środa, 2 stycznia 2019

Inazumowy kapturek





Gdy uniosła swe powieki zobaczyła, że śpi przy stole. Odruchowo zerwała się by zobaczyć, że znajduje się w jakiś nieznanym jej domu. Co ona tu robiła? Jak się tu znalazła i ... co ona miała na sobie? Szybki rzut oka w lustro wiszące na ścianie pokazało jej głowę przykrytą... czerwonym kapturem. Dobrze... To zaczyna robić się coraz dziwne. Gdzie są jej ciuchy? Czy to ma być jakiś głupi żart?! Do Prima Aprilis jeszcze zbyt daleko. Komu więc zachciało się bawić w takie figle. Nagły hałas z zewnątrz przekonał ją, że musi tam zajrzeć. Gdy wyjrzała zza drzwi doskonale widziała, że nie jest już w mieście. Wokół niej rozciągał się dość duży las. Jakim cudem tu w ogóle dotarła? Kolejny odgłos uderzenia. Poszła zza nim by zobaczyć chłopaka odwróconego do niej plecami który rąbał drewno.
-Halo? Przepraszam?
Na dźwięk jej głosu przerwał swoją czynność i stanął z nią twarzą w twarz.



-Jude... Co ty tu robisz?

-A ty Celio? Powinnaś być już w drodze do pani Carnity.
-Do pani Carnity?
-Miałaś jej zanieść lekarstwa które kupiłaś wczoraj w miasteczku. A odpowiadając na twoje pytanie, właśnie rąbie drewno. Musimy mieć czym napalić w kominku by mieć ciepło wieczorem. Więc... Nie zamierzasz iść? - spytał zakładając siekierę na swoje ramię.
-Ja... Tak. Już pójdę.
Zawróciła i weszła z powrotem do domu. Zajrzała do koszyka i rzeczywiście leżały tam lekarstwa. O co tutaj chodzi?Czyżby wszyscy robili jej jakiś głupi kawał? To... Wszystko było bardzo dziwne! Jednak nie może tu zostać. Musi się wydostać i wrócić do tego co zna. Może gdzieś tam ktoś będzie znać odpowiedź.
-Wybacz Jude... Ale nie prędko wrócę... - wyszeptała i już jej nie było.

Niech myśli, że poszła do tamtej kobiety i po prostu droga jej się wydłuża. Ale ona musi odkryć co tu się dzieje.

***

Nie co dzień zdarza się by wędrować przez las zwłaszcza gdy mieszka się w mieście a wokół siebie ma się tylko budynki. Jednak im głębiej się w niego zagłębiała tym bardziej wydawał się być większy. Co ona najlepszego robi? To wszystko się nie dzieje na prawdę. Powinna zostać i znaleźć wyjaśnienie u Juda. A nie iść i załatwiać nie wiadomo co nie wiadomo gdzie. Jeszcze by tylko brakowało by spotkała kogoś niepożądanego na swojej drodze. Nagły chmar wyrwał ją z rozmyślań.
-Jest tam ktoś? - spytała chodź powinna teraz czuć zapewne niepokój.
Nagle zza drzewa wychyliła się niewyraźna sylwetka. Jednak im była coraz bliżej zobaczyła w nim znajome rysy.
-Joe?
-Tak właściwie to Joseph. Dokąd dziś idziesz... Kapturku? - powiedział wyszczerzając przy okazji swoje dwa małe kły. Chwila, moment... Czy on miał wilcze uszy?
-Dobrze... Co tu się odgrywa!
-Celio, wszystko w porządku?
-My się znamy?
Posłał jej zdziwione spojrzenie i ciężko westchnął.
-Oczywiście, że tak. Trudno nie kochać dziewczyny która ratuje ci życie.
-Ratuje?
-Już nie pamiętasz jak twój brat chciał mnie wiele razy zabić? Raz udało mu się chwycić mnie w pułapkę jednak ty mnie wypuściłaś. Od tamtej pory zbliżyliśmy się do siebie.
Nic takiego nie pamiętała. W jakim świecie ona się znalazła i w co bliskie jej osoby teraz grały?
Nie sądziła by coś takiego mogło być w ogóle możliwe.
-Więc co ty tu robisz? Powinieneś chyba... uważać na Juda.
Jeżeli nie chciała wydać się podejrzana musiała grać w tą dziwną i pokręconą grę.
-Skoro tu jesteś nie muszę się martwić. Zawsze spotykamy się gdy jest on zajęty pracą i idziesz po jakieś sprawunki. Więc mamy trochę czasu dla siebie. Gdyby się on o tym dowiedział zapewne leżałbym tu już jako trup.
-Joseph!
-Taka jest prawda Celio. I mówię ci zawsze. Ten czerwony kapturek dodaje ci uroku. Masz dziś ochotę na spacer na brzeg strumienia.
-Ja... Dobrze.
Zachowywał się zupełnie jak Joe którego znała i ... kochała. W tej chwili nikt ich nie widział i mogła być z nim sama. Nikt nie mógłby nic teraz zrobić. I to wydawało się być wspaniałe. Co z tego, że nie wyglądał jak chłopak którego kochała. To nadal był jej Joe tylko trochę odmieniony i z śmiertelnym wrogiem nad karkiem w postaci jej własnego brata. Usiedli nad brzegiem rzeki który przecinał ten gęsty las.
-Czy jest jakiś szczególny powód dlaczego tu przyszliśmy Joe?
-Zapewne tego nie pamiętasz... Ale... To właśnie tutaj cię poznałem. Byłaś jeszcze małą dziewczynką i byłaś tu ze swoją matką. Poszukiwałem akurat pożywienia na polowaniu ze swoimi pobratyńcami gdy zauważyłem was ze swojej kryjówki. Już wówczas wtedy skradłaś mi serce. Późniejszy wypadek z Judem tylko mi potwierdził, że moje serce dokonało dobrego wyboru.
Grafitowłosa nie umiała powstrzymać uśmiechu. To wszystko brzmiało jak wyjęte z jakieś bajki. Ale nigdzie teraz indziej nie chciała być. Tu miała teraz wszystko co chciała mieć.

Kilka godzin później...

Straciła poczucie czasu. Dopiero zachód słońca ją otrzeźwił.
-Musze wracać do domu.
-Odprowadzę cię.
-Nie. Nikt nie może cię zobaczyć. Musisz być bezpieczny. Proszę cię.
-No dobrze... Ale pozwól mi zrobić to.
Nachylił się i pocałował ją. To była magiczna chwila i mogłaby trwać znacznie dłużej gdyby nie odgłos łamanej gałęzi.
-Kto tam jest?!
Joseph instynktownie stanął przed dziewczyną chcąc ją bronić przed ewentualnym niebezpieczeństwem. Nagły wystrzał z broni przełamał martwą ciszę. Brunet opadł na kolano gwałtownie chwytając się za ramię.
-Joe! Co ci jest Joe!
Próbowała mu pomóc, ale nagły ostry krzyk jej brata zmienił wszystko.
-Celio, odsuń się od niego!
-Nie! Nie pozwolę ci go zabić.
-To potwór. Jego miejsce jest tam gdzie właśnie próbuje go wysłać.
-Ty nic nie rozumiesz, jakim prawem...
-Prawem zemsty. Ty Celio możesz tego nie pamiętać. Lecz ja pamiętam ten dzień. To podobni jemu odpowiadają za śmierć naszych rodziców.
Było jej ciężko. To był jak nagły cios.
-Ale... przecież rodzice zginęli w katastrofie lotniczej.
-Dziś dokończę to co zacząłem lata temu.
-Nie! Nie możesz tego zrobić!
Tym razem to ona stanęła pomiędzy nimi szeroko rozwierając swoje ręce.
-Celio... Odsuń się.
-Będziesz musiał mnie zmusić.
-Czemu go tak bronisz? Czemu chcesz poświęcić własne życie dla tej bestii. Wytłumacz mi to... Celia!
-Ponieważ go kocham!!!
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę co powiedziała. Nie wierzyła, że to wykrzyczała. Dodatkowo prosto w twarz Juda. Nie odważyła się nawet tego zrobić w tym normalnym jej świecie. Co z tego, że była z Josephem już dobre dwa lata. Jude nadal pozostawał nieświadomy. Dość ciężko było się ukrywać, ale przynajmniej świat był bezpieczny. A teraz. Widziała ten szok wymalowany na jego twarzy. Nie spodziewał się tego.
-Celio... Całkowicie cię omotał. Musisz stąd odejść i pozwolić mi skończyć moją pracę.
-Po moim trupie! - krzyknęła i rzuciła się w jego kierunku chwytając w swoją dłoń lufę broni.
Przez krótką chwilę walczyli między sobą aż w końcu kolejny odgłos strzału przerwał powietrze.
-Nie!
Krzyk Josepha zdawał się mrozić krew w żyłach. Jednak zdziwiła się ona gdy zobaczyła wiszącą kulę w powietrzu pomiędzy nią a Judem. Coś tu było nie tak. Rozejrzała się wokół, ale także Jude i Joe stali w zupełnym bezruchu. Co tu się wydarzyło? Nagle zza ich pleców z lasu wyłoniła się postać przyobrana w czarny kaptur.
-Kim jesteś?! Czego chcesz?
Gdy stanął w blasku zachodzącego słońca mogła w nim rozpoznać swojego przyjaciela.


