno. Piłka trafiła w róg bramki.
-Proszę państwa. Padł gol. Niepodległość prowadzi 1:0 zaledwie kilka minut od początku meczu. Jak szybko Raimon się po tym pozbiera?
-Ale… jak… przecież?
-Nie sądziłeś chyba, że użyje tego samego strzału co wówczas, na tym boisku? Wtedy poznałeś zwiększoną siłę tego ataku który przejęli ode mnie jeszcze dodatkowo dwójka zawodników. Teraz poznałeś prawdziwą siłę pierwotnego mojego strzału hissatsu.
Odwróciła się zarzucając włosami i wolnym krokiem wróciła na swoje pole karne przybijając z Pawłem piątki.
-Rećko zupełnie jak jej kolor włosów skutecznie zaskakuje, niczym lis swą chytrością. Evans wykopuje piłkę do Carsona który wybija akcje do przodu.
Mecz trwał w najlepsze. Dwie drużyny wymieniały się piłkami, zaś Niepodległość nie pozwala Raimonowi w ogóle podejść pod bramki lub oddać jakiekolwiek strzał hissatsu. Nawet gdy do tego jednak doszło, Karol skutecznie ich bronił. Nie było na nich mocnych zwłaszcza po początkowym zaskoczeniu.
-I oto nastał koniec pierwszej połowy. W niesamowitym meczu przeciwko zagranicznej drużynie , drużyna Raimona przegrywa 1:0. Jednak nie bójmy się…
Nikt jednak nie słuchał już Chestera. Chłopacy zeszli na linie boczną boiska kompletnie rozbici. Nie tego się spodziewali. W dodatku ich przyjaciółka grała przeciwko nim. Na pewno nie było to łatwe. Zwłaszcza gdy ci krzyczeli między sobą w obcym języku. Mieli przewagę nad nimi. Dopiero gdy usiedli by się napić podeszła do nich Celia ze swoim komputerem.
-Chłopaki… Może już trochę za późno… Ale udało mi się coś odkryć.
-Słuchamy cię Celio. - powiedział Mark uważnie na nią spojrzawszy.
-Przed chwilą dostałam wiadomość od jednej z moich informatorek której udało się zdobyć nieco informacji o zawodnikach ich drużyny. Chodź nie było łatwo bo zbyt dużo ich jest w zagranicznym języku i zajęło by to zbyt dużo czasu.
-Do rzeczy Celio. - poganiał ją Axel.
-Spójrzcie. - pokazała im ekran swojego komputerka na którym widniał kolaż złożonych z zdjęć zawodników podpisany ich imionami i nazwiskami.



