Hejka :)
Nowa notka pojawi się dopiero w Wielkanoc z powodu mojej choroby. Dodatkowo mój laptop jest w naprawie i czekam z niecierpliwością na jego odzyskanie a także odzyskanie mych notatek do nowych postów. Przepraszam za czekanie. Ale mam nadzieję że nie będziecie zawiedzeni Gdyż kolejna notka to będzie rozdział na który z was większość czeka.
Życzę miłego dnia :)
środa, 28 marca 2018
Ogłoszenie#6
poniedziałek, 19 marca 2018
29.Zbrodnicza przeszłość
Tym razem Raven jak zwykle nie obudził
budzik. Tym razem były to dziwne hałasy pochodzące z dolnego
piętra. Czyżby złodziej? Co by miał tutaj do kradzieży? Zeszła
na dół zachowując wszelką ostrożność. Rozłożone kobiece
ciało leżało w przejściu do kuchni.
-Mamo... ? Mamo! Co ci jest? Przestraszyłaś mnie. Mamo?
Podeszła do niej by sprawdzić co jej jest, lecz ostry zapach zdradzał wszystko. Niech to. Znowu wraca z jakieś nocnej popijawy. Czy to się kiedyś skończy? Z roku na rok jest coraz gorzej. Próbowała ją obudzić jednak słyszała tylko niewyraźne marudzenie.
-Mamo... Pozwól sobie pomoc.
Jakoś udało się jej ją podnieść i z ociężeniem pomogła jej dotrzeć do jej sypialni. Zostawiła ją leżącą nieruchomo na posłaniu a sama wyszła. Nastawiła tylko budzik swojej rodzicielki na odpowiednią porę i poszła przygotować się do szkoły. Przy wyjściu z domu opróżniła skrzynkę na listy w której znalazła co najmniej dwa niezapłacone rachunki. Znów będzie musiała znaleźć pracę dorywczą by je opłacić w czasie. Schowała je do torby i poszła do szkoły. Nie miała zamiaru znów biec by powtórzyła się sytuacja sprzed kilku dni. Ten cały incydent z Andrew... Czemu ona o nim myśli? Potrząsnęła głowa próbując wymazać obraz chłopaka z swojej głowy. To nie czas ani pora na to. W szkole jak zwykle pojawiła się jako jedna z ostatnich. Jednak w przeciągu tego krótkiego czasu tak wiele się pozmieniało. Jej przyjaciele wydawali się być jacyś inni. Na przykład Daniela. Od czasu przyjazdu Pawła jej relacje z Axelem wyraźnie się ochłodziły. W dodatku ten chłopak jakoś się jej nie spodobał. Było w nim coś co jej nie pasowało. Lecz jej przyjaciółce bardzo zależało na jej przyjacielu z dzieciństwa, więc nic na ten temat z nią nie mówiła. Kolejna jest Alice. Od dłuższego czasu wyglądała jak niczym jakaś zjawa. Cały czas snuła się jakby nie miała z sobie chęci do życia. O co tu mogło chodzić? Nie chciała niczego powiedzieć ani tym bardziej napisać. Czyżby coś ponownie wydarzyło się w jej życiu, że straciła tą radość którą zyskała niedawno? Nelly od dłuższego czasu chodzi jakaś, niezadowolona. Ostatnimi czasy wróciła dawna brunetka którą wszyscy znali zanim dołączyła do drużyny Raimona jako ich menadżerka. Ten świat zaczął się załamywać. Jedynie Celia jako jedna z nielicznych chodziła wesoła.
-Przynajmniej ona jedna. - westchnęła, lecz szybko się ogarnęła gdy pan Irie wywołał ją do rozwiązania zadania z chemii.
-Mamo... ? Mamo! Co ci jest? Przestraszyłaś mnie. Mamo?
Podeszła do niej by sprawdzić co jej jest, lecz ostry zapach zdradzał wszystko. Niech to. Znowu wraca z jakieś nocnej popijawy. Czy to się kiedyś skończy? Z roku na rok jest coraz gorzej. Próbowała ją obudzić jednak słyszała tylko niewyraźne marudzenie.
-Mamo... Pozwól sobie pomoc.
Jakoś udało się jej ją podnieść i z ociężeniem pomogła jej dotrzeć do jej sypialni. Zostawiła ją leżącą nieruchomo na posłaniu a sama wyszła. Nastawiła tylko budzik swojej rodzicielki na odpowiednią porę i poszła przygotować się do szkoły. Przy wyjściu z domu opróżniła skrzynkę na listy w której znalazła co najmniej dwa niezapłacone rachunki. Znów będzie musiała znaleźć pracę dorywczą by je opłacić w czasie. Schowała je do torby i poszła do szkoły. Nie miała zamiaru znów biec by powtórzyła się sytuacja sprzed kilku dni. Ten cały incydent z Andrew... Czemu ona o nim myśli? Potrząsnęła głowa próbując wymazać obraz chłopaka z swojej głowy. To nie czas ani pora na to. W szkole jak zwykle pojawiła się jako jedna z ostatnich. Jednak w przeciągu tego krótkiego czasu tak wiele się pozmieniało. Jej przyjaciele wydawali się być jacyś inni. Na przykład Daniela. Od czasu przyjazdu Pawła jej relacje z Axelem wyraźnie się ochłodziły. W dodatku ten chłopak jakoś się jej nie spodobał. Było w nim coś co jej nie pasowało. Lecz jej przyjaciółce bardzo zależało na jej przyjacielu z dzieciństwa, więc nic na ten temat z nią nie mówiła. Kolejna jest Alice. Od dłuższego czasu wyglądała jak niczym jakaś zjawa. Cały czas snuła się jakby nie miała z sobie chęci do życia. O co tu mogło chodzić? Nie chciała niczego powiedzieć ani tym bardziej napisać. Czyżby coś ponownie wydarzyło się w jej życiu, że straciła tą radość którą zyskała niedawno? Nelly od dłuższego czasu chodzi jakaś, niezadowolona. Ostatnimi czasy wróciła dawna brunetka którą wszyscy znali zanim dołączyła do drużyny Raimona jako ich menadżerka. Ten świat zaczął się załamywać. Jedynie Celia jako jedna z nielicznych chodziła wesoła.
-Przynajmniej ona jedna. - westchnęła, lecz szybko się ogarnęła gdy pan Irie wywołał ją do rozwiązania zadania z chemii.
Kilka godzin później...
Fioletowłosa postanowiła wziąć się za sprzątanie domu, dzięki czemu jutrzejszy dzień będzie mogła poświęcić nauce. Postanowiła zacząć od sypialni matki. Tutaj zawsze miała najwięcej roboty. Pościeliła jej łóżko i pochowała porozrzucane ubrania. Gdy zabierała pranie do łazienki potknęła się o jej torebkę wysypując jej zawartość.
-No nie. - bez namysłu wrzucała zawartość torebki do środka.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na pewnym liście. Dziwniejsze było to, że było nadawane z ... więzienia!
-Z więzienia? Czemu moja matka miała by dostawać z tamtąd wiadomość?
Fioletowłosa postanowiła wziąć się za sprzątanie domu, dzięki czemu jutrzejszy dzień będzie mogła poświęcić nauce. Postanowiła zacząć od sypialni matki. Tutaj zawsze miała najwięcej roboty. Pościeliła jej łóżko i pochowała porozrzucane ubrania. Gdy zabierała pranie do łazienki potknęła się o jej torebkę wysypując jej zawartość.
-No nie. - bez namysłu wrzucała zawartość torebki do środka.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na pewnym liście. Dziwniejsze było to, że było nadawane z ... więzienia!
-Z więzienia? Czemu moja matka miała by dostawać z tamtąd wiadomość?
Gdy usłyszała trzask drzwi
wejściowych szybko schowała list do kieszeni jeansów i znów
chwyciła pranie.
-Cześć mamo. Właśnie kończę sprzątać. Gdzie byłaś?
Nie chciała wzbudzić wokół siebie żadnych podejrzeń, że grzebała w jej rzeczach.