-Axel... Co ty tu robisz?
Ten jednak położył swój palce na ustach nakazując jej milczeniu. Później skierował go w stronę pocisku by ten rozpłynął się w powietrzu.
-Jak to zrobiłeś?
Blondyn jednak milczał. Na sam koniec pstryknął niespodziewanie palcami i świat wokół wydawał się budzić.
-Niech moc będzie z tobą.
I czerń lasu go pochłonęła. To było... dosyć dziwne. Nagły ból głowy sprawił, że zmusiło ją to do padnięcia na kolana na ziemię.
-Celia... Co ci jest?
-Celio... Siostrzyczko... Zaraz będzie lepiej.
To niemożliwe! Nie! Przecież pocisk zniknął... On go usunął. Jakim cudem mogła nic oberwać? Osunęła się powoli na ziemię czując, że traci swoje siły. Nagły strach wydawał się wziąć nad nią górę.

***

-Nie!
Gdy przyzwyczaiła się do światła zobaczyła, że znajduje się ... w salonie Juda. Odetchnęła z ulgą. A więc to był tylko zły sen.
-Wszystko w porządku Celio?
Obok niej siedział Jude. Jego mina wyrażała troskę.
-Chyba tak. Co się stało?
-Przez przypadek zamiast soku wypiłaś kilka drinków, które przygotował nam David.
To prawda, że Jude od niedawna był pełnoletni i na tego sylwestra wszystko miało być... inne. Ale w najbliższej przyszłości na pewno nie tknie alkoholu.


********************************************************************************************************

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku :D
Niech będzie jeszcze lepszy niż poprzedni :D



piątek, 28 grudnia 2018

Ogłoszenie#7


Z przykrością informuje, że notka którą chciałam wstawić jako prezent dla was z okazji świąt zostanie wstawiona z opóźnieniem. Plik w którym ją zapisałam niespodziewanie ,,zdechł" - został uszkodzony. Muszę więc napisać nowy rozdział od początku :(
Bardzo was przepraszam.
Jednak jest pewien plus. Notkę specjał którą chciałam dodać z okazji sylwestra ukaże się planowo. Na całe szczęście ją pisałam jakoś w zeszycie :D
Mam nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem...

sobota, 22 grudnia 2018

34. Narodziny Feniksa



Z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia mam dla was dwa wyjątkowe prezenty jednak nie umiem się zdecydować... który powinnam wam dać najpierw. Mam nadzieję, że wam się spodobają :D

************************************************************************


Była noc. Żadne światło nie paliło się w jej pokoju co mogło znaczyć, tylko to, że mogła spać. Nic bardziej mylnego. Daniela leżała w swoim łóżku tuląc się do poduszki. Nie wiedziała co ma myśleć. To zdało się w jakiś sposób ją przerastać. Najpierw Łucja, a teraz Kamil i Julia. I jeszcze ten Daniel... Nie! To za wiele. Czuła, że chciało jej się płakać, czuła jak spływają po jej policzkach. Tu mogła sobie na to pozwolić. Tu nikt jej nie widział.
Kilka godzin temu...
Raimon nadal nie wyszedł z szoku po tym co się przed chwilą stało. Nikt nie miał siły nic powiedzieć. To na pewno... wpłynęło na nich osłabiająco.
-Drużyno, dlaczego nie trenujecie?!
Nagłą ciszę przerwało pojawienie się ich trenera Seymoura Hillmana.
-Pan trener.
Mark jako pierwszy wyrwał się z szoku. Nieobecność trenera była zastanawiająca, zwłaszcza, że był zawsze obecny.
-Panowie... Zbliżcie się tutaj. Mam dla was wiadomość.
-Jaką wiadomość? - spytała niepewnie Silvia patrząc na mężczyznę.
-Zza kilka dni rozegramy mecz towarzyski z drużyną zza granicy.
Ta wiadomość na pewno wśród zawodników wprowadziła lekki zamęt.
-Z kim go rozegramy?
Mark był jak zwykle gotowy zmierzyć się z wyzwaniem. Nic nie było w stanie go powstrzymać przed pełną pasją gry.
-Jedyne co mi zdradzono to nazwę drużyny. Zwą ich Niepodległość.
-Ssą zza granicy... Lecz nie wie trener z jakiego kraju?
-Niestety nie. Lecz to i tak nic nie zmienia. Musicie ćwiczyć tak samo jak zawsze.
-Tak jest trenerze!!!
Wydawało się, że w drużynę wstąpiła nowa energia. Jednak Axel wiedział, że czeka go poważna rozmowa z Danielą.
Następnego dnia...
Blondyn czekał na brunetkę pod drzwiami. Nie chciał jej się narzucać. Musiał to wszystko dobrze rozegrać. W końcu wyszła ze swojego pokoju. Nie wyglądała najlepiej.
-Daniela, wszystko gra?
Podskoczyła zaskoczona jego obecnością. Myślała, że wyjdzie z domu jako ostatnia.
-Tak Paweł. Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
-Nie wydaje mi się. Widziałem cię.
-Paweł... To nie najlepszy czas na te rozmowy.
-Więc kiedy?
-Dziś po lekcjach, w parku Tora.
-Dobrze.
Nie chciał on wprowadzać kości niezgody pomiędzy nimi. Wiedział, że będzie ciężko i chciał i chciał wszystko przeprowadzić jak najłagodniej. Czas pomaga... Ale nie było go aż tyle ile go potrzebował. Mecz zbliżał się wielkimi krokami i było trzeba działać szybciej. Zwłaszcza, że Łucja suszyła mu głowę. Szli w milczeniu by ta w szkole gdzieś mu umknęła. Jednak nie mogła mu uciec z klasy gdzie mieli zajęcia. Czuła ona na sobie jego wzrok lecz próbowała udawać, że wszystkie jest jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Daniela wiedziała, że czeka ją poważna rozmowa od której będzie wiele zależało w ich niedalekiej przyszłości.