-Wiecie doskonale kim jest Paweł. Został uznany za najlepszego napastnika w swojej grupie wiekowej i wszelkie kluby stoją podobno dla niego otworem. Jego gra jest szybka i podobno asertywna. Koło niego gra ich najnowszy nabytek Daniel Deresz, który pomógł im podnieść atak po śmierci ich głównego napastnika kilka lat temu. Aleksander Sadowski też należy do nowego składu i idealnie kryje nie pozwalając przeciwnikowi na wejście w pobliże pola karnego. Podobno uwielbia ryzykować i nikomu jeszcze nie pozwolił strzelić z jego winy gola. Kinga Zaręba, najmniej groźna z całego składu lecz ma pewne specyficzne umiejętności które zaskakują. Łucja Godlewska została ogłoszona najlepszym napastnikiem w swoim kraju gdy poprzez swoją grę wraz z napastnikami zdobywała wiele bramek. Jej gra jest … To dziwne. Reszta jest jakoś utajniona. No nic. Wiktoria Markowska woli bronić niż atakować, temu pozostaje z tyłu dając gwarancję drużynie. Ewa Hryń… Nie ma jej tu więc … Karol Nowak. Ich bramkarz. Od czasu reaktywacji nie przepuścił żadnej bramki. Jego obrona jest dość… silna? Adrian Wieczorek … Podobnie idealnie koryguje akcję ku atakowi z obrony… Julia Rećko… Rudowłosa, przyczajona napastniczka z dość dużą siłą wykopu…. Kamil Łada o którym… nie wiadomo nic i … Daniela Olson. Dołączyła dosłownie niedawno lecz była kiedyś jej podstawowym zawodnikiem, zanim nie przeniosła się do Japonii.
-Dlaczego to przed nami ukrywała?
Mark nie rozumiał zachowania przyjaciółki. To wszystko było dosyć dziwne. Spojrzał na Juda który był tym wszystkim naprawdę poddenerwowany. Zapewne sam się tego nie spodziewał.
-Drużyno!
Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę.
-Radziliśmy sobie w o wiele gorszych sytuacjach. Nie poddamy się tak łatwo. Słyszycie! Nie poddamy się. To tylko jeden gol. Damy radę do odrobić i jeszcze to wygrać! Chłopaki… Jesteście ze mną?!
-Tak!
Mark jak nikt umiał podnosić morały drużyny nawet gdy sytuacja wydawała się być nie do rozwiązania. Wiedział, że na pewno najbliższe minuty zadecydują o wszystkim i zmienią losy tego meczu na bank. Jednak miny Axela i Juda na pewno nie wyrażały pozbycia się emocji. Ten mecz był dla nich ważniejszy od innych. Musieli walczyć z bliską dla siebie osobą. Ale to też była ich przyjaciółka. Bez różnicy jakie miała powody, nie powinien nikt jej potępiać i nie stawiać na niej przypinki zdrajcy. Był pewien, że gdy się wszystko skończy, ona wszystko im wyjaśni i jeszcze kiedyś będą się z tego śmiać. Jednak, kogo on oszukiwał? Wewnątrz siebie czuł, że to nie będzie takie łatwe, i na pewno po meczu padnie wiele cierpkich słów.
-Moi drodzy, zaczynamy drugą połowę meczu. Tym razem zaczyna drużyna Raimona. Jednak, co jest? W drużynie Niepodległości zaszły drobne zmiany w składzie? Nie. To po prostu zmiana pozycji. Miejsce Olson na obronie zajmie Deresz. Zaś jego miejsce na ataku zajęła… Olson! Co za niespotykany zwrot akcji.
Daniela i Axel spojrzeli sobie nawzajem w oczy, lecz ta szybko spuściła wzrok na murawę. O wiele lepiej czuła się na obronie, jednak pozycja napastnika nie była jej obca. Nie sądziła, że ta propozycja wyjdzie z ust Pawła. I że dodatkowo uzyska poparcie trenerki Matyldy. Ich drużyna postanowiła zaskoczyć Raimona i dokonać zmiany składu. W Polsce nie raz robili takie sztuczki wymieniając pozycje piłkarzy na boisku. Przeważnie zawsze wymieniała się z swym bratem. Byli idealnym duetem, połączeniem obrony i ataku. Jak widać, teraz musi nastąpić powtórzenie tej historii. Widziała jak Paweł zerknął w jej stronę i uśmiechnął się. Chciał jej dodać otuchy. Był zadowolony z jej gry, otwarcie jej to w końcu powiedział. Czuła się także dobrze wśród nich. Ale… niepewność tego co ma się stać później, nie dawała jej spokoju.
-Nowak nie daje się zaskoczyć. Z łatwością chwyta piłkę pędzącą w jego stronę. Raimon musi się bardziej postarać by móc zaskoczyć swych przeciwników.
Karol bez wahania podał piłkę do przodu, odebraną przez granatowłosą. Ta doskonale wiedziała na co przyszła teraz kolej. Kiwnęła głową w stronę Juli, która od razu podjęła decyzje o odebraniu piłki i zrobienia miejsca na kolejny atak który miał dać im zdecydowaną przewagę.
-Nie na naszej warcie! - krzyknął Erik, robiąc wślizg i odebrał piłkę dziewczynie.
Jednak nic nie powstrzymało Łucji by odebrać mu piłkę.
-Może następnym razem.
Zwinnie go wyminęła, zaskakując go swoimi istotnymi zdolnościami skradania się. Co może także bardzo przydać się w prawdziwym życiu.
-Niech to! Godlewska łatwo przejmuje piłkę od Eagle i przebiega do przodu. Niepodległość łatwo w dalszym ciągu przejmuje piłkę od Jedynastki Raimona. Chłopaki dają się ogrywać niczym początkujący słabeusze.
-Co żeś powiedział?
Nagle Kevin zwrócił uwagę w stronę Chestera. Nie zauważył piłki dopóki nie przeleciała mu przed jego oczami w kierunku… Pawła.
-Pora kończyć tę farsę. Łucja, Adrian, gotowi?
-Zawsze i wszędzie.
-Zaraz.. co się dzieje? Niespodziewanie Nowak wybiega z swojej bramki i biegnie przed siebie, dołączając do Godlewskiej i Wieczorka… Czyżby szykował się kolejny atak ze strony drużyny Niepodległości?
Trójka wspomnianych zawodników wybiegła mocno do przodu by Paweł mógł skutecznie podać im piłkę.
-Zaczynamy! - krzyknął Adrian, wykopując piłkę w górę dając jej świetlistą poświatę.
-Ogniste…. - Łucja podbiegając, odbiła się wysoko w górę po wystawionych dłoniach Adriana, kopiąc z przewrotki w stronę Karola.
-Powstanie!
Strzał oddany był przez wszystkich zawodników z równą, silną mocą i był bardzo synchronizowany, zwłaszcza, gdy Karol po przewrotce Łucji, wystawił piłkę w prostą linę wzmacniając jej silny żar, który płonął z ich serc.
-Ręka Majina!
Mark nie chciał i nie mógł przepuścić tego gola. To na pewno przeważyło by o losach tego spotkania. Musiał ją obronić, musiał. Czuł jednak, że ma w sobie on o wiele więcej siły niż ich poprzednie ataki. Wtedy też były mocne, ale teraz… Czuł, że zaczyna z tą siłą przegrywać. Coraz bardziej zapierał się nogami, jednak to na nic. Lada chwila jego obrona została przełamana i piłkę zatrzymała dopiero siatka.
-Mamy to!
Łucja podskoczyła z radości przybijając piątki z chłopakami. Udało się! Wszystko szło jak z płatka! Ogromna radość drużyny z Polski ciągle rosła i nic nie było w stanie ich powstrzymać.
-Jak to…
Najsilniejsza obrona Marka została tak łatwo przełamana. W końcu, dzięki niej zatrzymał niepowstrzymywane Liceum Zeusa, których siła była nielegalna. A oni? Ich siła była prawdziwa. Jak silniejsze mogą być jeszcze drużyny zza granicy? O dziwo jednak był coraz bardziej napalony. Musiał się jeszcze bardziej postarać. Był w końcu kapitanem drużyny.
-Chłopacy! Nie poddajemy się! Wszystko jeszcze można odwrócić! Nie poddawaliśmy się do tej pory mając silnych przeciwników. Tym razem też się nie poddamy! Pokonamy każdego przeciwnika! Bez różnicy jak będzie silny! Jesteśmy Jedenastką Raimona! My nigdy się nie poddajemy!
Krzyczał to co leżało mu na sercu. To co czuło jego serce było odzwierciedleniem tego co myślał.
-Mark ma racje. - potwierdził Nathan.
-To jeszcze nie koniec! - Max wiedział, że kapitan zawsze miał rację.
-Zostaniecie jeszcze pokonani! - Kevin był gotowy walczyć do ostatniego tchu.
Zawodnicy z Niepodległości patrzyli na nich zaskoczeni.
-Oni naprawdę chcą nawiązać z nami równą walkę? - spytała Julia Pawła w ich rodzinnym języku.
-Tak, ale porywają się motyką na słońce.
-Nie mów, że chcesz?
-Tak. To ostatecznie podetnie im ich skrzydła.
-Jesteś szalony!
-Nie mam wyjścia. Zrobię wszystko by zniszczyć Raimona.
-Tak wiele zrobisz dla niej? - rudowłosa zerknęła w stronę swojej brązowowłosej koleżanki.
-A jak myślisz?
Blondyn wrócił na swoją pozycję.
-Daniela… Pamiętasz jeszcze nasz strzał?
-Tak, ale… Nie mów że chcesz to zrobić?!
-A czemu nie?
-Nie wystarczy to, co do tej pory strzeliliśmy? I tak przecież wygramy.
-To jest gra Daniela. Strzelamy albo dajemy im strzelać. Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam. Co wybierasz? Swoich czy naszych wrogów?
Olson czuła jakby ktoś ją właśnie trafił. W słowach Pawła było wiele racji. Ale… Ona jakoś nie czuła się tak samo jak kiedyś. W większości była polką, ale miała w sobie też krew japońską. Była na głębokiej krawędzi. I teraz zależy wszystko od tego, w jaką stronę zrobi krok.
-Daniela!
Łucja, Julia i Kinga krzyknęły jednocześnie. Szybko zwrot pozwolił jej odebrać piłkę i pędzić z nią do przodu. Zwinnie mijała zawodników jednak będąc przy Axelu lekko się zawahała. Ten mając beznamiętny wzrok, odebrał jej piłkę, korzystając z jej dygresji. Szybko się jednak ogarnęła i dzięki wślizgowi Wiktorii znów mieli piłkę dla siebie.
-Markowska dzięki swojemu wślizgowi umiejętnie odbiera piłkę Blazowi, która odbiwszy się od nogi Ironsida wytoczyła się na ałt. Piłka po stronie Niepodległości. Deresz wybija piłkę … prosto do Janowskiego. Ten umiejętnie dryblując zmierza do przodu. Skutecznie gonią go i naciskają jednocześnie Eagle i Sharp. Ten jednak wybija piłkę w powietrze i … znów jest w nogach Olson.
Daniela po odebraniu piłki od Pawła biegnie do przodu. Nic w tej chwili nie myśli. Działa instynktownie. Paweł uśmiechnął się, wiedząc, że teraz nadejdzie coś czego się nie spodziewali. Biegł przed siebie by móc być blisko swojej przyjaciółki.
-Dasz radę. Wierzę w ciebie. - powiedział na tyle głośno by dotarło to do uszu Axela.
Nic teraz nie mogło powstrzymać, ani Danieli, ani Niepodległości.