-Byłam na zakupach. Dzisiaj ja ugotuje obiad.
Na razie panna Hood wolała o ni nie pytać się swojej rodzicielki. Widać było, że nie była w najlepszym humorze. Wolała sama się wszystkiego dowiedzieć. Gdy jej matka była zajęta gotowaniem ona otworzyła kopertę i przy świetle lampki czytała zawartość listu.
-Cześć mamo. Właśnie kończę sprzątać. Gdzie byłaś?
Nie chciała wzbudzić wokół siebie żadnych podejrzeń, że grzebała w jej rzeczach.
-Byłam na zakupach. Dzisiaj ja ugotuje obiad.
Na razie panna Hood wolała o ni nie pytać się swojej rodzicielki. Widać było, że nie była w najlepszym humorze. Wolała sama się wszystkiego dowiedzieć. Gdy jej matka była zajęta gotowaniem ona otworzyła kopertę i przy świetle lampki czytała zawartość listu.
,,Kochana żoneczko,
Tak. Dobrze czytasz. W końcu prawnie nadal pozostajemy małżeństwem. Mam nadzieję, że się za mną stęskniłaś. Bo ja za tobą bardzo. Cesare również. Przestałaś już kochać swojego synka? A może nadal masz mu za złe to, że żyje? Nie wiem co do ciebie pisać bo ten marny adwokacina i tak prześledzi to co pisałem. Co miesiąc wysyłam ci wiadomość lecz do tej pory nie miałem jeszcze żadnego od ciebie zwrotu. Co się z tobą dzieje!Do cholery!
Mogłabyś! Nie. Masz w
końcu odpisać! Rozkazuje ci! Niech Raven przyjdzie w końcu
odwiedzić swojego ojca. O ile nie zdołałaś wymazać mnie z jej
pamięci. Jesteś .... Nie. Nie będę kończyć. Sama się domyśl
co miałem na myśli. W końcu znasz mnie jak nikt inny. Chiwa...
Moje najdroższe kochanie. Jeśli podrzesz ten list i nie dostanę na
niego odpowiedzi do miesiąca to wiedz, że zrobię wszystko by nasza
kochana córusia poznała prawdę. A wtedy dowie się jaką ma matkę
potwora.
Twój kochający cię mąż, William. "
Tak. Dobrze czytasz. W końcu prawnie nadal pozostajemy małżeństwem. Mam nadzieję, że się za mną stęskniłaś. Bo ja za tobą bardzo. Cesare również. Przestałaś już kochać swojego synka? A może nadal masz mu za złe to, że żyje? Nie wiem co do ciebie pisać bo ten marny adwokacina i tak prześledzi to co pisałem. Co miesiąc wysyłam ci wiadomość lecz do tej pory nie miałem jeszcze żadnego od ciebie zwrotu. Co się z tobą dzieje!
Twój kochający cię mąż, William. "
Minęło kilka
chwil zanim Raven oprzytomniała po przeczytanej wiadomości. Nie
wiedziała co ma o tym myśleć. To wszystko co zostało w nim
napisane wydaje się być nieprawdopodobne. Przecież to nie trzyma
się żadnej logiki ani faktów. Nie raz jak była młodsza pytała
swoją matkę o ojca. Jednak ta udzielała jej tylko skromnych
odpowiedzi. Jedyne co o num wiedziała to to, że nazywał się William Hood. Pracował jako tłumacz angielskiego i japońskiego w jednym ze
biur zajmujących się zawodowo tłumaczeniem. Jej matka tylko raz
prawdziwie uchyliła rąbka tajemnicy gdy wyznała jej jak się
poznali. A było to w urzędzie, gdzie matka dziewczyny przyjmowała
jego papiery o japońskie obywatelstwo. To była miłość od
pierwszego wejrzenia, lecz szybko się też skończyła. Rozwiedli
się gdy ona miała zaledwie trzy lata. Byli małżeństwem przez
zaledwo pięć lat. Pani Hood podobno od jego odejścia z kochanką,
nie widziała już nigdy więcej. A tutaj pojawia się jakiś list. I
to z więzienia? Co jej ojciec tam robił? I kim jest ten cały
Cesare? Było zbyt dużo pytań i zbyt mało odpowiedzi. Niestety
odpowiedzi na nie znała tylko jedna osoba, lecz nie mogła Raven się
jej oto spytać. Zbytnio bała się reakcji matki gdy dowie się, że
czytała jej prywatną korespondencję. Musi znaleźć rozwiązanie
jakoś inaczej. Tylko jak? Strych. Od lat były tam wszystkie rzeczy
powiązane z ich rodziną oraz powinna tam znaleźć wiele listów i
zdjęć. Chodź jej matka chciała zapomnieć o przeszłości
dziewczyna wiedziała, że tak łatwo nie pozbyła się żadnych
rzeczy z przeszłości a na pewno je gdzieś schowała. I to w miejscu
do którego nie miałam nigdy dostępu bo nie musiałam nic z niego
nigdy brać. Wiedziała, że dla matki to ważne miejsce opowiadające
przeszłość ich rodziny i nigdy nie naruszała tego miejsca bo
także nigdy nie była zbyt ciekawska. Lecz teraz wszystko się
zmieniło. Najwyższa pora by w końcu wyłożyć wszystkie karty na
stół. Gdy nastąpi noc, a jej matka będzie na nocnej zmianie, ona
wykorzysta ten moment i poszuka wskazówek, które mogą jej
opowiedzieć o wiele więcej niż się komukolwiek wydawało.
-Raven! Obiad gotowy! Schodź już na dół!
-Już idę mamo!
By nie kusić losu schowała list do leżącej obok encyklopedii by później dyskretnie oddać go jego właścicielce.
Kilka godzin później...
Godzina 22:30
-Raven! Obiad gotowy! Schodź już na dół!
-Już idę mamo!
By nie kusić losu schowała list do leżącej obok encyklopedii by później dyskretnie oddać go jego właścicielce.
Kilka godzin później...
Godzina 22:30
Nadszedł czas by wcielić plan w życie. Włączyła latarkę i
ruszyła. Schody wydawały jej się dziś o wiele dłuższe niż
zazwyczaj uważała. Uchyliła klapę i weszła. Było tu dosłownie
ciemno jak w grobie. Jedynie w ciągu dnia padał tu niewielki
strumień światła przez okno w dachu. Stały tu liczne pudła
pokryte kurzem dając znak, że nikt od wielu lat nikt ich nie
ruszał. Nadeszła pora by to zmienić. Otworzyła pierwsze z brzegu
lecz zawierało dosłownie tylko jakieś graty. To może być długa
noc. Kierując się ilością kurzu leżących na nich przeszła do
tych najbardziej zakurzonych. Otworzyła wieko skrzyni i jej oczom
ukazała się sterta listów oraz liczne albumy ze zdjęciami.
Wszystkie były z ich przeszłości, które na pewno są warte
przejrzenia. Skierowała latarkę ku schodom i zabrała ze sobą tyle
ile mogła. Czuła, że lampka w jej pokoju może przeświecić całą
noc. Usiadła spokojnie na łóżku zasłaniając zasłony oraz
zamknęła drzwi na klucz. Otworzyła pierwszy z albumów w którym
znalazła zdjęcia z dzieciństwa i młodości jej matki. Fajnie było
by je obejrzeć, lecz nie pora teraz na to. Jeszcze kilka albumów
zeszło jej nim trafiła na ten właściwy. Ze zdjęć patrzyli na
nią szczęśliwi rodzice. W ich oczach było tyle miłości.
Żałowała, że nigdy nie miała okazji tego doświadczyć ani tego
poznać. Wraz z przewijaniem kartek dotarła do czegoś co ją
zaskoczyło. Ze zdjęcia uśmiechała się do niej para dzieci. Byli
do siebie podobni więc musieli być zapewne bliźniakami. Dziwne
było to, że Raven zauważyła, że tamta dziewczyna była podobna
do niej. Mieli tylko różny kolor włosów. Ona miała fioletowe
włosy zaś tajemnicza dziewczyna była blondynką. Wyjęła zdjęcie
zza foli być może znajdzie z tyłu jakiś napis. Nie myliła się.