***

-Więc...
-Więc...
-Paweł... Ja już na prawdę niczego nie rozumiem. Najpierw to spotkanie z Łucją i jej prośba bym z powrotem do nich dołączyła... Teraz to nagłe pojawienie się Kamila i Julii... Paweł, co ty przede mną ukrywasz?
Park był mało zatłoczony więc mogli prowadzić otwartą dyskusję.
-Zamierzałem ci to właśnie wyjaśnić. Daniela... Nie chciałem tego przed tobą ukrywać. Wszystko ci miałem opowiedzieć na spokojnie, stopniowo tak byś się zgodziła. Ale nic z planów nie wyszło. Wiesz, że cierpliwość nie leży w naturze Matyldy.
-Jakich planów? Janowski, mam już dość tych twoich zagadek?!
Już miała odejść... Ale chłopak nagle złapał ją za rękę.
-Chodzi oto... Chodzi oto, że oni tu są. Nasza drużyna tu jest! Mam z nimi zagrać za kilka dni z Raimonem.
Brunetka nie wiedziała jak ma się zachować. Nie spodzie... A nie... Jednak podejrzewała, że coś takiego mogło by się stać. Jednak nadal ciężko było to przyjąć do świadomości.
-Daniela...
-Paweł... Nic nie mów. Muszę to przetrawić... Jak to się w ogóle mogło stać?
-Normalnie... To była fikcja z tym stypendium amerykańskim. Tak na prawdę dostałem polskie stypendium dzięki temu, że byłem jednym z najlepszych piłkarzy gimnazjady polskiej piłki nożnej. Nasza drużyna dotarła do finału tej imprezy i udało nam się ją wygrać. Korzystając z propozycji stypendum postanowiłem także cię odnaleźć. Sama Matylda mnie oto poprosiła. Temu wszyscy tu są. Chcemy byś do nas wróciła Dani... Zrób to dla nas... ale także dla siebie, dla mnie... A w szczególności dla Daniela...
-Przykro mi... To dla mnie za wiele...
Nie mogła już dłużej tego słuchać. Czuła, że musi stąd uciec. Nie chciała całkowicie rozkleić się przy przyjacielu ani nie powiedzieć nic zbędnego. Była rozbita. To prawda, że Jude jej pomagał w pozbyciu się tego niepotrzebnego lęku, ale... Nie czuła się jeszcze na siłach by wchodzić aż na taką głęboką wodę. Lepiej znosiła teraz piłkę ale... Lepiej nie ryzykować za wcześnie. Będzie musiała to wyjaśnić dokładnie Pawłowi jednak dopiero gdy ona dojdzie do siebie emocjonalnie. Nie sądziła jednak, że przed budynkiem wpadnie na Axela.
-Cześć Axel.
-Musimy porozmawiać Danielo.















Słyszała w głosie chłopaka powagę. Czyżby to było to o czym myślała?
-Słucham cię.
-Co wiesz o drużynie Niepodległość?
Brunetka czuła jakby coś w nią uderzyło.
-Ja... Czemu oto pytasz?
-Danielo Olson... Odpowiesz na moje pytanie?
-Niepodległość, to... moja była drużyna z Polski.
-Wiedziałaś o ich przybyciu?
-J...Nie! Dopiero się o tym dowiedziałam!
-Dopiero... Ta trójka przyszła tu kogoś szukać wówczas. Domyślam się kogo. Zamierasz do nich wrócić?
-... Nie myślałam o tym. - wyszeptała ze spuszczoną głową.
Czuła się jakby była ganiona za jakieś popełnione głupstwo. Zupełnie jakby ją osaczono z każdej strony. Nie była przygotowana na atak z jego strony.
-Więc twój przyjaciel nic ci nie powiedział?
-Jeśli masz na myśli Pawła, to wszystko mi powiedział!
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę jak to zabrzmiało. Jakby zaprzeczała nawet temu co wie i myśli.
-Skoro ci powiedział... To wszystko jasne.
-Axel...
Jednak ten się odwrócił i poszedł przed siebie wymijając ją.
-Axel!
-Leć do swojego Pawła! Jestem pewien, że macie jeszcze sobie wiele do powiedzenia.
-Ty.... Idioto!
Wbiegła do środka i jechała windą na właściwe piętro. Wbiegła do swojego pokoju zamykając drzwi na klucz. Czuła w oczach zbierające się łzy jednak je wytarła. O nie! Nie będzie przez niego płakała. Chce wojny... No to będzie ją miał. Niech jednak później nie żałuje tego co się stało. W tej chwili nie panowała ona nad swoimi emocjami. Działała nie zastanawiając się nad niczym. To co dzisiaj robiła była zastanawiające nawet dla niej samej. Musi złamać swoje słowa które dzisiaj mówiła. Krążyła po swoich metrach kwadratowych jakby zaraz miała wybuchnąć, ale Paweł nie wracał. Wybrała więc jego numer i poprosiła go by spotkali się jak najszybciej nic mu nie tłumacząc.

***

-Co ten Paweł znów wykombinował?
Julia nie wiedziała czemu kazał im się tutaj zebrać. Zwłaszcza całej drużynie.
-Mnie się pytasz? Bardziej zagadkowego człowieka nie znałam. Tylko przy Danieli był inny. - powiedziała Łucja wstając ze swojego krzesła by nerwowo przejść się po holu hotelu.
-Ta... Ciekawe czy kiedyś jej to powie... - wyszeptał Kamil.
-Co takiego? - Daniel był na tyle blisko czarnowłosego, że mógł usłyszeć co mówił.
-Nic ważnego.
Karol jak zwykle próbował uspokoić zniecierpliwioną Julię. Jak mogli być spokrewnieni tego Kamil nie wiedział. Z ich starego składu tylko on, Julia, Łucja, Karol, Adrian i Paweł się uchowali. Reszta to nowi zawodnicy którzy pomogli im podnieść się z upadku po śmierci Daniela i ucieczce Danieli a także wyjeździe Pawła. Powrót blondyna jeszcze bardziej poprawnie wpłynął na zespół zwłaszcza gdy osiągnęli po coś dla nich kiedyś nieosiągalnego. Aleksander i Kinga po przeprowadzce zapisali się od razu do naszej nowo reaktywowanej drużyny słysząc o naszym poprzednim osiągnięciu. Nie było trzeba długo czekać na dołączenie Wiktorii. Jednak dołączenie Ewy było największą zagadką. Jednak od kiedy doznała kontuzji miesiąc temu nie mogła się z nimi wybrać w te podróż próbując dojść jak najszybciej w Polsce. Niespodziewanie w holu w końcu pojawił się ten który ich tutaj wszystkich wezwał, ale nie był sam.
-Daniela!
Łucja i Julia nie mogły się powstrzymać by do niej nie dobiec. Dawne koleżanki na pewno ucieszyły się z jej pojawienia się tutaj. Później Kamil, Adrian i również Karol ośmielili się podejść i uścisnąć ją na przywitanie. W oczach nowych zawodników na pewno była obiektem zainteresowania. I żaden z nich niczego nie zrozumiał.
-Moi drodzy... Na pewno nie wszyscy znają jeszcze naszą koleżankę. Oto Daniela Olson.
Wśród reszty towarzyszy były pomroki gdy zdali sobie sprawę z kim mają do czynienia.
-Miło cię znów widzieć Danielo... - zaczął mówić Karol. - ...ale czy jest jakiś powód dlaczego do nas przychodzisz.
-Jest. I jestem pewna, że ucieszycie się z tego tak samo jak ja.
Nagłe pojawienie się Matyldy przyprawiło Danielę o głośniejsze dudnienie serca. Zwłaszcza gdy zobaczyła ją na wózku.
-Pani Matyldo co pani...
-Może kiedyś ci o tym opowiem Danielo. Sadzę jednak, że przybyłaś tu w jednym celu?
-Tak. Postanowiłam... Zagrać z wami w następnym meczu. Chcę chociaż dla niego znów stać się członkiem Niepodległości.
Wszyscy byli w szoku. Nawet sam Paweł był zaskoczony jednak spodziewał się tego gdy poprosiła go by zabrał ją do drużyny.
-Co wy na to... Drużyno?
Paweł posłał pytanie swym towarzyszom. Wszyscy zgodnie przytaknęli głowami a na końcu wysunęła się do nich Julia z wyciągniętą ku brunetce dłonią.
-Witaj w domu... Danielo.
Ta przyjęła ją i wzniósł się w nich okrzyk radości. Kolejny ich zawodnik wrócił do ich drużyny.