wtorek, 5 lutego 2019

Ogłoszenie#8

Kochani... Niestety... Stało się coś najgorszego...
Padł mi twardy dysk w laptopie... Byłam z tym u serwisanta, ale... Wszystko straciłam. ☹️☹️☹️
Wszystkie zdjęcia, filmy, jedyne co ocalało to niektóre pliki tekstowe których miałam zrobioną kopię na pendrivie gdy je drukowałam. 
Tak więc... Musiałam pozbierać się po tej tragedi... Oprócz dysku w moim laptopie znalazło się też parę innych usterek i muszę się wstrzymać z pisaniem dopóki nie kupię sobie nowego a to dopiero za około dwóch tygodni.
P.S: Mogę was pocieszyć, że szykuję już niedługo prawdziwą bombę i na pewno nie raz was zaskoczę w nowych notkach zwłaszcza, że trwa sesja a ja mając wszystkie egzaminy przed nią mam teraz mnóstwo czasu by chodzić do biblioteki i tam próbować pisać dla was nową notkę. Dziękuje wam za waszą cierpliwość. 
Miłego dnia i całusy przysyła #Arlin  :* ♡

środa, 2 stycznia 2019

Inazumowy kapturek





Gdy uniosła swe powieki zobaczyła, że śpi przy stole. Odruchowo zerwała się by zobaczyć, że znajduje się w jakiś nieznanym jej domu. Co ona tu robiła? Jak się tu znalazła i ... co ona miała na sobie? Szybki rzut oka w lustro wiszące na ścianie pokazało jej głowę przykrytą... czerwonym kapturem. Dobrze... To zaczyna robić się coraz dziwne. Gdzie są jej ciuchy? Czy to ma być jakiś głupi żart?! Do Prima Aprilis jeszcze zbyt daleko. Komu więc zachciało się bawić w takie figle. Nagły hałas z zewnątrz przekonał ją, że musi tam zajrzeć. Gdy wyjrzała zza drzwi doskonale widziała, że nie jest już w mieście. Wokół niej rozciągał się dość duży las. Jakim cudem tu w ogóle dotarła? Kolejny odgłos uderzenia. Poszła zza nim by zobaczyć chłopaka odwróconego do niej plecami który rąbał drewno.
-Halo? Przepraszam?
Na dźwięk jej głosu przerwał swoją czynność i stanął z nią twarzą w twarz.



-Jude... Co ty tu robisz?

-A ty Celio? Powinnaś być już w drodze do pani Carnity.
-Do pani Carnity?
-Miałaś jej zanieść lekarstwa które kupiłaś wczoraj w miasteczku. A odpowiadając na twoje pytanie, właśnie rąbie drewno. Musimy mieć czym napalić w kominku by mieć ciepło wieczorem. Więc... Nie zamierzasz iść? - spytał zakładając siekierę na swoje ramię.
-Ja... Tak. Już pójdę.
Zawróciła i weszła z powrotem do domu. Zajrzała do koszyka i rzeczywiście leżały tam lekarstwa. O co tutaj chodzi?Czyżby wszyscy robili jej jakiś głupi kawał? To... Wszystko było bardzo dziwne! Jednak nie może tu zostać. Musi się wydostać i wrócić do tego co zna. Może gdzieś tam ktoś będzie znać odpowiedź.
-Wybacz Jude... Ale nie prędko wrócę... - wyszeptała i już jej nie było.

Niech myśli, że poszła do tamtej kobiety i po prostu droga jej się wydłuża. Ale ona musi odkryć co tu się dzieje.

***

Nie co dzień zdarza się by wędrować przez las zwłaszcza gdy mieszka się w mieście a wokół siebie ma się tylko budynki. Jednak im głębiej się w niego zagłębiała tym bardziej wydawał się być większy. Co ona najlepszego robi? To wszystko się nie dzieje na prawdę. Powinna zostać i znaleźć wyjaśnienie u Juda. A nie iść i załatwiać nie wiadomo co nie wiadomo gdzie. Jeszcze by tylko brakowało by spotkała kogoś niepożądanego na swojej drodze. Nagły chmar wyrwał ją z rozmyślań.
-Jest tam ktoś? - spytała chodź powinna teraz czuć zapewne niepokój.
Nagle zza drzewa wychyliła się niewyraźna sylwetka. Jednak im była coraz bliżej zobaczyła w nim znajome rysy.
-Joe?
-Tak właściwie to Joseph. Dokąd dziś idziesz... Kapturku? - powiedział wyszczerzając przy okazji swoje dwa małe kły. Chwila, moment... Czy on miał wilcze uszy?
-Dobrze... Co tu się odgrywa!
-Celio, wszystko w porządku?
-My się znamy?
Posłał jej zdziwione spojrzenie i ciężko westchnął.
-Oczywiście, że tak. Trudno nie kochać dziewczyny która ratuje ci życie.
-Ratuje?
-Już nie pamiętasz jak twój brat chciał mnie wiele razy zabić? Raz udało mu się chwycić mnie w pułapkę jednak ty mnie wypuściłaś. Od tamtej pory zbliżyliśmy się do siebie.
Nic takiego nie pamiętała. W jakim świecie ona się znalazła i w co bliskie jej osoby teraz grały?
Nie sądziła by coś takiego mogło być w ogóle możliwe.
-Więc co ty tu robisz? Powinieneś chyba... uważać na Juda.
Jeżeli nie chciała wydać się podejrzana musiała grać w tą dziwną i pokręconą grę.
-Skoro tu jesteś nie muszę się martwić. Zawsze spotykamy się gdy jest on zajęty pracą i idziesz po jakieś sprawunki. Więc mamy trochę czasu dla siebie. Gdyby się on o tym dowiedział zapewne leżałbym tu już jako trup.
-Joseph!
-Taka jest prawda Celio. I mówię ci zawsze. Ten czerwony kapturek dodaje ci uroku. Masz dziś ochotę na spacer na brzeg strumienia.
-Ja... Dobrze.
Zachowywał się zupełnie jak Joe którego znała i ... kochała. W tej chwili nikt ich nie widział i mogła być z nim sama. Nikt nie mógłby nic teraz zrobić. I to wydawało się być wspaniałe. Co z tego, że nie wyglądał jak chłopak którego kochała. To nadal był jej Joe tylko trochę odmieniony i z śmiertelnym wrogiem nad karkiem w postaci jej własnego brata. Usiedli nad brzegiem rzeki który przecinał ten gęsty las.
-Czy jest jakiś szczególny powód dlaczego tu przyszliśmy Joe?
-Zapewne tego nie pamiętasz... Ale... To właśnie tutaj cię poznałem. Byłaś jeszcze małą dziewczynką i byłaś tu ze swoją matką. Poszukiwałem akurat pożywienia na polowaniu ze swoimi pobratyńcami gdy zauważyłem was ze swojej kryjówki. Już wówczas wtedy skradłaś mi serce. Późniejszy wypadek z Judem tylko mi potwierdził, że moje serce dokonało dobrego wyboru.
Grafitowłosa nie umiała powstrzymać uśmiechu. To wszystko brzmiało jak wyjęte z jakieś bajki. Ale nigdzie teraz indziej nie chciała być. Tu miała teraz wszystko co chciała mieć.

Kilka godzin później...