Cerise x Cesar ( lat 6 )
Cerise x Cesar ( lat 6 )
Cesar... Przecież to imię pojawiło się w liście jej matki?!
Jednak kim on dla niej był i kim była ta dziewczyna? Kolejne
zdjęcia pokazywały normalne chwile. Dopiero gdy zobaczyła swoich
rodziców wraz z dwójką niemowląt z tyłu napis: 25.06.1998 r.
zaczęło coś jej świtać w głowie. Ale... to nie było
możliwe. To znaczy, że przed jej narodzinami jej rodzice mieli
jeszcze dwójkę dzieci? Miała brata i siostrę? Ale... czemu jej
matka nigdy o nich jej nie powiedziała? Czyżby podczas rozwodu
pozostali z ojcem? Pytań zrobiło się teraz o wiele więcej niż
było. A zdjęcia się skończyły. Może dowie się czegokolwiek z
listów? Lektura z nich była długa, gdyż nie każdy z nich był po
japońsku. Umiała angielski, lecz nie aż tak dobrze by
odszyfrowywać zaawansowaną angielszczyznę. W końcu dotarła do
listu od adwokata który zdawał się wyjaśniać wszystko. Nie mogła
w to uwierzyć. To było wręcz niemożliwe. Jej ojciec dopuścił
się... morderstwa? Wraz z jej starszym bratem Cesarem? Nie. To nie
mogło być możliwe. Ale... Wtedy by to miało sens. Tylko dlaczego
to zrobili i najważniejsze, kogo zabili? Wraz z dalszą treścią
korespondencji z sądem wszystko zostaje logicznie wytłumaczone.
-Nie! To niemożliwe!
Zapisana kartka papieru wypadła z jej dłoni na ziemię. To był akt zgonu. Nie byle jaki. Tylko akt zgonu jej starszej siostry Cerise Hood. Zaledwie godzinę temu odzyskała siostrę a teraz już ją straciła. Teraz wszystko już wiedziała. Ponad trzy lata temu w niewyjaśnionych okolicznościach Cerise Hood została pobita przez swojego ojca i brata a potem nieumyślnie jeden z nich spowodował jej śmierć poprzez to, że pokrzywdzona uderzyła się o ostry kant głową poprzez nastąpiła śmierć na miejscu. To wszystko było dla fioletowłosej za wiele. Zbyt dużo faktów o swojej przeszłości dowiedziała się jednego dnia. Nadal nie mogła w to uwierzyć. Dowiedziała się, że mam starszego brata oraz, że miała starszą siostrę, lecz została ona zamordowana przez tego brata oraz własnego ojca, który podobno miał wrócić do Anglii gdzie miał żyć ze swoją angielską kochanką. Teraz już nic nie wydawało jej się być takie proste jak wczoraj czy miesiąc temu. Prawda ją bolała i szokowała. Wszystko co poznała wydawało się być takie nierealne. Jedno było pewne... teraz musi już koniecznie porozmawiać z matką i powiedzieć jej, że zna całą prawdę. Tylko jej reakcja... pozostawiała wiele do życzenia. Dziewczyna wiedziała, że tej nocy nie zmruży już oka. Zamiast tego wzięła komórkę do ręki i wysłała jej SMS:
,,Musimy porozmawiać."
Miała nadzieję, że to nakłoni ją do trzeźwego powrotu do ich domu. Trzeba mieć taką nadzieję.
Sześć godziny później...
Godzina 07:00
-Nie! To niemożliwe!
Zapisana kartka papieru wypadła z jej dłoni na ziemię. To był akt zgonu. Nie byle jaki. Tylko akt zgonu jej starszej siostry Cerise Hood. Zaledwie godzinę temu odzyskała siostrę a teraz już ją straciła. Teraz wszystko już wiedziała. Ponad trzy lata temu w niewyjaśnionych okolicznościach Cerise Hood została pobita przez swojego ojca i brata a potem nieumyślnie jeden z nich spowodował jej śmierć poprzez to, że pokrzywdzona uderzyła się o ostry kant głową poprzez nastąpiła śmierć na miejscu. To wszystko było dla fioletowłosej za wiele. Zbyt dużo faktów o swojej przeszłości dowiedziała się jednego dnia. Nadal nie mogła w to uwierzyć. Dowiedziała się, że mam starszego brata oraz, że miała starszą siostrę, lecz została ona zamordowana przez tego brata oraz własnego ojca, który podobno miał wrócić do Anglii gdzie miał żyć ze swoją angielską kochanką. Teraz już nic nie wydawało jej się być takie proste jak wczoraj czy miesiąc temu. Prawda ją bolała i szokowała. Wszystko co poznała wydawało się być takie nierealne. Jedno było pewne... teraz musi już koniecznie porozmawiać z matką i powiedzieć jej, że zna całą prawdę. Tylko jej reakcja... pozostawiała wiele do życzenia. Dziewczyna wiedziała, że tej nocy nie zmruży już oka. Zamiast tego wzięła komórkę do ręki i wysłała jej SMS:
,,Musimy porozmawiać."
Miała nadzieję, że to nakłoni ją do trzeźwego powrotu do ich domu. Trzeba mieć taką nadzieję.
Sześć godziny później...
Godzina 07:00
Raven usłyszała trzask drzwi frontowych. To znaczyło tylko jedno.
Pani Hood wróciła do domu. Raz kozie śmierć. Stukot obcasa o
drewniane schody był coraz głośniejszy. W końcu drzwi od jej
pokoju otworzyły się z głośnym hukiem i stanęła w nich główna
zainteresowana.
-Co to ma znaczyć Raven? O co cho...?
Jednak umilkła gdy zobaczyła porozrzucane albumy i listy. Potem szybko przeniosła swój wzrok na dziewczynę zdając sobie sprawę, że już wie o co chodzi.
Nie mógł spać. Nie wiedział czemu daje się ponieść swoim nogom, które kierują go do jej sypialni. Coś w nim chciało zobaczyć ja jeszcze raz. Delikatnie uchylił drzwi i wszedł do środka. Dziewczyna spała spokojnie, widocznie śniło jej się coś dobrego. Coś nakazało mu się uśmiechnąć. Poczuł dziwne ciepło w głębi serca, którego dotąd nie czuł. Co się z nim działo? Szybko potrząsnął głową chcąc się pozbyć niepotrzebnych wyobrażeń. Jednak zanim stąd wyjdzie, musi zrobić jedną rzecz. Chwycił brzeg kołdry i nakrył ją. Nawet nie wiedział jak jak tak szybko mogła zrzucić ją na ziemię. Jej niespodziewany uśmiech wywołał kołatanie w jego sercu. Nie kontrolując swych odruchów, nachylił się i ucałował ją w czoło. Jednak po szybkiej chwili opamiętał i wyszedł.
-Co to ma znaczyć Raven? O co cho...?
Jednak umilkła gdy zobaczyła porozrzucane albumy i listy. Potem szybko przeniosła swój wzrok na dziewczynę zdając sobie sprawę, że już wie o co chodzi.
-Raven... skąd ty to masz? - wskazała na cały bałagan
utworzony z pamiątek.
-Ja... Wzięłam to ze strychu.
-Ze strychu? Przecież dobrze wiesz, że nie można ci tam wchodzić.
-Wiem, ale... Ten list nie dawał mi spokoju.
-Jaki list?
Zamiast się tłumaczyć pokazała jej wiadomość, która to wszystko zaczęła.
-Grzebałaś w moich rzeczach?!
-Nie! To nie tak. Gdy sprzątałam twój pokój, to...
-Nie chce słuchać żadnych wymówek. Nie miałaś prawa tego ruszać!
-Mamo?
Kobieta brała do rąk kolejne wiadomości i darła je na maleńkie kawałeczki. Nie oszczędzała także albumów wyrywając strony a przy okazji także i zdjęcia.