***

Nastał wieczór a jej nadal nie było. Gdy wybiegła z powrotem z budynku nie spuszczał wzroku z wejścia by wiedzieć, że bezpiecznie wróciła. Może to było nierozsądne stać o tej porze i tylko w bluzie na balkonie... Ale... Nie patrzył na to. Żałował co powiedział. Nawet nie wiedział czemu tak postąpił. Czemu to powiedział? Nie umiał tego wyjaśnić. Oby tylko nie zrobiła niczego głupiego. Martwił się o nią. Ale jak widać niepotrzebnie gdy zobaczył ją powracającą z uśmiechem na ustach w towarzystwie... jego. Wściekły wrócił do środka padając na łóżko nawet nie zamykając drzwi balkonowych przez co odrobina śniegu znalazła się na jego posadce. Odruchowo schował twarz w swych dłoniach ciężko wzdychając. Jednak nagłe wejście do pokoju jego ojca kazało mu przybrać maskę spokoju.
-Axel... Myślałem, że... Nie siedź przy otwartym oknie bo jeszcze zachorujesz. - powiedział zamykając je.
-Tato... Ja... Chciałbym się ciebie o coś zapytać.
-Tak?
-Już nieważne. Pójdę dziś wcześniej spać.
-Jak chcesz synu. Dobranoc.
To nie był dobry pomysł w tej chwili by spytać oto swojego ojca. Przynajmniej tak sądził. Nie... Z tym niestety będzie musiał poradzić sobie sam. Chociaż była jeszcze jedna osoba której zależało na Danieli i nie była z nim skłócona a przy okazji był także jego przyjacielem. Jude.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

33. Smutki Raimona


-Joseph! Uważaj! - krzyknął David gdy oddał strzał na jego bramkę.

Chłopak jakby wyrwany z rozmyślań w ostatniej chwili użył techniki hissatsu by zatrzymać nowy strzał swego przyjaciela, który ten ćwiczył.
-Co z tobą jest Joe? Wszystko dobrze?
-Ja... Tak. Jest wszystko jak w najlepszym porządku.
Wyrzucił piłkę do przodu wiedząc, że w rzeczywistości jest zupełnie inaczej niż on mówił. Myślami był zupełnie gdzieś indziej. W jego głowie wciąż krążyło jedno imię ... Celia. Nie rozumiał czemu go ignorowała. Czemu po udanej randce na której wydawała się dobrze bawić nagle wysłała mu tego SMS-a. Nie umiał tego zrozumieć. Wiele razy próbował do niej dzwonić jednak ta uparcie milczała. Kilka razy próbował pójść pod jej szkołę jednak porzucił ten pomysł. Wiedział, że mógłby tym wzbudzić niepotrzebną sensację, ale jeśli było to jedyne wyjście... Był gotowy zaryzykować. Ale teraz był trening. Musiał się skupić na piłce, ale jakoś nie umiał. Gdy tylko patrzył na nią od razu jego myśli wędrowały w drugą stronę. Nie! Potrząsał głową znów przenosząc swój wzrok na swój cel. Jednak jak za każdym razem jego rozproszona uwaga wpływała na słabszą skuteczność jego technik obronnych.
-Joe! Co z tobą?! Mógłbyś się w końcu ogarnąć?! Z taką orientacją to nawet nie zauważysz piłki. - Andrew podbiegł do niego nieźle już poirytowany.
Cały ich trening się sypał przez bujanie w obłokach bramkarza.
-Przepraszam was chłopaki, ale dziś jakoś nie dam rady. Chyba dla wszystkich najlepiej będzie jeśli dziś sobie odpuszczę trening.
Zszedł z boiska i udał się do szatni gdzie opadł na ławkę. Nie pozostało mu nic innego jak przebrać się i wrócił do domu. Na prawdę nie rozumiał on samego siebie. Od czasu randki z Celią czuł jakby coś pozytywnego wkraczało w jego życie ale tamten SMS. Jakby obudził się w alternatywnej rzeczywistości. Nie mógł spać. Próbował się do niej dodzwonię, lecz jej telefon milczał. Tak jest od tamtego dnia. Zero reakcji. Jakby tej chemii pomiędzy nimi nigdy nie było. Jakby ktoś nagle wylał na niego kubeł zimnej wody. Musiał się stąd wyrwać i wrócić do siebie niezauważony przez nikogo. Miał już dość tych pytań czy wszystko gra. Czasami miał ochotę wybuchnąć i wykrzyknąć całą prawdę im prosto w twarz. Wtedy wszystko mogłoby być o wiele prostsze dla niego, ale czy dla innych? Nie chciał wplątywać nikogo w swoje prywatne sprawy. To jest coś co musi on sam załatwić i wiedział, że to nie minie tak łatwo jak można się tego spodziewać. Szybko chwycił torbę sportową i wyszedł z Akademii. Nie wiedział jednak, że z okna ktoś go obserwuje.
-Nie martw się tak Joe... - wyszeptała niebieskowłosa... - Wkrótce będziesz znów szczęśliwy, ale tym razem z właściwą dziewczyną.

***

Celia czuła się przybita. To na pewno nie jest to o czym marzyła. Oczywiście chodziło tu o Josepha. Jedyny chłopak który jej się spodobał ma być dla niej tylko wspomnieniem? Chodź poczułą, że mogło by z tego coś więcej być. Ale... nie mogła niczym ryzykować. Musiała zapomnieć i żyć tak jakby nigdy to się nie wydarzyło. Jednak... To wcale nie było takie proste. Nie miała sił nawet by wstać z łóżka. Wolała tu zostać i wszystko przecierpieć sama. Nie chciała nikogo zamartwiać bo wiedziała, że teraz zaczną się niepotrzebne pytania. Nie chciała też by jej brat zaczął zadawać zbyt dużo pytać. Nie chciała by poznał prawdę lub nawet jego najmniejszą część. To było niebezpieczne. Więc gdy przyszła jej matka idealnie symulując chorobę mogła zostać sama w domu i odpowiednio wszystko przeczekać. A zresztą mogła sama się pozbierać i wrócić do bycia dawną sobą. Jednak... To wcale nie było takie łatwe.
-Joseph! - wykrzyknęła budząc się z kolejnego koszmaru.
Nocami nie mogła spać. Śnił jej się on i ona... Zawsze ten sam koniec. Bez różnicy jak się zaczyna mogła spodziewać się tego, że obudzi się z krzykiem. To było straszne. Czemu musiała przez to przechodzić?
Ding dong.
Dzwonek do drzwi przerwał jej bitwę z myślami. Było już popołudnie więc mogła spodziewać się nawet ojca który mógł zapomnieć kluczy.
-Kto tam? - podeszła do drzwi jednak ich nie otwierając.
-Celia... To ja... Możemy porozmawiać.
O nie! To Jude! Nie mogła go wpuścić! Nie teraz gdy była w takim stanie. Czuła, że mogła mu wszystko powiedzieć a nawet jeszcze więcej. Nie mogła tak ryzykować. Nie mogła pozwolić swojemu bratu tu wejść.
-Jude... Ja... Nie mogę. Nie chcę cię zarazić. Porozmawiamy w szkole gdy wyzdrowieje. Do zobaczenia braciszku.
-Celia!
Odeszła od drzwi i wróciła do łóżka. Jeszcze przez chwilę słyszała jak dobijał się drzwi lecz po paru minutach nie słyszała już nic oprócz tykania zegara. Widocznie musiał już odejść. Nie mogła powstrzymać płynących łez. Jej życie to było jedna wielka seria porażek. Jej wyłączony telefon mógł świadczyć o tym najlepiej. Nie odważy się go włączyć. Wiedziała czego mogła się spodziewać gdy powoła go do życia. Telefonu od jedynego człowieka którego chciała teraz usłyszeć, lecz nie mogła. Od Josepha.