Straciła poczucie czasu. Dopiero zachód słońca ją otrzeźwił.
-Musze wracać do domu.
-Odprowadzę cię.
-Nie. Nikt nie może cię zobaczyć. Musisz być bezpieczny. Proszę cię.
-No dobrze... Ale pozwól mi zrobić to.
Nachylił się i pocałował ją. To była magiczna chwila i mogłaby trwać znacznie dłużej gdyby nie odgłos łamanej gałęzi.
-Kto tam jest?!
Joseph instynktownie stanął przed dziewczyną chcąc ją bronić przed ewentualnym niebezpieczeństwem. Nagły wystrzał z broni przełamał martwą ciszę. Brunet opadł na kolano gwałtownie chwytając się za ramię.
-Joe! Co ci jest Joe!
Próbowała mu pomóc, ale nagły ostry krzyk jej brata zmienił wszystko.
-Celio, odsuń się od niego!
-Nie! Nie pozwolę ci go zabić.
-To potwór. Jego miejsce jest tam gdzie właśnie próbuje go wysłać.
-Ty nic nie rozumiesz, jakim prawem...
-Prawem zemsty. Ty Celio możesz tego nie pamiętać. Lecz ja pamiętam ten dzień. To podobni jemu odpowiadają za śmierć naszych rodziców.
Było jej ciężko. To był jak nagły cios.
-Ale... przecież rodzice zginęli w katastrofie lotniczej.
-Dziś dokończę to co zacząłem lata temu.
-Nie! Nie możesz tego zrobić!
Tym razem to ona stanęła pomiędzy nimi szeroko rozwierając swoje ręce.
-Celio... Odsuń się.
-Będziesz musiał mnie zmusić.
-Czemu go tak bronisz? Czemu chcesz poświęcić własne życie dla tej bestii. Wytłumacz mi to... Celia!
-Ponieważ go kocham!!!
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę co powiedziała. Nie wierzyła, że to wykrzyczała. Dodatkowo prosto w twarz Juda. Nie odważyła się nawet tego zrobić w tym normalnym jej świecie. Co z tego, że była z Josephem już dobre dwa lata. Jude nadal pozostawał nieświadomy. Dość ciężko było się ukrywać, ale przynajmniej świat był bezpieczny. A teraz. Widziała ten szok wymalowany na jego twarzy. Nie spodziewał się tego.
-Celio... Całkowicie cię omotał. Musisz stąd odejść i pozwolić mi skończyć moją pracę.
-Po moim trupie! - krzyknęła i rzuciła się w jego kierunku chwytając w swoją dłoń lufę broni.
Przez krótką chwilę walczyli między sobą aż w końcu kolejny odgłos strzału przerwał powietrze.
-Nie!
Krzyk Josepha zdawał się mrozić krew w żyłach. Jednak zdziwiła się ona gdy zobaczyła wiszącą kulę w powietrzu pomiędzy nią a Judem. Coś tu było nie tak. Rozejrzała się wokół, ale także Jude i Joe stali w zupełnym bezruchu. Co tu się wydarzyło? Nagle zza ich pleców z lasu wyłoniła się postać przyobrana w czarny kaptur.
-Kim jesteś?! Czego chcesz?
Gdy stanął w blasku zachodzącego słońca mogła w nim rozpoznać swojego przyjaciela.


-Axel... Co ty tu robisz?
Ten jednak położył swój palce na ustach nakazując jej milczeniu. Później skierował go w stronę pocisku by ten rozpłynął się w powietrzu.
-Jak to zrobiłeś?
Blondyn jednak milczał. Na sam koniec pstryknął niespodziewanie palcami i świat wokół wydawał się budzić.
-Niech moc będzie z tobą.
I czerń lasu go pochłonęła. To było... dosyć dziwne. Nagły ból głowy sprawił, że zmusiło ją to do padnięcia na kolana na ziemię.
-Celia... Co ci jest?
-Celio... Siostrzyczko... Zaraz będzie lepiej.
To niemożliwe! Nie! Przecież pocisk zniknął... On go usunął. Jakim cudem mogła nic oberwać? Osunęła się powoli na ziemię czując, że traci swoje siły. Nagły strach wydawał się wziąć nad nią górę.

***

-Nie!
Gdy przyzwyczaiła się do światła zobaczyła, że znajduje się ... w salonie Juda. Odetchnęła z ulgą. A więc to był tylko zły sen.
-Wszystko w porządku Celio?
Obok niej siedział Jude. Jego mina wyrażała troskę.
-Chyba tak. Co się stało?
-Przez przypadek zamiast soku wypiłaś kilka drinków, które przygotował nam David.
To prawda, że Jude od niedawna był pełnoletni i na tego sylwestra wszystko miało być... inne. Ale w najbliższej przyszłości na pewno nie tknie alkoholu.


********************************************************************************************************

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :D
Niech będzie jeszcze lepszy niż poprzedni :D



piątek, 28 grudnia 2018

Ogłoszenie#7


Z przykrością informuje, że notka którą chciałam wstawić jako prezent dla was z okazji świąt zostanie wstawiona z opóźnieniem. Plik w którym ją zapisałam niespodziewanie ,,zdechł" - został uszkodzony. Muszę więc napisać nowy rozdział od początku :(
Bardzo was przepraszam.
Jednak jest pewien plus. Notkę specjał którą chciałam dodać z okazji sylwestra ukaże się planowo. Na całe szczęście ją pisałam jakoś w zeszycie :D
Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem...

sobota, 22 grudnia 2018

34. Narodziny Feniksa



Z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia mam dla was dwa wyjątkowe prezenty jednak nie umiem się zdecydować... który powinnam wam dać najpierw. Mam nadzieję, że wam się spodobają :D

************************************************************************


Była noc. Żadne światło nie paliło się w jej pokoju co mogło znaczyć, tylko to, że mogła spać. Nic bardziej mylnego. Daniela leżała w swoim łóżku tuląc się do poduszki. Nie wiedziała co ma myśleć. To zdało się w jakiś sposób ją przerastać. Najpierw Łucja, a teraz Kamil i Julia. I jeszcze ten Daniel... Nie! To za wiele. Czuła, że chciało jej się płakać, czuła jak spływają po jej policzkach. Tu mogła sobie na to pozwolić. Tu nikt jej nie widział.
Kilka godzin temu...
Raimon nadal nie wyszedł z szoku po tym co się przed chwilą stało. Nikt nie miał siły nic powiedzieć. To na pewno... wpłynęło na nich osłabiająco.
-Drużyno, dlaczego nie trenujecie?!
Nagłą ciszę przerwało pojawienie się ich trenera Seymoura Hillmana.
-Pan trener.
Mark jako pierwszy wyrwał się z szoku. Nieobecność trenera była zastanawiająca, zwłaszcza, że był zawsze obecny.
-Panowie... Zbliżcie się tutaj. Mam dla was wiadomość.
-Jaką wiadomość? - spytała niepewnie Silvia patrząc na mężczyznę.
-Zza kilka dni rozegramy mecz towarzyski z drużyną zza granicy.
Ta wiadomość na pewno wśród zawodników wprowadziła lekki zamęt.
-Z kim go rozegramy?
Mark był jak zwykle gotowy zmierzyć się z wyzwaniem. Nic nie było w stanie go powstrzymać przed pełną pasją gry.
-Jedyne co mi zdradzono to nazwę drużyny. Zwą ich Niepodległość.
-Ssą zza granicy... Lecz nie wie trener z jakiego kraju?
-Niestety nie. Lecz to i tak nic nie zmienia. Musicie ćwiczyć tak samo jak zawsze.
-Tak jest trenerze!!!
Wydawało się, że w drużynę wstąpiła nowa energia. Jednak Axel wiedział, że czeka go poważna rozmowa z Danielą.
Następnego dnia...
Blondyn czekał na brunetkę pod drzwiami. Nie chciał jej się narzucać. Musiał to wszystko dobrze rozegrać. W końcu wyszła ze swojego pokoju. Nie wyglądała najlepiej.
-Daniela, wszystko gra?
Podskoczyła zaskoczona jego obecnością. Myślała, że wyjdzie z domu jako ostatnia.
-Tak Paweł. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Nie wydaje mi się. Widziałem cię.
-Paweł... To nie najlepszy czas na te rozmowy.
-Więc kiedy?
-Dziś po lekcjach, w parku Tora.
-Dobrze.
Nie chciał on wprowadzać kości niezgody pomiędzy nimi. Wiedział, że będzie ciężko i chciał i chciał wszystko przeprowadzić jak najłagodniej. Czas pomaga... Ale nie było go aż tyle ile go potrzebował. Mecz zbliżał się wielkimi krokami i było trzeba działać szybciej. Zwłaszcza, że Łucja suszyła mu głowę. Szli w milczeniu by ta w szkole gdzieś mu umknęła. Jednak nie mogła mu uciec z klasy gdzie mieli zajęcia. Czuła ona na sobie jego wzrok lecz próbowała udawać, że wszystkie jest jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Daniela wiedziała, że czeka ją poważna rozmowa od której będzie wiele zależało w ich niedalekiej przyszłości.