-Mamo, przestań! Co ty robisz?!
-Niszczę przeszłość. Powinnam już zrobić to dawno temu. A teraz wszystkie dowody muszą zniknąć. A także...
Spojrzała na nastolatkę wzrokiem pełnym dzikości. To nie była już jej matka. W jej oczach było pełno zła i szaloności, której jeszcze fioletowłosa nigdy nie widziała.
-Mamo? Co ci jest?!
-Nic córeczko... Absolutnie nic. Wszytsko jest w jak najlepszym porządku. Ty także wkrótce to poczujesz.
Pani Hoood zaśmiała się szyderczo. Raven poczuła jak po jej ciele przeszły ciarki. W tej chwili bała się całkowicie kobiety która przed nią stała. Nagle chwytając wszytskie rzeczy jakie miała ona pod ręką ciskała nimi w nastolatkę.
-Ja... Wzięłam to ze strychu.
-Ze strychu? Przecież dobrze wiesz, że nie można ci tam wchodzić.
-Wiem, ale... Ten list nie dawał mi spokoju.
-Jaki list?
Zamiast się tłumaczyć pokazała jej wiadomość, która to wszystko zaczęła.
-Grzebałaś w moich rzeczach?!
-Nie! To nie tak. Gdy sprzątałam twój pokój, to...
-Nie chce słuchać żadnych wymówek. Nie miałaś prawa tego ruszać!
-Mamo?
Kobieta brała do rąk kolejne wiadomości i darła je na maleńkie kawałeczki. Nie oszczędzała także albumów wyrywając strony a przy okazji także i zdjęcia.
-Mamo, przestań! Co ty robisz?!
-Niszczę przeszłość. Powinnam już zrobić to dawno temu. A teraz wszystkie dowody muszą zniknąć. A także...
Spojrzała na nastolatkę wzrokiem pełnym dzikości. To nie była już jej matka. W jej oczach było pełno zła i szaloności, której jeszcze fioletowłosa nigdy nie widziała.
-Mamo? Co ci jest?!
-Nic córeczko... Absolutnie nic. Wszytsko jest w jak najlepszym porządku. Ty także wkrótce to poczujesz.
Pani Hoood zaśmiała się szyderczo. Raven poczuła jak po jej ciele przeszły ciarki. W tej chwili bała się całkowicie kobiety która przed nią stała. Nagle chwytając wszytskie rzeczy jakie miała ona pod ręką ciskała nimi w nastolatkę.
-Mamo?! Co ty robisz?!
Była ona w szoku. Nigdy nie widział swojej rodzicielki w takim stanie. To nie było normalne. Jakimś cudem udawało jej się wymijać lecące w jej stronę niektóre graty. Jednak nie miała zbyt wiele szczęścia gdy kilka książek uderzyło w jej ciało pozostawiając na pewno wiele siniaków. Gdy kobieta nie miała już praktycznie nic pod ręką, Raven wykorzystała ten moment i wymijając ją dotarła do drzwi. Już trzymała rękę na klamce gdy poczuła jak coś ciężkiego uderza w tył jej głowy. Lekko chwiejącą się głową dotknęła tego miejsca czując w palcach lepką ciecz. Jej wzrok spotkał parę palców oblepionych... krwią? Nagle poczuła silny ból. Niemiłosierny wręcz. Ostatnią rzeczą którą zapamiętała przed utratą całkowitej przytomności to para kobiecych butów i ... dym?!
Była ona w szoku. Nigdy nie widział swojej rodzicielki w takim stanie. To nie było normalne. Jakimś cudem udawało jej się wymijać lecące w jej stronę niektóre graty. Jednak nie miała zbyt wiele szczęścia gdy kilka książek uderzyło w jej ciało pozostawiając na pewno wiele siniaków. Gdy kobieta nie miała już praktycznie nic pod ręką, Raven wykorzystała ten moment i wymijając ją dotarła do drzwi. Już trzymała rękę na klamce gdy poczuła jak coś ciężkiego uderza w tył jej głowy. Lekko chwiejącą się głową dotknęła tego miejsca czując w palcach lepką ciecz. Jej wzrok spotkał parę palców oblepionych... krwią? Nagle poczuła silny ból. Niemiłosierny wręcz. Ostatnią rzeczą którą zapamiętała przed utratą całkowitej przytomności to para kobiecych butów i ... dym?!
***
Pan Malcolm kroił warzyw na śniadanie, gdy nagle stukot noża o
deskę przerwał dzwonek jego telefonu.
-Halo? Tak, przy telefonie. Co? Jesteś tego pewien Tsurugi? Dobrze.
Niedługo tam będę.
Porzucił gotowanie i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Gdy praca wzywała musiał porzucić w jednej chwili dosłownie wszystko.
-Kochanie? Wychodzisz gdzieś?
Pani Malcolm właśnie wyszła z garderoby.
-Tak. Przed chwilą otrzymałem nowe zlecenie. To nie może czekać. Muszę działac natychmiast.
-Czy to takie ważne?
-W zachodniej części miasta doszło do podpalenia.
-Tym chyba powinna zająć się straż pożarna.
-Sprawa jest głębsza. W środku była pobita dziewczyna. To wygląda na coś grubszego.
-Wróć tylko najszybciej jak możesz.
-Obiecuje.
Mężczyzna ucałował kobietę w policzek na pożegnanie i wyszedł. Był wdzięczny losowi, że postawił na jego drodze tę kobietę oraz jej syna. Bez nich w życiu by nie poukładał swojego życia takim jakim jest teraz. Dzięki temu mógł także zająć się prawnie córkami, zabierając je raz na zawsze spod opieki rodziców jego nieżyjącej żony. Starał się jak mógł być dla chłopaka ojcem, którego on potrzebował. Starał się zapełnić jego pustkę po człowieku, który porzucił i jego i jego matkę gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja. Lecz teraz to już przeszłość. Liczy się tylko to co przed nimi. Wsiadł do samochodu i ruszył do wyznaczonego celu. Droga nie była długa. Po zaledwie dziesięciu minutach był w wyznaczonym celu. Zwłaszcza, że po drodze nie było żadnych korków ani innych niespodzianek. Od razu został powitany przez swojego partnera Tsurugiego Sate. Byli razem w tej branży od ponad piętnastu lat. W dodatku praca detektywa nie była wcale taka łatwa jak się wielu ludziom wydawało.
-Dobrze, że już jesteś Malcolm.
-Masz coś dla mnie Sata?
-Poszkodowana jest w karetce. Właśnie się obudziła. Będziemy mogli z nią porozmawiać za chwilę.
Porzucił gotowanie i zaczął przygotowywać się do wyjścia. Gdy praca wzywała musiał porzucić w jednej chwili dosłownie wszystko.
-Kochanie? Wychodzisz gdzieś?
Pani Malcolm właśnie wyszła z garderoby.
-Tak. Przed chwilą otrzymałem nowe zlecenie. To nie może czekać. Muszę działac natychmiast.
-Czy to takie ważne?
-W zachodniej części miasta doszło do podpalenia.
-Tym chyba powinna zająć się straż pożarna.
-Sprawa jest głębsza. W środku była pobita dziewczyna. To wygląda na coś grubszego.
-Wróć tylko najszybciej jak możesz.
-Obiecuje.
Mężczyzna ucałował kobietę w policzek na pożegnanie i wyszedł. Był wdzięczny losowi, że postawił na jego drodze tę kobietę oraz jej syna. Bez nich w życiu by nie poukładał swojego życia takim jakim jest teraz. Dzięki temu mógł także zająć się prawnie córkami, zabierając je raz na zawsze spod opieki rodziców jego nieżyjącej żony. Starał się jak mógł być dla chłopaka ojcem, którego on potrzebował. Starał się zapełnić jego pustkę po człowieku, który porzucił i jego i jego matkę gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja. Lecz teraz to już przeszłość. Liczy się tylko to co przed nimi. Wsiadł do samochodu i ruszył do wyznaczonego celu. Droga nie była długa. Po zaledwie dziesięciu minutach był w wyznaczonym celu. Zwłaszcza, że po drodze nie było żadnych korków ani innych niespodzianek. Od razu został powitany przez swojego partnera Tsurugiego Sate. Byli razem w tej branży od ponad piętnastu lat. W dodatku praca detektywa nie była wcale taka łatwa jak się wielu ludziom wydawało.