***

Niebieskowłosy biegał dookoła boiska, wpatrując się w ziemię pod swoimi stopami. Nie dało się wręcz nie zauważyć, że ostatnio jego przyjaciele zachowują się jakoś dziwnie. To zupełnie do nich nie pasowało. Czuł te nagłe zmiany nastrojów, które na pewno nie należały do tych szczęśliwych. Jednak on sam miał się nad czym głowić. Czy miał powiedzieć jednej osobie prawdę czy milczeć. Czy miał zdradzić przyjaciela i zachować to co widział czy może wyjawić to co widział przyjacielowi czym na pewno może unieszczęśliwić swoją koleżankę. Wiedział, że cokolwiek zrobi w tej sprawie to jedna ze stron będzie stratna albo i on będzie tego później żałował, że nie zareagował wcześniej mając na ten temat wiedzę. Ale... co poradzić? Czemu musiał się tam wtedy znaleźć. Co go nakłoniło by pójść wtedy na miasto? Gdyby nie to, na pewno nie byłby w tak trudnej sytuacji. Gdyby to jeszcze nie była Celia, to byłoby pół biedy. Gdyby nie była siostrą jego przyjaciela to wtedy były bardziej szczęśliwy i nie widział by w tym nic dziwnego. Jednak zdziwiło go gdy zobaczył ją w towarzystwie bramkarza z Akademii Królewskiej! Co ona mogła z nim zrobić? Można by wręcz pomyśleć po ich zachowaniu, że są... na randce! Szybko się speszył i odwrócił w drugą stronę gdy zobaczył jak wchodzili do jakieś kawiarni.
-Nathan... uspokój się. - ganił sam siebie kręcąc głową.
To nic takiego. Każdy ma prawo robić co chce i nie trzeba tu nic robić. Dziewczyna ma też własny rozum i wie co robi. Jednak by później nie odbiło się to też na jej bracie.
-Nathan! Hej Nathan!
Wyrwany z myśli zauważył za swoimi plecami Marka.
-Hej Mark... Co ty tutaj robisz?
-Jak to co... W końcu pora na nasz trening.
Przez to całe rozmyślanie w ogóle zapomniał o tym. Co te dylematy potrafią robić z ludźmi.

***

Nelly siedział na parapecie okna i wpatrywała się z boisko które widziała z niego. Widziała gromadzących się chłopaków i wiedziała, że za chwilę zaczną oni swój trening. Jako menadżerka powinna być na dole ale nie mogła jakoś spokojni patrzeć na Marka i przypominać sobie o tym co się wydarzyło. Chciała wręcz wykrzyczeć mu to co czuła, jednak wiedziała, że ten i tak tego by nie zrozumiał.
-Evans... Ty głupolu...
Jakby na zawołanie brunet odwrócił głowę i spojrzał w jej okno uśmiechając się. Brunetka odruchowo odwróciła głowę lekko się pesząc. Stanęła na równe nogi krążąc nerwowo po gabinecie. Wiedziała, że musiała działać ale... łatwiej powiedzieć niż zrobić. Ciszę przerwał nagle jej telefon.
-Halo? Tak... Szkoła Gimnazjum Raimona... Z kim rozmawiam?
-Dzień dobry... Dzwoniłam do państwa wczoraj... Chciałam potwierdzić pewne wydarzenie o którym do państwa pisałam.
-Rozumiem, ale muszę poczekać do powrotu dyrektora. Wówczas oddzwonimy do pani.
-Dziękuje. Do widzenia.
W kobiecym głosie słychać było nutkę zagranicznego akcentu. Z kim ona tak dokładnie rozmawiała? I czego ona chciała i o jakim wydarzeniu mówiła? O czym ona nie wiedziała? Czyżby coś robiono za plecami uczniów? Musiała się tego szybko dowiedzieć jednak wszystko było dokładnie utajnione albo było bardzo mało informacji.
-Co tu się dzieję?
Zajęta sprawdzaniem informacji Nelly nawet nie zauważyła jak na teren szkoły weszła trójka dzieciaków, która na pewno nie była uczniami ich szkoły.

***

Daniela czuła jak coś ciągnęło ją na tyły szkoły. Gdy skończyła swoje zajęcia mogła iść do domu ale coś jej kazało poczekać. Zwłaszcza, że nie mogła znaleźć nigdzie Pawła i nie odbierał jej telefonu. Gdy jednak znalazła się by popatrzyć z daleka jak grają doznała niezłego szoku. Wystarczyła jej chwila by rozpoznać przynajmniej dwójkę z nich, trzeci był jej nieznany. Mogła zrobić krok i powstrzymać to co mogło by się wydarzyć, ale nie mogła. Coś ją powstrzymywało. Zamiast tego jak głupia schowała się za drzewem i czekała na rozwój wypadku.

***

Julia nie mogła uwierzyć tak samo jak Łucja, że Daniela jest tu... W Japonii. Ale gdy to usłyszała wszystkie fakty wydawały się łączyć dla niej. Nie przyjechali tu z marnym sensem. Teraz już lepiej wszystko rozumiała. Ale nie mogła się powstrzymać by tu nie przyjść. Zwłaszcza, że mogła też zrobić małego psikusa drużynie z tej szkoły. Wszystko jest zabawne gdy ludzie pozostają w niewiedzy i tą niewiedze można wykorzystać na swoją korzyść.
-Widzisz ją gdzieś Julia... Bo ja nie.
-Cicho bądź Kamil. Jeśli nie porzuciła piłki na pewno ją tam znajdziemy.
-Słyszałaś relację Łucji. Nie sądzę by coś to dało.
-Jaki z ciebie optymista. Ty najlepiej byś niczego nie próbował i wszystko zostawił takie jak było.
-Ej... Nie przyszywaj mi niczego. To jasne, że chciałbym by wszystko potoczyło się inaczej, ale...
-Co ale....
-Ej... Nie chce wam przerywać waszej rozmowy, ale... zwróciliście uwagę całej drużyny. - wybudził ich z ich przepychanki słownej towarzyszący im brunet.
-Witajcie... Ponownie... - przywitała się Julia posyłając im w powietrzu buziaka.
-To znowu ty?
Mark był zaskoczony widokiem dziewczyny znad rzeki. Wiedział, że to była ona, jednak dziś miała zupełnie inne towarzystwo.
-Mark... Znasz ich?
Axel był lekko poirytowany tym nagłym wtargnięciem.
-Nie do końca.
-Wpadliśmy na nią jakiś czas temu nad rzeką jednak była wtedy z zupełnie innym towarzystwem. - wyjaśnił wszystko kolegom Nathan a Jude pokiwał głową.
Ta zagadka zaczynała robić się coraz bardziej dziwna.
-Po co tu przyszliście?
Jude spojrzał na nich wrogo. W końcu nie byli tu uczniami lecz weszli na teren szkoły.
-Szukamy kogoś. - powiedział brunet. - Mam na imię Daniel a to moi przyjaciele: Julia i Kamil.
Na dźwięk imienia Daniel, Daniela i Axel poczuli jakby coś ich uderzyło. Jednak były to zupełnie dwa różne uczucia. Dziewczyna nie mogła ustać na nogach i opadła na ziemię. Nie... To do niej tak wraca. Złapała się rękoma za głowę i potrząsnęła nią mocno jakby chciała si pozbyć tego wspomnienia raz na zawsze. Czemu musiał być do niego tak podobny. Czyżby los ją karał? Może i z wyglądu go lekko przypominał lecz głos i gestykulacja była zupełnie inna.
-Danielo... To nie Daniel... Musisz się ogarnąć. - szeptała do siebie próbując powstrzymać łzy.
-Czego tu szukacie? To nie miejsce gdzie każdy może wejść. - próbował przegonić nieproszonych gości Kevin.
-To teren prywatny szkoły. Tylko uczniowie mogą tu prawnie przebywać i osoby do tego upoważnione. - skomentował to wszystko Willy z ławki siedzący obok lekko zdenerwowanej Silvii.
-Ale z was mięczaki. Więc to prawda co mówił o was Paweł. - próbował sprowokować ich Kamil.
-Paweł? Co on ma z tym wspólnego? - Axel nie spuszczał wzroku z tajemniczej grupki.
W jednej chwili zdał sobie sprawę skąd oni są. Już chciał coś powiedzieć lecz ubiegła go dziewczyna.
-Co będziemy tu tak stać i się kłócić. Są ciekawsze rzeczy do roboty.
Rudowłosa kiwnęła głową do kolegi dając mu tym jakiś znak. Kamil ruszył do przodu i niczym wiatr dotarł do piłki i przejął ją od zdezorientowanego Maxa.
-Piłka nożna do najlepszy sposób na wszystko. Co wy na to by zmierzyć się z naszą trójką?
Wszyscy byli zaskoczeni jednak nie zauważyli w tym podstępu, wszyscy oprócz Danieli. Co Julia znów wymyśliła?
-Czemu nie... Nie macie szans z nikim z nas.
Kevin był zdecydowanie zbyt pewien siebie.
-Dobrze... Kamil, Daniel... Robimy to.
Kamil z piłką ruszył do przodu a reszta grupy biegła z nim w równym rządku. Umiejętnie wymijali przeciwników umiejętnie podając sobie piłkę i nie pozwalając nikomu przejąć piłki. Pod samą bramką rozdzieli się na trzy części podając piłkę między sobą aż w końcu Kamil zaatakował. Gdy Mark był już przygotowany na obronę piłka niespodziewanie zmieniła tor i została przyjęta przez wyskakującą Julię.
-Podwójny... - krzyknęła kopiąc piłkę z całych dwiema nogami w kierunku ziemi.
-Lisi... - kontynuował Daniel odbierając strzał i poprzez dodatkowe kopnięcie w stronę Kamila dodał mu jeszcze większej mocy.
-Podstęp. - ostateczne kopnięcie Kamila z przewrotki w róg bramki dało piłce odpowiednie natężenie pomarańczowym ogonem niczym warkocz komety.
Mark nie spodziewał się takiego ruchu i przepuścił piłkę która potoczyła się wolno w polu bramkowym.
-Tak! - trójka przybiła sobie piątki.
Byli widocznie zadowolenie ze swojego osiągnięcia. Raimon nie mógł uwierzyć w to co się właśnie stało. Zostali ograni przez trójkę obcokrajowców.
-Zapamiętacie nas na długo jako swój najgorszy koszmar. - rzuciła na odchodne Julia i odwróciła się odchodząc a chłopacy za nią.
-A Daniela...? - spytał Daniel.
-Niedługo się z nią spotkamy. Mam nadzieję, że stanie wtedy po naszej stronie...