***

-Więc...
-Więc...
-Paweł... Ja już na prawdę niczego nie rozumiem. Najpierw to spotkanie z Łucją i jej prośba bym z powrotem do nich dołączyła... Teraz to nagłe pojawienie się Kamila i Julii... Paweł, co ty przede mną ukrywasz?
Park był mało zatłoczony więc mogli prowadzić otwartą dyskusję.
-Zamierzałem ci to właśnie wyjaśnić. Daniela... Nie chciałem tego przed tobą ukrywać. Wszystko ci miałem opowiedzieć na spokojnie, stopniowo tak byś się zgodziła. Ale nic z planów nie wyszło. Wiesz, że cierpliwość nie leży w naturze Matyldy.
-Jakich planów? Janowski, mam już dość tych twoich zagadek?!
Już miała odejść... Ale chłopak nagle złapał ją za rękę.
-Chodzi oto... Chodzi oto, że oni tu są. Nasza drużyna tu jest! Mam z nimi zagrać za kilka dni z Raimonem.
Brunetka nie wiedziała jak ma się zachować. Nie spodzie... A nie... Jednak podejrzewała, że coś takiego mogło by się stać. Jednak nadal ciężko było to przyjąć do świadomości.
-Daniela...
-Paweł... Nic nie mów. Muszę to przetrawić... Jak to się w ogóle mogło stać?
-Normalnie... To była fikcja z tym stypendium amerykańskim. Tak na prawdę dostałem polskie stypendium dzięki temu, że byłem jednym z najlepszych piłkarzy gimnazjady polskiej piłki nożnej. Nasza drużyna dotarła do finału tej imprezy i udało nam się ją wygrać. Korzystając z propozycji stypendum postanowiłem także cię odnaleźć. Sama Matylda mnie oto poprosiła. Temu wszyscy tu są. Chcemy byś do nas wróciła Dani... Zrób to dla nas... ale także dla siebie, dla mnie... A w szczególności dla Daniela...
-Przykro mi... To dla mnie za wiele...
Nie mogła już dłużej tego słuchać. Czuła, że musi stąd uciec. Nie chciała całkowicie rozkleić się przy przyjacielu ani nie powiedzieć nic zbędnego. Była rozbita. To prawda, że Jude jej pomagał w pozbyciu się tego niepotrzebnego lęku, ale... Nie czuła się jeszcze na siłach by wchodzić aż na taką głęboką wodę. Lepiej znosiła teraz piłkę ale... Lepiej nie ryzykować za wcześnie. Będzie musiała to wyjaśnić dokładnie Pawłowi jednak dopiero gdy ona dojdzie do siebie emocjonalnie. Nie sądziła jednak, że przed budynkiem wpadnie na Axela.
-Cześć Axel.
-Musimy porozmawiać Danielo.















Słyszała w głosie chłopaka powagę. Czyżby to było to o czym myślała?
-Słucham cię.
-Co wiesz o drużynie Niepodległość?
Brunetka czuła jakby coś w nią uderzyło.
-Ja... Czemu oto pytasz?
-Danielo Olson... Odpowiesz na moje pytanie?
-Niepodległość, to... moja była drużyna z Polski.
-Wiedziałaś o ich przybyciu?
-J...Nie! Dopiero się o tym dowiedziałam!
-Dopiero... Ta trójka przyszła tu kogoś szukać wówczas. Domyślam się kogo. Zamierasz do nich wrócić?
-... Nie myślałam o tym. - wyszeptała ze spuszczoną głową.
Czuła się jakby była ganiona za jakieś popełnione głupstwo. Zupełnie jakby ją osaczono z każdej strony. Nie była przygotowana na atak z jego strony.
-Więc twój przyjaciel nic ci nie powiedział?
-Jeśli masz na myśli Pawła, to wszystko mi powiedział!
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę jak to zabrzmiało. Jakby zaprzeczała nawet temu co wie i myśli.
-Skoro ci powiedział... To wszystko jasne.
-Axel...
Jednak ten się odwrócił i poszedł przed siebie wymijając ją.
-Axel!
-Leć do swojego Pawła! Jestem pewien, że macie jeszcze sobie wiele do powiedzenia.
-Ty.... Idioto!
Wbiegła do środka i jechała windą na właściwe piętro. Wbiegła do swojego pokoju zamykając drzwi na klucz. Czuła w oczach zbierające się łzy jednak je wytarła. O nie! Nie będzie przez niego płakała. Chce wojny... No to będzie ją miał. Niech jednak później nie żałuje tego co się stało. W tej chwili nie panowała ona nad swoimi emocjami. Działała nie zastanawiając się nad niczym. To co dzisiaj robiła była zastanawiające nawet dla niej samej. Musi złamać swoje słowa które dzisiaj mówiła. Krążyła po swoich metrach kwadratowych jakby zaraz miała wybuchnąć, ale Paweł nie wracał. Wybrała więc jego numer i poprosiła go by spotkali się jak najszybciej nic mu nie tłumacząc.