-Dobrze, że już jesteś Malcolm.
-Masz coś dla mnie Sata?
-Poszkodowana jest w karetce. Właśnie się obudziła. Będziemy mogli z nią porozmawiać za chwilę.
-Czy ktoś był jeszcze w środku?
-Nie. Jej matka była na zewnątrz. Próbował uciekać. Powstrzymał ją jeden z sąsiadów gdy zobaczył, że jej dom płonie. Wydało mu się to podejrzane.
-Gdzie ona teraz jest?
-Jedzie na komisariat. Tam będziesz mógł ją przesłuchać.
-Z największa przyjemnością.
Co to była za chora kobieta?! Podpaliła własny dom z własnym dzieckiem w środku. W dodatku nie była w najlepszym stanie i to wcale nie była wina dymu. Poszedł w kierunku karetki gdzie ratownik zajmował się dziewczyną.
-Co z nią?
-Na szczęście niż poważnego. Przyjechaliśmy na czas i na całe szczęście dziewczyna nie nawdychała się dymu.
-Więc, co jej jest?
-Ma lekki wstrząs mózgu. Została uderzona w głowę. Ma także liczne siniaki na całym ciele. I nie są to stare ślady.
-Sugeruje pan, że to dzieło bliskiej jej osoby?
-Może. Nie mnie to oceniać.
-Mogę z nią chwilę porozmawiać/?
-Nie wiem czy w tej chwili to dobry pomysł. Pacjentka jest w szoku.
-Mimo to spróbuje. Trzeba tą sprawę jak najszybciej załatwić.
Mężczyzna podszedł do fioletowłosej dziewczyny. Gdy ta podniosła głowę poczuł się jakby doznał deja vu. Już raz widział tą dziewczynę, tylko w innej odsłonie. Czy coś to znaczy?
-Witaj. Jestem David Malcolm. Jak się nazywasz?
Patrzyła na niego przerażonymi oczami. Widział już to spojrzenie. Niestety nie zdołał uratować na czas tamtego stworzenia.
-Raven. Raven Hood.
Jej głos drżał. Była całkiem rostrzęsiona. Właśnie dziś zawalił się jej całe życie. Tym razem on już nie popełni żadnego błędu.
-Powiedz mi... Czy znasz może Cerise Hood?
Na dźwięk jej imienia spuściła głowę i wyszeptała.
-Tak. Była moją siostrą.
Teraz już pan Malcolm był pewien. Odnalazł brakujące ogniwo sprawy sprzed kilku lat. Los jak widząc nie oszczędził dziewczyny. Nagle przeszkodził im pielęgniarz, który wymienił dziewczynie kroplówkę.
-Zabieracie ją do szpitala?
-Tak. Trzeba sprawdzić czy nie ma jakiś wewnętrznych zmian.
-Pojadę za karetką.
-Nie. Jej matka była na zewnątrz. Próbował uciekać. Powstrzymał ją jeden z sąsiadów gdy zobaczył, że jej dom płonie. Wydało mu się to podejrzane.
-Gdzie ona teraz jest?
-Jedzie na komisariat. Tam będziesz mógł ją przesłuchać.
-Z największa przyjemnością.
Co to była za chora kobieta?! Podpaliła własny dom z własnym dzieckiem w środku. W dodatku nie była w najlepszym stanie i to wcale nie była wina dymu. Poszedł w kierunku karetki gdzie ratownik zajmował się dziewczyną.
-Co z nią?
-Na szczęście niż poważnego. Przyjechaliśmy na czas i na całe szczęście dziewczyna nie nawdychała się dymu.
-Więc, co jej jest?
-Ma lekki wstrząs mózgu. Została uderzona w głowę. Ma także liczne siniaki na całym ciele. I nie są to stare ślady.
-Sugeruje pan, że to dzieło bliskiej jej osoby?
-Może. Nie mnie to oceniać.
-Mogę z nią chwilę porozmawiać/?
-Nie wiem czy w tej chwili to dobry pomysł. Pacjentka jest w szoku.
-Mimo to spróbuje. Trzeba tą sprawę jak najszybciej załatwić.
Mężczyzna podszedł do fioletowłosej dziewczyny. Gdy ta podniosła głowę poczuł się jakby doznał deja vu. Już raz widział tą dziewczynę, tylko w innej odsłonie. Czy coś to znaczy?
-Witaj. Jestem David Malcolm. Jak się nazywasz?
Patrzyła na niego przerażonymi oczami. Widział już to spojrzenie. Niestety nie zdołał uratować na czas tamtego stworzenia.
-Raven. Raven Hood.
Jej głos drżał. Była całkiem rostrzęsiona. Właśnie dziś zawalił się jej całe życie. Tym razem on już nie popełni żadnego błędu.
-Powiedz mi... Czy znasz może Cerise Hood?
Na dźwięk jej imienia spuściła głowę i wyszeptała.
-Tak. Była moją siostrą.
Teraz już pan Malcolm był pewien. Odnalazł brakujące ogniwo sprawy sprzed kilku lat. Los jak widząc nie oszczędził dziewczyny. Nagle przeszkodził im pielęgniarz, który wymienił dziewczynie kroplówkę.
-Zabieracie ją do szpitala?
-Tak. Trzeba sprawdzić czy nie ma jakiś wewnętrznych zmian.
-Pojadę za karetką.
***
Andrew nie mógł zasnąć. Siedział na parapecie przy otwartym
oknie i wpatrywał się w gwiazdy. Dziś wyjątkowo były widoczne
dzięki chmurom, które ustąpiły im miejsca. Jasne punkty układały
się w konstelacje. Pamiętał doskonale gdy był młodszy i wraz z
Cerise w lato wyszukiwał spadających gwiazd by mogły one spełnić
ich życzenia. To były wyjątkowe chwile. Jego rozmyślanie przerwało
pukanie do drzwi.
-Mogę z tobą porozmwiać Andrew?
-Mogę z tobą porozmwiać Andrew?
-Tak tato.
Przeniósł się do pozycji pionowej i zamknął okno. Dość szybko ojczym wrócił z zadania. Czasami potrafił spędzać nawet noc poza domem by tylko być o krok bliżej rozwiązania śledztwa. Jego matka powiedziała mu o wszystkim i to on był zmuszony by zrobić dziś obiad.
-O co chodzi?
Mężczyzna spojrzał na niego poważnie i tylko rzek:
-Chodź za mną.
Był jakiś tajemniczy. Wszedł za mężczyzną do pokoju gościnnego i myślał, że źle widział. Raven Hood była w jego domu! Co ona tu robiła?!
-Tato? Co tu się dzieje?
-Raven zostanie u nas na jakiś czas.
-Aha, że co?! Tato, co się tu dzieje?!
-Nie mogę ci powiedzieć. Obowiązuje mnie tajemnica śledztwa.
-Śledztwa? Czy Raven coś grozi?
-Nie wiem. Czas wszystko pokarze.
Chłopak spojrzał na śpiącą dziewczynę martwiąc się o nią. Tu działo się coś dziwnego.
-Tato... błagam cię. Opowiedz mi wszystko. Ja muszę to wiedzieć.
Pan Malcolm westchnął tylko i w końcu musiał dać za wygraną.
-No dobrze. Ale chodźmy do twojego pokoju. Dajmy jej odpocząć.
Nie wiedzieli jednak tego, że dziewczyna wcale nie spała. Uważnie wszystkiego słuchała. Jest teraz w ciężkiej sytuacji i nie wie co jeszcze ja czeka. Andrew usiadł na swoim łóżku czekając na opowieść pana Malcolma. Słuchał uważnie każdego jego słowa.
-Nie mogę w to uwierzyć. Co teraz będzie?