***

Brunetka nie była wstanie ruszyć się z miejsca. To wszystko było nie tak. Właśnie przed chwilą ta trójka pokonała a raczej wykiwała całą drużynę Raimona. To już nie była ta sama drużyna którą znała. A zaledwie widziała próbkę ich nowej umiejętności. Gdy ostatnio słyszała o tym ruchu, który właśnie wykonywali mieli dopiero jej koncepcję a oni dopracowali to do perfekcji. Było czego się bać. Gdy się odwróciła zauważyła jak przez okno sali przyglądał się temu wszystkiemu Paweł. Szybko jednak odwróciła głowę i poszła przed siebie. Wszystko jak zwykle musi się komplikować.







piątek, 23 listopada 2018

One shot - Celia x Axel

Hejka :)
Dziś mam dla was pewien one shot który napisałam na życzenie mojego kolegi z discorda z którym a także z innymi piszę o Inazumie. Mam nadzieję, że mu i także tym którzy lubię parring się spodoba. Uwaga: nie ma on nic wspólnego z główną fabułą. 
Uwaga: nowa notka już jutro. 


Rysunek zrobiła moja przyjaciółka , dziękuje jej za to :)

*********************************************************************************

Celia nie sądziła, że wróci do miasta. Wyjechała stąd gdy tylko skończyła liceum i obiecała sobie, że nic nie skłoni jej do powrotu. Studia w innym mieście umiejętnie zajmowały jej myśli. Z czasem przeszłość odchodziła w niepamięć. Jednak ciągłe namowy Juda; nie mogła przejść koło nich obojętnie. Musiała przyjechać, zwłaszcza na jego ślub. W życiu nie sądziła, że tak szybko do tego dojdzie. I, że tak łatwo uda się to Fabii zwłaszcza po ostatnich nieszczęściach jakie wisiały nad ich głowami. Ale ważne, że wszystko się dobrze teraz kończy nie ważne jest to co było lecz to co będzie. No właśnie... Jednak wciąż nie umiała się pogodzić z pewnymi wydarzeniami z czasów gimnazjum i liceum. Wracały one wciąż do jej głowy niczym puszczony bumerang. Chyba nic nie było jej w stanie pomóc. Nie miała też z nim żadnego kontaktu. Całkowicie zniknął z jej życia. Jedynie pojedyńcze artykuły z gazet dostarczały jej informacji co się dzieje w jego życiu. Także nawet gdyby chciała nie mogła o nim całkowicie zapomnieć. Do skończenia studiów zostały jej jeszcze dwa lata. Gdy je skończy będzie mogła sama decydować już całkowicie o swoim życiu i wyjechać stąd daleko tam gdzie nikt jej nie zna i nie będzie nikt o nim wiedział. Takie życie czeka jednak na nią poza granicami jej kraju. Bardzo dobrze sobie radziła z angielskim dlatego wiedziała, że będzie mogła poradzić sobie w większości krajów na tej kuli ziemskiej. Oczywiste jest to, że będzie tęskniła za Judem, ale... Lepiej by nadal pozostawał w nieświadomości jak bardzo nieszczęśliwie jest zakochana jego siostra. Gdyby to wszystko wówczas ujrzało światło dzienne na pewno ucierpiała by ich przyjaźń. Nie chciała być powodem kłótni między swoim bratem a swoją sympatią. Nie chciała niszczyć ich przyjaźni ze względu na swoje uczucia. Nie mogła być przecież aż tak samolubna. Nie spodziewała się jednak, że los może szykować dla niej nie jedną niespodziankę. Chodź wcale oto nie prosiła. Kolej była dość szybka więc nie miała co narzekać na podróż. W niecałe dwie godziny była już na miejscu. Nikomu nie zdradziła, że przyjeżdża. Po co miała robić niepotrzebne zamieszanie. I tak podejrzewała, że spotka większość osób na ślubie. Ciągnęła za sobą walizkę która toczyła się za nią wolno. W końcu wyszła na ulice miasta. Nie wiele się tu zmieniło. Może to i dobrze. Nie chciała łapać taksówki ani autobusu. Wolała się przejść. Mijała dość dobrze znane miejsca mając z nich wiele miłych chwil. W końcu doszła do miejsca gdzie wszystko się zaczęło i skończyło. Boisko nad rzeką. Miało ono w sobie jakąś magiczną moc, której nie umiała wyjaśnić. Zawsze wiele rzeczy się nad nim działo. Miało w sobie to coś co czyniło to miejsce wyjątkowym i przyciągało do siebie. Westchnęła cicho wspominając sobie ostatnią decyzję jaką podjęła tu dla dobra wszystkich w jej otoczeniu. Nagłą ciszę przerwał jej telefon od jej brata.