***

-Co ten Paweł znów wykombinował?
Julia nie wiedziała czemu kazał im się tutaj zebrać. Zwłaszcza całej drużynie.
-Mnie się pytasz? Bardziej zagadkowego człowieka nie znałam. Tylko przy Danieli był inny. - powiedziała Łucja wstając ze swojego krzesła by nerwowo przejść się po holu hotelu.
-Ta... Ciekawe czy kiedyś jej to powie... - wyszeptał Kamil.
-Co takiego? - Daniel był na tyle blisko czarnowłosego, że mógł usłyszeć co mówił.
-Nic ważnego.
Karol jak zwykle próbował uspokoić zniecierpliwioną Julię. Jak mogli być spokrewnieni tego Kamil nie wiedział. Z ich starego składu tylko on, Julia, Łucja, Karol, Adrian i Paweł się uchowali. Reszta to nowi zawodnicy którzy pomogli im podnieść się z upadku po śmierci Daniela i ucieczce Danieli a także wyjeździe Pawła. Powrót blondyna jeszcze bardziej poprawnie wpłynął na zespół zwłaszcza gdy osiągnęli po coś dla nich kiedyś nieosiągalnego. Aleksander i Kinga po przeprowadzce zapisali się od razu do naszej nowo reaktywowanej drużyny słysząc o naszym poprzednim osiągnięciu. Nie było trzeba długo czekać na dołączenie Wiktorii. Jednak dołączenie Ewy było największą zagadką. Jednak od kiedy doznała kontuzji miesiąc temu nie mogła się z nimi wybrać w te podróż próbując dojść jak najszybciej w Polsce. Niespodziewanie w holu w końcu pojawił się ten który ich tutaj wszystkich wezwał, ale nie był sam.
-Daniela!
Łucja i Julia nie mogły się powstrzymać by do niej nie dobiec. Dawne koleżanki na pewno ucieszyły się z jej pojawienia się tutaj. Później Kamil, Adrian i również Karol ośmielili się podejść i uścisnąć ją na przywitanie. W oczach nowych zawodników na pewno była obiektem zainteresowania. I żaden z nich niczego nie zrozumiał.
-Moi drodzy... Na pewno nie wszyscy znają jeszcze naszą koleżankę. Oto Daniela Olson.
Wśród reszty towarzyszy były pomroki gdy zdali sobie sprawę z kim mają do czynienia.
-Miło cię znów widzieć Danielo... - zaczął mówić Karol. - ...ale czy jest jakiś powód dlaczego do nas przychodzisz.
-Jest. I jestem pewna, że ucieszycie się z tego tak samo jak ja.
Nagłe pojawienie się Matyldy przyprawiło Danielę o głośniejsze dudnienie serca. Zwłaszcza gdy zobaczyła ją na wózku.
-Pani Matyldo co pani...
-Może kiedyś ci o tym opowiem Danielo. Sadzę jednak, że przybyłaś tu w jednym celu?
-Tak. Postanowiłam... Zagrać z wami w następnym meczu. Chcę chociaż dla niego znów stać się członkiem Niepodległości.
Wszyscy byli w szoku. Nawet sam Paweł był zaskoczony jednak spodziewał się tego gdy poprosiła go by zabrał ją do drużyny.
-Co wy na to... Drużyno?
Paweł posłał pytanie swym towarzyszom. Wszyscy zgodnie przytaknęli głowami a na końcu wysunęła się do nich Julia z wyciągniętą ku brunetce dłonią.
-Witaj w domu... Danielo.
Ta przyjęła ją i wzniósł się w nich okrzyk radości. Kolejny ich zawodnik wrócił do ich drużyny.

***

Nastał wieczór a jej nadal nie było. Gdy wybiegła z powrotem z budynku nie spuszczał wzroku z wejścia by wiedzieć, że bezpiecznie wróciła. Może to było nierozsądne stać o tej porze i tylko w bluzie na balkonie... Ale... Nie patrzył na to. Żałował co powiedział. Nawet nie wiedział czemu tak postąpił. Czemu to powiedział? Nie umiał tego wyjaśnić. Oby tylko nie zrobiła niczego głupiego. Martwił się o nią. Ale jak widać niepotrzebnie gdy zobaczył ją powracającą z uśmiechem na ustach w towarzystwie... jego. Wściekły wrócił do środka padając na łóżko nawet nie zamykając drzwi balkonowych przez co odrobina śniegu znalazła się na jego posadce. Odruchowo schował twarz w swych dłoniach ciężko wzdychając. Jednak nagłe wejście do pokoju jego ojca kazało mu przybrać maskę spokoju.
-Axel... Myślałem, że... Nie siedź przy otwartym oknie bo jeszcze zachorujesz. - powiedział zamykając je.
-Tato... Ja... Chciałbym się ciebie o coś zapytać.
-Tak?
-Już nieważne. Pójdę dziś wcześniej spać.
-Jak chcesz synu. Dobranoc.
To nie był dobry pomysł w tej chwili by spytać oto swojego ojca. Przynajmniej tak sądził. Nie... Z tym niestety będzie musiał poradzić sobie sam. Chociaż była jeszcze jedna osoba której zależało na Danieli i nie była z nim skłócona a przy okazji był także jego przyjacielem. Jude.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

33. Smutki Raimona


-Joseph! Uważaj! - krzyknął David gdy oddał strzał na jego bramkę.

Chłopak jakby wyrwany z rozmyślań w ostatniej chwili użył techniki hissatsu by zatrzymać nowy strzał swego przyjaciela, który ten ćwiczył.
-Co z tobą jest Joe? Wszystko dobrze?
-Ja... Tak. Jest wszystko jak w najlepszym porządku.
Wyrzucił piłkę do przodu wiedząc, że w rzeczywistości jest zupełnie inaczej niż on mówił. Myślami był zupełnie gdzieś indziej. W jego głowie wciąż krążyło jedno imię ... Celia. Nie rozumiał czemu go ignorowała. Czemu po udanej randce na której wydawała się dobrze bawić nagle wysłała mu tego SMS-a. Nie umiał tego zrozumieć. Wiele razy próbował do niej dzwonić jednak ta uparcie milczała. Kilka razy próbował pójść pod jej szkołę jednak porzucił ten pomysł. Wiedział, że mógłby tym wzbudzić niepotrzebną sensację, ale jeśli było to jedyne wyjście... Był gotowy zaryzykować. Ale teraz był trening. Musiał się skupić na piłce, ale jakoś nie umiał. Gdy tylko patrzył na nią od razu jego myśli wędrowały w drugą stronę. Nie! Potrząsał głową znów przenosząc swój wzrok na swój cel. Jednak jak za każdym razem jego rozproszona uwaga wpływała na słabszą skuteczność jego technik obronnych.
-Joe! Co z tobą?! Mógłbyś się w końcu ogarnąć?! Z taką orientacją to nawet nie zauważysz piłki. - Andrew podbiegł do niego nieźle już poirytowany.
Cały ich trening się sypał przez bujanie w obłokach bramkarza.
-Przepraszam was chłopaki, ale dziś jakoś nie dam rady. Chyba dla wszystkich najlepiej będzie jeśli dziś sobie odpuszczę trening.
Zszedł z boiska i udał się do szatni gdzie opadł na ławkę. Nie pozostało mu nic innego jak przebrać się i wrócił do domu. Na prawdę nie rozumiał on samego siebie. Od czasu randki z Celią czuł jakby coś pozytywnego wkraczało w jego życie ale tamten SMS. Jakby obudził się w alternatywnej rzeczywistości. Nie mógł spać. Próbował się do niej dodzwonię, lecz jej telefon milczał. Tak jest od tamtego dnia. Zero reakcji. Jakby tej chemii pomiędzy nimi nigdy nie było. Jakby ktoś nagle wylał na niego kubeł zimnej wody. Musiał się stąd wyrwać i wrócić do siebie niezauważony przez nikogo. Miał już dość tych pytań czy wszystko gra. Czasami miał ochotę wybuchnąć i wykrzyknąć całą prawdę im prosto w twarz. Wtedy wszystko mogłoby być o wiele prostsze dla niego, ale czy dla innych? Nie chciał wplątywać nikogo w swoje prywatne sprawy. To jest coś co musi on sam załatwić i wiedział, że to nie minie tak łatwo jak można się tego spodziewać. Szybko chwycił torbę sportową i wyszedł z Akademii. Nie wiedział jednak, że z okna ktoś go obserwuje.
-Nie martw się tak Joe... - wyszeptała niebieskowłosa... - Wkrótce będziesz znów szczęśliwy, ale tym razem z właściwą dziewczyną.