-Dopóki Raven nie złoży zeznań nic nie możemy zrobić.
-Przecież macie te kobietę!
-Tak, ale jeśli będzie miała dobrego adwokata lub jej sąsiad wycofa swoje zeznania a Raven nie złoży swoich; wówczas wtedy będzie mogła odpowiadać z wolnej stopy lub wyjdzie z tego bez żadnego szwanku.
-Przecież wtedy... To... Ale jak?
Andrew nie umiał skleić odpowiedzi. Nie sądził, że matka Raven może być do czegoś takiego zdolna. Nie wiedział czemu, ale bardzo współczuł dziewczynie. Mimo, że jej nie znał, czuł, że coś go z nią łaczy. Może to przez wzgląd na Cerise? Nie wiedział. Sam siebie nie rozumiał.
-Tato.. Mam do ciebie prośbę.
-Tak?
Przeniósł się do pozycji pionowej i zamknął okno. Dość szybko ojczym wrócił z zadania. Czasami potrafił spędzać nawet noc poza domem by tylko być o krok bliżej rozwiązania śledztwa. Jego matka powiedziała mu o wszystkim i to on był zmuszony by zrobić dziś obiad.
-O co chodzi?
Mężczyzna spojrzał na niego poważnie i tylko rzek:
-Chodź za mną.
Był jakiś tajemniczy. Wszedł za mężczyzną do pokoju gościnnego i myślał, że źle widział. Raven Hood była w jego domu! Co ona tu robiła?!
-Tato? Co tu się dzieje?
-Raven zostanie u nas na jakiś czas.
-Aha, że co?! Tato, co się tu dzieje?!
-Nie mogę ci powiedzieć. Obowiązuje mnie tajemnica śledztwa.
-Śledztwa? Czy Raven coś grozi?
-Nie wiem. Czas wszystko pokarze.
Chłopak spojrzał na śpiącą dziewczynę martwiąc się o nią. Tu działo się coś dziwnego.
-Tato... błagam cię. Opowiedz mi wszystko. Ja muszę to wiedzieć.
Pan Malcolm westchnął tylko i w końcu musiał dać za wygraną.
-No dobrze. Ale chodźmy do twojego pokoju. Dajmy jej odpocząć.
Nie wiedzieli jednak tego, że dziewczyna wcale nie spała. Uważnie wszystkiego słuchała. Jest teraz w ciężkiej sytuacji i nie wie co jeszcze ja czeka. Andrew usiadł na swoim łóżku czekając na opowieść pana Malcolma. Słuchał uważnie każdego jego słowa.
-Nie mogę w to uwierzyć. Co teraz będzie?
-Dopóki Raven nie złoży zeznań nic nie możemy zrobić.
-Przecież macie te kobietę!
-Tak, ale jeśli będzie miała dobrego adwokata lub jej sąsiad wycofa swoje zeznania a Raven nie złoży swoich; wówczas wtedy będzie mogła odpowiadać z wolnej stopy lub wyjdzie z tego bez żadnego szwanku.
-Przecież wtedy... To... Ale jak?
Andrew nie umiał skleić odpowiedzi. Nie sądził, że matka Raven może być do czegoś takiego zdolna. Nie wiedział czemu, ale bardzo współczuł dziewczynie. Mimo, że jej nie znał, czuł, że coś go z nią łaczy. Może to przez wzgląd na Cerise? Nie wiedział. Sam siebie nie rozumiał.
-Tato.. Mam do ciebie prośbę.
-Tak?
-Proszę cię, byś nic nie mówił Raven o tym, że znałem Cerise.
Wolę sam jej kiedyś o tym powiedzieć.
-Nic jej o tym nie wspomnę. Ale wiedz, że prędzej czy później ona się o tym dowie. Zwłaszcza o twojej...
-Nie! Nie wypowiadaj tych słów! To przeszłość. Skończyło się wraz z jej śmiercią.
-Martwię się o ciebie. Widzę jakie jest podobieństwo Raven co Cerise. Nie dawaj jej fałszywej nadziei.
-Nie będę. Cerise była moją przyjaciółką. I tak ją traktowałem. Temat Cerise jest zamknięty. Przeszłość to tylko przeszłość.
-Jak chcesz synu. Dobrej nocy.
Pan Malcolm zostawił chłopca samego a sam zszedł do swojje sypialni, gdzie jego żona już spała. Sam rzucił się zmęczony na łóżko. Musiał odespać dzisieszy dzień a nad sprawą pomyśli jutro.
-Nic jej o tym nie wspomnę. Ale wiedz, że prędzej czy później ona się o tym dowie. Zwłaszcza o twojej...
-Nie! Nie wypowiadaj tych słów! To przeszłość. Skończyło się wraz z jej śmiercią.
-Martwię się o ciebie. Widzę jakie jest podobieństwo Raven co Cerise. Nie dawaj jej fałszywej nadziei.
-Nie będę. Cerise była moją przyjaciółką. I tak ją traktowałem. Temat Cerise jest zamknięty. Przeszłość to tylko przeszłość.
-Jak chcesz synu. Dobrej nocy.
Pan Malcolm zostawił chłopca samego a sam zszedł do swojje sypialni, gdzie jego żona już spała. Sam rzucił się zmęczony na łóżko. Musiał odespać dzisieszy dzień a nad sprawą pomyśli jutro.
***
Nie mógł spać. Nie wiedział czemu daje się ponieść swoim nogom, które kierują go do jej sypialni. Coś w nim chciało zobaczyć ja jeszcze raz. Delikatnie uchylił drzwi i wszedł do środka. Dziewczyna spała spokojnie, widocznie śniło jej się coś dobrego. Coś nakazało mu się uśmiechnąć. Poczuł dziwne ciepło w głębi serca, którego dotąd nie czuł. Co się z nim działo? Szybko potrząsnął głową chcąc się pozbyć niepotrzebnych wyobrażeń. Jednak zanim stąd wyjdzie, musi zrobić jedną rzecz. Chwycił brzeg kołdry i nakrył ją. Nawet nie wiedział jak jak tak szybko mogła zrzucić ją na ziemię. Jej niespodziewany uśmiech wywołał kołatanie w jego sercu. Nie kontrolując swych odruchów, nachylił się i ucałował ją w czoło. Jednak po szybkiej chwili opamiętał i wyszedł.
niedziela, 25 lutego 2018
28. Akcja-reakcja?
-Daniela, jak ci poszło z tymi słówkami?
-Mam nadzieję, że dobrze. O ile nie popełniłam literówek powinnam mieć większą cześć zaliczoną.
Daniela i Paweł wraz z resztą byli akurat po kartkówce z języka angielskiego. Miło znowu było mieć go u swego boku. Przyjazd Pawła wpłynął na jej życie. To na pewno. Nigdy nie sądziła,że coś takiego może się wydarzyć. To niesamowite jak los może nas pokierować by się znów zobaczyć po dłuższej rozłące. Paweł był ważnym elementem w jej życiu. To on pomógł jej się pozbierać po śmierci Daniela. To on był przy niej gdy Marzena postanowiła dołączy do Daniela. Towarzyszył jej w najtrudniejszych chwilach jej życia martwiąc się najpierw o nią a dopiero później o siebie. Gdyby nie wyjazd do Stanów nadal by przy niej był. Trudno było to opisać ale w jakiś sposób tych dwoje łączyła szczególna więź. Nawet próba czasu nie zdołała jej przerwać. Rodzice Danieli przyjęli Pawła niczym własnego syna, zresztą tak już go traktowali od dziecka. Paweł zawsze był obecny w życiu Danieli i Daniela, więc był takim nieformalnym piątym członkiem ich rodziny.
-Daniela? Słuchasz mnie?
-Co? Ah..Tak. O co chodzi?
-Jak zwykle błądzisz myślami. - poczochrał jej włosy robiąc z nic niezły bałagan.
-Hej! Nawet nie wiesz jak trudno jest je tak ułożyć.
-Na pewno nie tak długo... Pytałem się ciebie czy może chciałabyś pójść jutro, ze mną do kina?