-Cześć Jude. Wszystko dobrze. Tak... Udało mi złapać wcześniejszy pociąg. Gdzie jestem? Jestem już w mieści. Nie. Nie musisz po mnie wyjeżdżać. Będę za parę minut. Na prawdę. Jude! Czy ty słyszysz co do ciebie mówię?! Rozłączam się.
Schowała telefon do kieszeni spodni i ruszyła dalej. Mimo, że była już pełnoletnia nie przeszkadzało to jej bratu być nadal tak samo opiekuńczym jak była młodsza. Wiedziała, że chciała dla niej dobrze, ale no bez przesady. Czasami myślała, że życie jest dla niej niesprawiedliwe. Ale... jej życie było by niewiele warte bez jej upartego braciszka. W końcu doszła pod jego dom gdzie w drzwiach stał już on. Jak to ona.
-Cześć Jude! Miło cię widzieć.
Wystarczyła chwila by ten przywitał ją uściskiem. Odkąd zaczęła uczyć się w innym mieście ich kontakt ograniczył się do rozmów telefonicznych a gdy Jude wyjechał grać za granicę to i to się ograniczyło. Gdy weszła do mieszkania została także troskliwie przywitana przez Fabię. Doskonale ją pamiętała z czasów gdy jej brat uczył się w liceum. Chodź ich znajomość na początku była burzliwa i całkowicie pozbawiona pozytywnego spojrzenia to z czasem zaczęło się rodzić z tego coś więcej. Usiedli wszyscy razem w salonie i wesoło ze sobą rozmawiali. Jednak Celia chciała mieć to już wszystko za sobą. Nie spodziewała się jednak propozycji dziewczyny by ta zgodziła się być jej świadkiem. Oczywiście zgodziła się. Nie chciała sprawiać przykrości swojej przyszłej siostrze. Jednak nie zastanowiła się by przez chwilę zapytać się kto będzie świadkiem od jej brata. I szybko tego pożałowała.
-W takim razie Jude możesz już o wszystkim powiedzieć Axelowi. - powiedziała Fabia patrząc w stronę swojego narzeczonego.
-Dla Axela? A co Axel ma z tym wspólnego?
-Jude ci nic nie mówił? Axel ma być świadkiem Juda.
Celia czuła jakby ktoś ją czymś uderzył. Nie... W co ona się wpakowała. Nie po to uciekała od niego by znów móc się z nim spotkać. Nie chciała znów przechodzić przez to co musiała czuć w przeszłości. A teraz miała być tak blisko niego i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Dość łatwo słuchając tego wszystkiego mogła udać zmęczenie po podróży i poszła do pokoju który zawsze zajmowała gdy przyjeżdżała tutaj na święta czy na wakacje. Fabia już zdążyła go dla niej przygotować.

Rzadno z nich nie mogło tej nocy spokojnie spać. Niebo było zaciemnione a świecił jedynie księżyc swym białym światem z powodu pełni. Oboje stali w oknie patrząc na migoczące gwiazdy. Za dwadzieścia godzin mieli stanąć przy ślubnym kobiercu jako świadkowie swoich przyjaciół i znów się spotkać. Twarzą w twarz. Cóż to był za stres. Jednak Axel miał jeszcze dodatkowy powód do zmartwień. A nazywał się on Jude Sharp. Gdy do niego zadzwonił i oznajmił, że Celia będzie druhną Fabii prawie o mało co nie spadł z krzesła. Nie mógł w to uwierzyć. Nie mógł uwierzyć w to, że wróciła do miasta. Kiedyś nawet dobrze się dogadywali. W końcu także była młodszą siostrą jego najlepszego kumpla, a teraz... Nawet przed nią samą nie przyznał się, że kiedyś coś do niej poczuł, lecz próbował to sobie wybić nawet nie pozwalając się temu rozwijać. Gdy wyjechała z miasta mogło się wydawać, że będzie mu tylko lepiej, ale... mylił się. A teraz miał znów się z nią spotkać i udawać w najlepsze, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Będzie musiał być bardzo dobrym aktorem. Nie wiedział na sto procent czy to się uda, ale tak przeczuwał. Niespodziewanie za oknem zaczęły padać płatki śniegu, Znów naciąga zima. Sen jakoś nie mógł przykuć ich do łóżka. Skoro niedługo wszystko miało się zmienić.
Kilka dni później...
-Ślicznie wyglądasz. - rzekła Celia do Fabii gdy ta stanęła przed nią ubrana w suknię ślubną.
-Dziękuje. Tak się denerwuje.
-Nie martw się Fabio. Wszystko będzie dobrze. - rzekła Nelly wchodząc po pomieszczenia.
Na jej palcu widniał pierścionek zaręczynowy więc wyglądało na to, że sprawy z Markiem idą w dobrym kierunku.
-Łatwo wam mówić. Ale was niedługo też to pewnie czeka.
Brunetka zaśmiała się wiedząc, że ta uwaga była skierowana w jej stronę.
-Wiem. Żałuje tylko, że nie ma tu Silvii.
-Szkoda. Ja jej dam tak znowu wyjechać! W dodatku wzięła ślub bez nas. Tak nie można!
Rudowłosa była zżyta z panną Woods od czasu gdy przemówiła do rozsądku Erikowi.
-Fabio, ja się tak zastanawiam... Jakim cudem ty się w ogóle pobierasz z Judem, skoro tak wiele razy chciałaś go zabić? - spytała Nelly patrząc z błyskiem w oku na rudowłosą.
-To moi drodzy... Jest tajna informacja. - i wszystkie się roześmiały.
Nelly spojrzała na zegarek.
-Jeśli się nie pospieszymy będziemy spóźnione.
Zeszły po schodach i tak się wszystko rozpoczęło....

***

Celia czuła jak coś zaciska się w jej gardle. Gdy weszła za Fabią do świątyni zobaczyła go. Mimo, że minęło niewiele czasu on zdołał się zmienić. A wraz z nim jego fryzura. Ciemniejsza cera dodawała mu uroku a pod grzywką kryło się to spojrzenie od którego chciała jak najszybciej uciec. Odruchowo przetarła dłonią swoją szarą sukienkę chcąc uspokoić nerwy. Podeszła do ołtarza jednak nie mogła na niego spojrzeć. Cała ceremonia ciągnęła się bardzo długo. Wydawał się dla niej być to nieskończonością. Czuła czasami na sobie jego wzrok ale ona nie mogła ulec. Gdy tylko skończy się przyjęcie spakuje swoje rzeczy i stąd wyjedzie. To było dla niej zdecydowanie zbyt trudne.
Jakiś czas później......
-Ogłaszam was mężem i żoną. Możesz pocałować pannę młodą.
Jude się nachylił i złożył pocałunek na ustach Fabii.
Nelly i Camila popłakały się ze szczęścia. Mark się uśmiechał. Tylko Axel i Celia stali z niepewnymi minami. Próbowali udawać, że są w tak dobrym nastroju jak pozostali, ale... to było na pewno dość trudne.
Gdy wyszli z kaplicy Jude wziął Fabię na ręce.
-Co ty robisz? - szepnęła mu do ucha.
-Teraz nikt mi cię już nie odbierze pani Fabio Sharp.
I oboje się zaśmiali.
Celia przyglądała się im ciesząc się ich szczęściem. Sama kiedyś chciała by coś takiego doświadczyć, ale wiedziała, że to nie bajka i nie będzie to możliwe. Zwłaszcza, że zaraz miała się stąd dyskretnie ewakuować tak by inni nic nie widzieli.
Jakiś czas później.....
Powiedźcie mi, co to za wesele bez żadnego skandalu? Normalne, ale... No cóż... Sami się przekonacie.
-,,Może to najlepszy czas by już pójść." - myślała Celia patrząc na młode małżeństwo ukradkiem. Gdy jednak nie uważała po raz pierwszy spotkała się wzrokiem z Axelem, który rozmawiał z jakimś nieznajomym dla niej chłopakiem. Czuła jak przeszedł przez nią dreszcz. Serce zaczęło jej mocniej bić. Nie! Musi przestać! To nie ma racji bytu! Dość szybko poderwała się z krzesła czym na pewno zwróciła uwagę swego brata.
-Celia? Co się dzieje?
Ona jednak nie zwracała uwagi i wyszła a on za nią. Nie widzieli tylko, że za nimi wyszedł także Axel. Blondyn dogonił dziewczynę przy tylnym wejściu zastępując jej jedyną drogę ucieczki.
-Puść mnie! Chcę stąd wyjść!
-Nie wyjdziesz puki nie porozmawiamy na spokojnie.
-Nie! Nie chce z tobą rozmawiać! Puść mnie!
Czuła jak z oczu pociekły jej łzy. Nie umiała opanować emocji. To było dla niej za wiele. Czemu musiał za nią pobiec. Czemu to on musi w tej chwili przyjmować rolę dla niej starszego brata. Zawsze traktował ją jak młodszą siostrą i to ją irytowało.
-Celio?
-Zostaw mnie! Nie dotykaj! Mam dość! Mam dość tego, że jesteś taki ślepy! Nie rozumiesz tego?! Od kiedy tylko pamiętam jestem w tobie zakochana a ty? Traktowałeś mnie zawsze tylko jako siostrę!
-Ja...
Nie wiedział co ma powiedzieć. Emocje dziewczyny całkowicie go zaskoczyły. Nie spodziewał się po niej czegoś takiego. Jednak szybko wyrwał go zadumy dziwny odgłos za ich plecami. Wszystko tylko nie to. Jak na ich nieszczęście pojawił się Sharp. Gdy zobaczył płaczącą Celie wyraz jego twarzy się zmienił.
-Celio.. chodź tutaj.
Dziewczyna wycofała się i uciekła. Chłopacy zostali sami.
-Co zrobiłeś mojej siostrze Blaze?
Zanim zdążył odpowiedzieć poczuł jak coś uderzyło go w twarz. To działo się zbyt szybko. Nim zdążył zareagować leżał na ziemi mając przed swoimi oczami płytki podłogi.
-Teraz przesadziłeś Sharp.
Podniósł się na kolana ocierając rozwaloną wargę z której zaczęła lecieć już krew. Axel próbował zadawać mu ciosy jednak ten je umiejętnie wymijał. Jednak wystarczył jeden błąd blondyna by to dredowłosy przeszedł do ataku.
-Jude, opamiętaj się.
-Moja siostra od chwili przyjazdu zachowuje się inaczej. I to od chwili gdy tylko zaczęliśmy rozmawiać o tobie. Co jej zrobiłeś Blaze?
-Nic jej nie zrobiłem Sharp!!!
Teraz blondyn był wściekły był oskarżany oto czego nie zrobił. Nie umiał w porę powiedzieć dziewczynie, którą kocha, że on także odwzajemnia jej uczucie. A teraz... zrobił się z tego niezły kogiel-mogiel.
-Axel! Jude! Co wy najlepszego robicie?!
Za nimi pojawili się Fabia i Mark, którzy dość szybko oderwali ich od siebie.
-Ja ją kocham Sharp! Nie mógłbym zrobić jej nic złego.
Wyrwał się z rąk Marka i wyszedł. Czuł, że musiał znaleźć ją. Nie wiedział tylko jednego, że zamierzała ona lada chwila opuścić to miasto.