***

Celia czuła się przybita. To na pewno nie jest to o czym marzyła. Oczywiście chodziło tu o Josepha. Jedyny chłopak który jej się spodobał ma być dla niej tylko wspomnieniem? Chodź poczułą, że mogło by z tego coś więcej być. Ale... nie mogła niczym ryzykować. Musiała zapomnieć i żyć tak jakby nigdy to się nie wydarzyło. Jednak... To wcale nie było takie proste. Nie miała sił nawet by wstać z łóżka. Wolała tu zostać i wszystko przecierpieć sama. Nie chciała nikogo zamartwiać bo wiedziała, że teraz zaczną się niepotrzebne pytania. Nie chciała też by jej brat zaczął zadawać zbyt dużo pytać. Nie chciała by poznał prawdę lub nawet jego najmniejszą część. To było niebezpieczne. Więc gdy przyszła jej matka idealnie symulując chorobę mogła zostać sama w domu i odpowiednio wszystko przeczekać. A zresztą mogła sama się pozbierać i wrócić do bycia dawną sobą. Jednak... To wcale nie było takie łatwe.
-Joseph! - wykrzyknęła budząc się z kolejnego koszmaru.
Nocami nie mogła spać. Śnił jej się on i ona... Zawsze ten sam koniec. Bez różnicy jak się zaczyna mogła spodziewać się tego, że obudzi się z krzykiem. To było straszne. Czemu musiała przez to przechodzić?
Ding dong.
Dzwonek do drzwi przerwał jej bitwę z myślami. Było już popołudnie więc mogła spodziewać się nawet ojca który mógł zapomnieć kluczy.
-Kto tam? - podeszła do drzwi jednak ich nie otwierając.
-Celia... To ja... Możemy porozmawiać.
O nie! To Jude! Nie mogła go wpuścić! Nie teraz gdy była w takim stanie. Czuła, że mogła mu wszystko powiedzieć a nawet jeszcze więcej. Nie mogła tak ryzykować. Nie mogła pozwolić swojemu bratu tu wejść.
-Jude... Ja... Nie mogę. Nie chcę cię zarazić. Porozmawiamy w szkole gdy wyzdrowieje. Do zobaczenia braciszku.
-Celia!
Odeszła od drzwi i wróciła do łóżka. Jeszcze przez chwilę słyszała jak dobijał się drzwi lecz po paru minutach nie słyszała już nic oprócz tykania zegara. Widocznie musiał już odejść. Nie mogła powstrzymać płynących łez. Jej życie to było jedna wielka seria porażek. Jej wyłączony telefon mógł świadczyć o tym najlepiej. Nie odważy się go włączyć. Wiedziała czego mogła się spodziewać gdy powoła go do życia. Telefonu od jedynego człowieka którego chciała teraz usłyszeć, lecz nie mogła. Od Josepha.

***

Niebieskowłosy biegał dookoła boiska, wpatrując się w ziemię pod swoimi stopami. Nie dało się wręcz nie zauważyć, że ostatnio jego przyjaciele zachowują się jakoś dziwnie. To zupełnie do nich nie pasowało. Czuł te nagłe zmiany nastrojów, które na pewno nie należały do tych szczęśliwych. Jednak on sam miał się nad czym głowić. Czy miał powiedzieć jednej osobie prawdę czy milczeć. Czy miał zdradzić przyjaciela i zachować to co widział czy może wyjawić to co widział przyjacielowi czym na pewno może unieszczęśliwić swoją koleżankę. Wiedział, że cokolwiek zrobi w tej sprawie to jedna ze stron będzie stratna albo i on będzie tego później żałował, że nie zareagował wcześniej mając na ten temat wiedzę. Ale... co poradzić? Czemu musiał się tam wtedy znaleźć. Co go nakłoniło by pójść wtedy na miasto? Gdyby nie to, na pewno nie byłby w tak trudnej sytuacji. Gdyby to jeszcze nie była Celia, to byłoby pół biedy. Gdyby nie była siostrą jego przyjaciela to wtedy były bardziej szczęśliwy i nie widział by w tym nic dziwnego. Jednak zdziwiło go gdy zobaczył ją w towarzystwie bramkarza z Akademii Królewskiej! Co ona mogła z nim zrobić? Można by wręcz pomyśleć po ich zachowaniu, że są... na randce! Szybko się speszył i odwrócił w drugą stronę gdy zobaczył jak wchodzili do jakieś kawiarni.
-Nathan... uspokój się. - ganił sam siebie kręcąc głową.
To nic takiego. Każdy ma prawo robić co chce i nie trzeba tu nic robić. Dziewczyna ma też własny rozum i wie co robi. Jednak by później nie odbiło się to też na jej bracie.
-Nathan! Hej Nathan!
Wyrwany z myśli zauważył za swoimi plecami Marka.
-Hej Mark... Co ty tutaj robisz?
-Jak to co... W końcu pora na nasz trening.
Przez to całe rozmyślanie w ogóle zapomniał o tym. Co te dylematy potrafią robić z ludźmi.

***

Nelly siedział na parapecie okna i wpatrywała się z boisko które widziała z niego. Widziała gromadzących się chłopaków i wiedziała, że za chwilę zaczną oni swój trening. Jako menadżerka powinna być na dole ale nie mogła jakoś spokojni patrzeć na Marka i przypominać sobie o tym co się wydarzyło. Chciała wręcz wykrzyczeć mu to co czuła, jednak wiedziała, że ten i tak tego by nie zrozumiał.
-Evans... Ty głupolu...
Jakby na zawołanie brunet odwrócił głowę i spojrzał w jej okno uśmiechając się. Brunetka odruchowo odwróciła głowę lekko się pesząc. Stanęła na równe nogi krążąc nerwowo po gabinecie. Wiedziała, że musiała działać ale... łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ciszę przerwał nagle jej telefon.
-Halo? Tak... Szkoła Gimnazjum Raimona... Z kim rozmawiam?
-Dzień dobry... Dzwoniłam do państwa wczoraj... Chciałam potwierdzić pewne wydarzenie o którym do państwa pisałam.
-Rozumiem, ale muszę poczekać do powrotu dyrektora. Wówczas oddzwonimy do pani.
-Dziękuje. Do widzenia.
W kobiecym głosie słychać było nutkę zagranicznego akcentu. Z kim ona tak dokładnie rozmawiała? I czego ona chciała i o jakim wydarzeniu mówiła? O czym ona nie wiedziała? Czyżby coś robiono za plecami uczniów? Musiała się tego szybko dowiedzieć jednak wszystko było dokładnie utajnione albo było bardzo mało informacji.
-Co tu się dzieję?
Zajęta sprawdzaniem informacji Nelly nawet nie zauważyła jak na teren szkoły weszła trójka dzieciaków, która na pewno nie była uczniami ich szkoły.