-Jutro? Niestety nie mogę. Umówiłam się z Judem i Markiem. Będziemy robić projekt na biologię.
-Rozumiem. Szkoda. Może następnym razem?
-Może. Widzimy się w domu. Na razie.
-Cześć.
Daniela poszła na zajęcia swojego klubu zaś on pofatygował się do mieszkania przyjaciółki. Zdziwił się gdy zastał w swojej sypialni Amuna.
-Cześc Amun. Co cię do mnie sprowadza?
-Cześć Paweł. Nie mogę tak po prostu do ciebie przyjść?
-Nie no, możesz. Ale nigdy tego nie robiłeś więc się pytam. - zdjął marynarkę od mundurku i gdy wieszał ją w szafie usłyszał pytanie którego się nie spodziewał.
-Powiedz mi Paweł... kochasz moją siostrę?
-Co? O co ty mnie pytasz Amun?!
Był zmieszany. W życiu nie spodziewałby się takiej bezpośredniości po tym chłopaku.
-Pytam wprost. Ty tak samo mi odpowiedz.
-Po co ci ta wiedza?
-Powiem wprost... Nigdy nie chciałem tu przyjeżdżać. Jedyne czego chce to wrócić do Polski. Gdybyś zaczął chodzić z moją siostrą może w jakiś sposób wtedy mógłbym nakłonić moją mamę do powrotu.
-Amun...
-Nie chcesz chyba powiedzieć Paweł, że chcesz zostać w Japonii na zawsze?
Amun doskonale go znał. Nawet nie wiedział jakim to cudem. Miał już dość życia na obczyźnie. Polska to jego jedyny dom i chce on tam wrócić gdy tylko będzie mógł... z kobieta którą kocha.
-To prawda. Kocham Danielę i zrobię wszystko by wróciła ze mną do Polski.
-A jednak. Miałem rację.
-Podpuściłeś mnie?
-Tak. Ale nie miałem innego wyboru. To się nazywa siła perswazji.
-Chyba siła przymusu.
-Nazywaj to jak chcesz, ale wiedz, że będę cię w tym wspierał. Jesteś najlepszy dla Danieli.
-Dzięki.
Amun wstał i w końcu opuścił jego pokój. Jednak nie spodziewał się, że na korytarzu wpadnie na Maokiego.
-Maoki... co ty tu robisz?
-To samo co ty. Stoję.
-Nie denerwuj mnie.
Miał iść w stronę kuchni gdy nagle coś kazało mu się zatrzymać.
-Powiem jej.
-Słucham?
-Powiem Danieli wszystko. O tym o czym rozmawialiście.
-Nie zrobisz tego.
-A założysz się? Jestem ciekawy jak na to zareaguje Daniela.
-Powtarzam jeszcze raz... nie zrobisz tego!
-A jak zrobię to co?
-Ty...! Ile kosztuje twoje milczenie.
-Proszę?
-Przecież wiem, że chcesz na tym ugrać interes. Nie znamy się od wczoraj Maoki.
-To prawda. Po prostu oddasz mi swoje miesięczne kieszonkowe.
-Słucham?
-Moje milczenie w tej sprawie drogo kosztuje.
-Okej, umowa stoi. Tylko ani słowa Danieli.
-Masz moje słowo, oni-chan.
Amun miał nadzieję, że Maoki dotrzyma umowy. Inaczej może to się wszystko zakończyć zanim się jeszcze zaczęło. A właśnie... Była jeszcze rzecz która musiał się zająć on. Musi się pozbyć jeszcze jednej przeszkody zagrażającej jego planowi. Mimo, że go lubił i wydawał się być super kumplem to teraz to zdaje się niknąć. Axel Blaze musi zniknąć jako przyjaciel z życie jego siostry.
- Ty się lepiej w to nie mieszaj. To oni się tu napatoczyli.
- O co wam w ogóle chodzi? - włączył się do dyskusji Jude.
- To wy nic nie wiecie?
Białowłosy uśmiechnął się drwiącą zaś granatowłosa spojrzała na nich nieufnie nie wiedząc czy żartują czy kłamią.
- Oni na prawdę nic nie wiedzą Łucja.
- No co ty nie powiesz Julka. Może im wszystko pięknie wyjaśnisz Karol. W końcu jesteś takim zapalonym poliglotą.
- Wolę pozostawić tę zagadkę naszym towarzyszom. I tak wkrótce się wszystkiego dowiedzą.
- Masz rację Karol.
Julka uśmiechnęła się z satysfakcją, podrzuciła piłkę chłopaka do góry i wykonując piruet w skoku strzeliła piłkę na pustą bramkę nadając jej prędkości huraganu.
- Powiem wam jedno, marna namiastko Raimona. Nigdy nie lekceważcie dziewczyn, bo jeszcze mogą was zgnieść.
I odeszła zostawiając wszystkich.
- Julia, czekaj! Gdzie się tak spieszysz?
Chłopak wraz ze swoją drugą towarzyszką pobiegli za koleżanką.
Mark, Jude i Nathan stali niczym osłupieni. Nie wiedzieli jak mają na to zareagować. O co tu właściwie chodziło i kim byli ci... tamci?!
- Jude... Czy ty wiesz co tu się przed chwilą wydarzyło? - spytał Nathan który jako pierwszy odzyskał przytomność z szoku.
- Nie. Dzieje się tu coś dziwnego. I najwidoczniej ktoś nam czegoś nie mówi.
- Hę?
Mark jak zwykle nie rozumiał słów przyjaciela. Był nadal pod pewnym wrażeniem wykopa tamtej dziewczyny. Tylko skąd coś takiego umiała?
Amun chodził po swoim pokoju jak narwany. Nie mógł się powstrzymać, coś go nosiło. Zbyt dużo myślał i teraz wszystko spadło na jego głowę. Wiedział, że musi to zrobić inaczej nic z tego nie będzie. Okej. Raz kozie śmierć. Co chwila również podchodził do okna by monitorować sytuacje i nie przegapić jego powrotu. Jak na złość musiał mieć dzisiaj jakieś zajęcia. Jest. Właśnie idzie. Zerwał się jak poparzony i już stał przed drzwiami. Za chwilę wysiądzie z tej windy i musi wtedy zadziałać. Jak nie on to nikt tego nie zrobi. Musi to zrobić. Dla Pawła i Danieli. I dla powrotu do domu. Dzyn... Drzwi windy się otworzyły i wysiadł z nich znajomy blondyn.
- Cześć Amun, wychodzisz gdzieś o tej porze?
- Cześć Axel. Tak właściwie to nie. Czekałem na ciebie.
- Hy? Chciałeś czegoś ode mnie?
- Tak. Jest coś co od ciebie chce.
- Zamieniam się w słuch.
- ZstawDanile... - wysyczał przez zęby.
- Słucham? Amun, mów wyraźniej.
- Zostaw Danielę w spokoju i więcej się do niej nie odzywaj.
Tego Axel się po nim nie spodziewał.
- Amun... O czym ty mówisz?
- To co słyszałeś. Nie jesteś przecież ani głuchy ani głupi.
- Nie rozumiem cię. Jaki masz w tym cel?
- To już moja sprawa.
- Amun... Rób sobie co chcesz, lecz mnie w to nie mieszaj.
- Musisz się usunąć z życia Danieli. Inaczej ona znowu będzie cierpieć.
Brunet znów wprawił sąsiada w osłupienie. Blaze czuł, że tu chodzi o coś innego.
- Olson... Nigdy w życiu nie sprawiłbym, żeby skrzywdzić kogokolwiek. W to także zalicza się twoja siostra. Nic nie grozi Danieli.
- Jakiś ty niedomyślny Blaze. Wkrótce wszystkiego się dowiesz skoro jesteś taki ciekawy.
Blondyn został sam w czasie gdy jego młodszy kolega wszedł do swojego mieszkania. O co tu chodzi?
*********************************************************************************************************
Sorki, że tak krótko i późno, ale jestem chora i nie mam siły na dłuższe pisanie, ale mogę powiedzieć tylko jedno....