***

Celia wpadła jak burza do mieszkania brata. Spakowała szybko swoją walizkę od razu przebierając się. Nie chciała by cokolwiek przypominało jej o tym weselu. Musiała jak najszybciej pójść na stację i wyjechać stąd na dobre. Już więcej nie wróci do tego miasta. Zniknie stąd na dobre. Złapała tym razem taksówkę podając adres najbliższej stacji. Jak na złość uciekł jej właśnie pociąg i musiała czekać na kolejny. Miała więc czas by udać się do łazienki by tam ogarnąć się po nieszczęśliwym weselu jej brata. Miała nadzieję, że Fabia nie będzie jej miała tego za złe. Nie chciała też wiedzieć co potoczyło się dalej jednak wiedziała, że jeżeli chodzi o Juda to zapewne wszystkiego się już dowiedział i dopuściła do tego czego bała się od lat. Zepsuła ich przyjaźń. Zniszczyła przyjaźń jej brata. Czemu musiała zakochać się w jego przyjacielu?! Łzy nadal wypływały z jej oczu szybko przeradzając się w szloch. Ludzie ją mijali jednak nikt się nad nią nie pochylił. Była samotna w tym tłumie i zdana sama na siebie.

***

Sharp nic nie mówiąc przytulił mocno Fabię.
-Jude?
-Nic nie mów.
Kilka minut później...
Carii miała dosyć tej duchoty w środku i poszła się przewietrzyć i wyszła na taras. Z ciekawości spojrzała na dół a tam niecodzienny widok chociaż trochę dziwny.
Jude i Joe siedzieli razem za ławeczce a pomiędzy nimi stała butelka shake.
-Wow. Coś się musi za tym kryć. Co ty kolego kombinujesz? - rzekła do siebie.
-Carii.
-Fabia! Wystraszyłaś mnie!
-Co takiego ciekawego zobaczyłaś na dole?
-Sama spójrz bo nie uwierzysz mi na słowo.
Rudowłosa spojrzała i aż zaniemówiła z wrażenia.
-To sen, czy jawa?
-Raczej rzeczywistość.
-Idę na dół. On coś kombinuje! Wiem to!
Gdy zeszła na dół zobaczyła coś czego wolała nie widzieć.
-Sharp! Co ty tu robisz? Najpierw Blaze, a teraz King... Co ty robisz najlepszego?
-Spokojnie Fabio... Ja już pójdę... Tylko rozmawiałem z kumplem. - i już go nie było.
-Sharp! Co ci strzeliło do głowy. Najpierw Axel, teraz King... O co tu chodzi?
-Nie wiem o co ci chodzi. Tylko rozmawialiśmy.
-No pewnie.
Niespodziewanie Fabia wzięła butelkę czystego alkoholu i rozwaliła ją na murze.
-Jesteś taki nieodpowiedzialny! Taki głupi! Taki niemyślący! Ignorant!.......
Dalej by mu wymieniała, gdyby nie uciszył jej pocałunkiem.
-Co ty robisz?
-Przepraszam cię.
-Przeprosiny nie przyjęte. - i puściła mu oczko.
Carii chciała im dać trochę prywatności temu wróciła do sali.
-A teraz na poważnie... Opowiedz mi co się stało.
Fabia usiadła przy swoim mężu wysłuchując jego wersji.
-Jude... Jedź szybko do naszego domu.
-Dlaczego?
-Coś czuję, że Celia będzie chciała uciec.
Dla dredowłosego nie było trzeba mówić więcej. Musiał jak najszybciej porozmawiać z Celią.

***

Axel spojrzał na rozpiskę pociągów. Całe szczęście miał jeszcze kilka minut. Jednak nigdzie jej nie wiedział. Czyżby się spóźnił albo pomylił? To była najbliższa stacja od domu Sharpa więc jeśli jej tam nie ma to mogł być tylko tutaj. Nagle ją wypatrzył. Ciągnęła za sobą walizkę ubrana z zwyczajny strój. Jakby za dotknięciem magicznej różdżki ich spojrzenia się spotkały. Puściła rączkę a walizka uderzyła z łoskotem o podłogę. Blondyn puścił się biegiem dobiegając do niej by ją objąć i nie pozwolić jej uciec.
-Tym razem mi nie uciekniesz.
Wystarczyła chwila gdy spojrzała w jego oczy by wiedzieć, że nie śni.
-Axel... Ty... Ja...
-Ja też cię kocham Celio.
Wystarczyła chwila by ją pocałował. Czuła się jakby to co się wydarzyło kilka chwil temu nie miało miejsca. 



-Axe... Co ci się stało?
Dopiero teraz zauważyła jego rozwaloną wargę.
-A to... Miałem małe nieporozumienie z Judem...
-Z Judem... Axel, ja... Nie chcę niszczyć waszej przyjaźni. Nie chcę by przeze mnie...
-Celio... Nie bądź głupia... Od dziś wszystko się już zmieni.
Objął ją czule by przekazać jej jak bardzo ją kochał. Tyle lat trzymał to w ukryciu a teraz mógł w końcu to z siebie wyrzucić.
-Celia!
-Jude!
Wystarczyło tylko jedno spojrzenie chłopaka by ocenił sytuację.
-Sharp... Jeśli chcesz.
-Axel... Przeprasza... Trochę mnie poniosło i ...
-Bracie...
-Przepraszam cię Celio... Nie zauważyłem w porę że cierpisz i nie mogłem ci pomóc a gdy zobaczyłem, że płaczesz myślałem, że zostałaś skrzywdzona i...
-O Jude... - rzuciła się w kierunku swego brata tonąc w jego uścisku.
-A ty Axel... lepiej uważaj. Będę cię baczniej obserwował.
Blondyn tylko wzruszył ramionami i uśmiechnął się. Wszystko dobre co się dobrze kończy.