***

Daniela czuła jak coś ciągnęło ją na tyły szkoły. Gdy skończyła swoje zajęcia mogła iść do domu ale coś jej kazało poczekać. Zwłaszcza, że nie mogła znaleźć nigdzie Pawła i nie odbierał jej telefonu. Gdy jednak znalazła się by popatrzyć z daleka jak grają doznała niezłego szoku. Wystarczyła jej chwila by rozpoznać przynajmniej dwójkę z nich, trzeci był jej nieznany. Mogła zrobić krok i powstrzymać to co mogło by się wydarzyć, ale nie mogła. Coś ją powstrzymywało. Zamiast tego jak głupia schowała się za drzewem i czekała na rozwój wypadku.

***

Julia nie mogła uwierzyć tak samo jak Łucja, że Daniela jest tu... W Japonii. Ale gdy to usłyszała wszystkie fakty wydawały się łączyć dla niej. Nie przyjechali tu z marnym sensem. Teraz już lepiej wszystko rozumiała. Ale nie mogła się powstrzymać by tu nie przyjść. Zwłaszcza, że mogła też zrobić małego psikusa drużynie z tej szkoły. Wszystko jest zabawne gdy ludzie pozostają w niewiedzy i tą niewiedze można wykorzystać na swoją korzyść.
-Widzisz ją gdzieś Julia... Bo ja nie.
-Cicho bądź Kamil. Jeśli nie porzuciła piłki na pewno ją tam znajdziemy.
-Słyszałaś relację Łucji. Nie sądzę by coś to dało.
-Jaki z ciebie optymista. Ty najlepiej byś niczego nie próbował i wszystko zostawił takie jak było.
-Ej... Nie przyszywaj mi niczego. To jasne, że chciałbym by wszystko potoczyło się inaczej, ale...
-Co ale....
-Ej... Nie chce wam przerywać waszej rozmowy, ale... zwróciliście uwagę całej drużyny. - wybudził ich z ich przepychanki słownej towarzyszący im brunet.
-Witajcie... Ponownie... - przywitała się Julia posyłając im w powietrzu buziaka.
-To znowu ty?
Mark był zaskoczony widokiem dziewczyny znad rzeki. Wiedział, że to była ona, jednak dziś miała zupełnie inne towarzystwo.
-Mark... Znasz ich?
Axel był lekko poirytowany tym nagłym wtargnięciem.
-Nie do końca.
-Wpadliśmy na nią jakiś czas temu nad rzeką jednak była wtedy z zupełnie innym towarzystwem. - wyjaśnił wszystko kolegom Nathan a Jude pokiwał głową.
Ta zagadka zaczynała robić się coraz bardziej dziwna.
-Po co tu przyszliście?
Jude spojrzał na nich wrogo. W końcu nie byli tu uczniami lecz weszli na teren szkoły.
-Szukamy kogoś. - powiedział brunet. - Mam na imię Daniel a to moi przyjaciele: Julia i Kamil.
Na dźwięk imienia Daniel, Daniela i Axel poczuli jakby coś ich uderzyło. Jednak były to zupełnie dwa różne uczucia. Dziewczyna nie mogła ustać na nogach i opadła na ziemię. Nie... To do niej tak wraca. Złapała się rękoma za głowę i potrząsnęła nią mocno jakby chciała si pozbyć tego wspomnienia raz na zawsze. Czemu musiał być do niego tak podobny. Czyżby los ją karał? Może i z wyglądu go lekko przypominał lecz głos i gestykulacja była zupełnie inna.
-Danielo... To nie Daniel... Musisz się ogarnąć. - szeptała do siebie próbując powstrzymać łzy.
-Czego tu szukacie? To nie miejsce gdzie każdy może wejść. - próbował przegonić nieproszonych gości Kevin.
-To teren prywatny szkoły. Tylko uczniowie mogą tu prawnie przebywać i osoby do tego upoważnione. - skomentował to wszystko Willy z ławki siedzący obok lekko zdenerwowanej Silvii.
-Ale z was mięczaki. Więc to prawda co mówił o was Paweł. - próbował sprowokować ich Kamil.
-Paweł? Co on ma z tym wspólnego? - Axel nie spuszczał wzroku z tajemniczej grupki.
W jednej chwili zdał sobie sprawę skąd oni są. Już chciał coś powiedzieć lecz ubiegła go dziewczyna.
-Co będziemy tu tak stać i się kłócić. Są ciekawsze rzeczy do roboty.
Rudowłosa kiwnęła głową do kolegi dając mu tym jakiś znak. Kamil ruszył do przodu i niczym wiatr dotarł do piłki i przejął ją od zdezorientowanego Maxa.
-Piłka nożna do najlepszy sposób na wszystko. Co wy na to by zmierzyć się z naszą trójką?
Wszyscy byli zaskoczeni jednak nie zauważyli w tym podstępu, wszyscy oprócz Danieli. Co Julia znów wymyśliła?
-Czemu nie... Nie macie szans z nikim z nas.
Kevin był zdecydowanie zbyt pewien siebie.
-Dobrze... Kamil, Daniel... Robimy to.
Kamil z piłką ruszył do przodu a reszta grupy biegła z nim w równym rządku. Umiejętnie wymijali przeciwników umiejętnie podając sobie piłkę i nie pozwalając nikomu przejąć piłki. Pod samą bramką rozdzieli się na trzy części podając piłkę między sobą aż w końcu Kamil zaatakował. Gdy Mark był już przygotowany na obronę piłka niespodziewanie zmieniła tor i została przyjęta przez wyskakującą Julię.
-Podwójny... - krzyknęła kopiąc piłkę z całych dwiema nogami w kierunku ziemi.
-Lisi... - kontynuował Daniel odbierając strzał i poprzez dodatkowe kopnięcie w stronę Kamila dodał mu jeszcze większej mocy.
-Podstęp. - ostateczne kopnięcie Kamila z przewrotki w róg bramki dało piłce odpowiednie natężenie pomarańczowym ogonem niczym warkocz komety.
Mark nie spodziewał się takiego ruchu i przepuścił piłkę która potoczyła się wolno w polu bramkowym.
-Tak! - trójka przybiła sobie piątki.
Byli widocznie zadowolenie ze swojego osiągnięcia. Raimon nie mógł uwierzyć w to co się właśnie stało. Zostali ograni przez trójkę obcokrajowców.
-Zapamiętacie nas na długo jako swój najgorszy koszmar. - rzuciła na odchodne Julia i odwróciła się odchodząc a chłopacy za nią.
-A Daniela...? - spytał Daniel.
-Niedługo się z nią spotkamy. Mam nadzieję, że stanie wtedy po naszej stronie...

***

Brunetka nie była wstanie ruszyć się z miejsca. To wszystko było nie tak. Właśnie przed chwilą ta trójka pokonała a raczej wykiwała całą drużynę Raimona. To już nie była ta sama drużyna którą znała. A zaledwie widziała próbkę ich nowej umiejętności. Gdy ostatnio słyszała o tym ruchu, który właśnie wykonywali mieli dopiero jej koncepcję a oni dopracowali to do perfekcji. Było czego się bać. Gdy się odwróciła zauważyła jak przez okno sali przyglądał się temu wszystkiemu Paweł. Szybko jednak odwróciła głowę i poszła przed siebie. Wszystko jak zwykle musi się komplikować.