W kolejnych notkach będzie więcej niespodzianek, sekretów, tajemnic i wiele smutnych oraz radosnych chwil.
-Mam nadzieję, że dobrze. O ile nie popełniłam literówek powinnam mieć większą cześć zaliczoną.
Daniela i Paweł wraz z resztą byli akurat po kartkówce z języka angielskiego. Miło znowu było mieć go u swego boku. Przyjazd Pawła wpłynął na jej życie. To na pewno. Nigdy nie sądziła,że coś takiego może się wydarzyć. To niesamowite jak los może nas pokierować by się znów zobaczyć po dłuższej rozłące. Paweł był ważnym elementem w jej życiu. To on pomógł jej się pozbierać po śmierci Daniela. To on był przy niej gdy Marzena postanowiła dołączy do Daniela. Towarzyszył jej w najtrudniejszych chwilach jej życia martwiąc się najpierw o nią a dopiero później o siebie. Gdyby nie wyjazd do Stanów nadal by przy niej był. Trudno było to opisać ale w jakiś sposób tych dwoje łączyła szczególna więź. Nawet próba czasu nie zdołała jej przerwać. Rodzice Danieli przyjęli Pawła niczym własnego syna, zresztą tak już go traktowali od dziecka. Paweł zawsze był obecny w życiu Danieli i Daniela, więc był takim nieformalnym piątym członkiem ich rodziny.
-Daniela? Słuchasz mnie?
-Co? Ah..Tak. O co chodzi?
-Jak zwykle błądzisz myślami. - poczochrał jej włosy robiąc z nic niezły bałagan.
-Hej! Nawet nie wiesz jak trudno jest je tak ułożyć.
-Na pewno nie tak długo... Pytałem się ciebie czy może chciałabyś pójść jutro, ze mną do kina?
-Jutro? Niestety nie mogę. Umówiłam się z Judem i Markiem. Będziemy robić projekt na biologię.
-Rozumiem. Szkoda. Może następnym razem?
-Może. Widzimy się w domu. Na razie.
-Cześć.
Daniela poszła na zajęcia swojego klubu zaś on pofatygował się do mieszkania przyjaciółki. Zdziwił się gdy zastał w swojej sypialni Amuna.
-Cześc Amun. Co cię do mnie sprowadza?
-Cześć Paweł. Nie mogę tak po prostu do ciebie przyjść?
-Nie no, możesz. Ale nigdy tego nie robiłeś więc się pytam. - zdjął marynarkę od mundurku i gdy wieszał ją w szafie usłyszał pytanie którego się nie spodziewał.
-Powiedz mi Paweł... kochasz moją siostrę?
-Co? O co ty mnie pytasz Amun?!
Był zmieszany. W życiu nie spodziewałby się takiej bezpośredniości po tym chłopaku.
-Pytam wprost. Ty tak samo mi odpowiedz.
-Po co ci ta wiedza?
-Powiem wprost... Nigdy nie chciałem tu przyjeżdżać. Jedyne czego chce to wrócić do Polski. Gdybyś zaczął chodzić z moją siostrą może w jakiś sposób wtedy mógłbym nakłonić moją mamę do powrotu.
-Amun...
-Nie chcesz chyba powiedzieć Paweł, że chcesz zostać w Japonii na zawsze?
Amun doskonale go znał. Nawet nie wiedział jakim to cudem. Miał już dość życia na obczyźnie. Polska to jego jedyny dom i chce on tam wrócić gdy tylko będzie mógł... z kobieta którą kocha.
-To prawda. Kocham Danielę i zrobię wszystko by wróciła ze mną do Polski.
-A jednak. Miałem rację.
-Podpuściłeś mnie?
-Tak. Ale nie miałem innego wyboru. To się nazywa siła perswazji.
-Chyba siła przymusu.
-Nazywaj to jak chcesz, ale wiedz, że będę cię w tym wspierał. Jesteś najlepszy dla Danieli.
-Dzięki.
Amun wstał i w końcu opuścił jego pokój. Jednak nie spodziewał się, że na korytarzu wpadnie na Maokiego.
-Maoki... co ty tu robisz?
-To samo co ty. Stoję.
-Nie denerwuj mnie.
Miał iść w stronę kuchni gdy nagle coś kazało mu się zatrzymać.
-Powiem jej.
-Słucham?
-Powiem Danieli wszystko. O tym o czym rozmawialiście.
-Nie zrobisz tego.
-A założysz się? Jestem ciekawy jak na to zareaguje Daniela.
-Powtarzam jeszcze raz... nie zrobisz tego!
-A jak zrobię to co?
-Ty...! Ile kosztuje twoje milczenie.
-Proszę?
-Przecież wiem, że chcesz na tym ugrać interes. Nie znamy się od wczoraj Maoki.
-To prawda. Po prostu oddasz mi swoje miesięczne kieszonkowe.
-Słucham?
-Moje milczenie w tej sprawie drogo kosztuje.
-Okej, umowa stoi. Tylko ani słowa Danieli.
-Masz moje słowo, oni-chan.
Amun miał nadzieję, że Maoki dotrzyma umowy. Inaczej może to się wszystko zakończyć zanim się jeszcze zaczęło. A właśnie... Była jeszcze rzecz która musiał się zająć on. Musi się pozbyć jeszcze jednej przeszkody zagrażającej jego planowi. Mimo, że go lubił i wydawał się być super kumplem to teraz to zdaje się niknąć. Axel Blaze musi zniknąć jako przyjaciel z życie jego siostry.
***
Następnego
dnia...
Mark, Nathan i Jude wracali ze szkoły rozmawiając ze sobą. Głowy zaprzątał im dzisiejszy trening. Ćwiczyli dziś nowe zagrywki więc było o czym dyskutować. Nowi przeciwnicy wymagają nowych rozwiązań i nowych taktyk. Gdy zbliżyli się ku boisku gdzie dość często ćwiczyli usłyszeli czyjeś krzyki. Na bramce stał jakiś chłopak a dwie dziewczyny na zmianę lub podając sobie poprzez zagrywki próbowały strzelić mu gole.
- Nie masz szans Karol, wiesz o tym!
- Nie gadaj, tylko strzelaj Julio!
Mark, Nathan i Jude wracali ze szkoły rozmawiając ze sobą. Głowy zaprzątał im dzisiejszy trening. Ćwiczyli dziś nowe zagrywki więc było o czym dyskutować. Nowi przeciwnicy wymagają nowych rozwiązań i nowych taktyk. Gdy zbliżyli się ku boisku gdzie dość często ćwiczyli usłyszeli czyjeś krzyki. Na bramce stał jakiś chłopak a dwie dziewczyny na zmianę lub podając sobie poprzez zagrywki próbowały strzelić mu gole.
- Nie masz szans Karol, wiesz o tym!
- Nie gadaj, tylko strzelaj Julio!
- Mówisz masz!
Nie rozumieli ich krzyków które były wykrzykiwane w obcym dla nich języku. Brzmiał dość dziwnie i skomplikowanie lecz Judowi wydawało się, że gdzieś go słyszał, ale nie wiedział gdzie.
- Uwaga!Nie rozumieli ich krzyków które były wykrzykiwane w obcym dla nich języku. Brzmiał dość dziwnie i skomplikowanie lecz Judowi wydawało się, że gdzieś go słyszał, ale nie wiedział gdzie.
Ten krzyk był
skierowany wyraźnie w ich stronę. Szybka reakcja Juda i jego
błyskawiczne podanie sprawiło, że nie oberwał żaden z nich.
- Sorry, za mocno kopnęłam.
Jedna z dziewczyn zwróciła się do nich łamaną japońszczyzną. Słychać było, że była cudzoziemką.
- Nic się nie stało. - odrzekł Mark jak zwykle będąc dla wszystkich przyjazny. - Następnym razem bardziej uważaj.
Jude kopnął im piłkę co chłopak łatwo ją złapał a nie było to słabe podanie. Nagle białowłosy szepnął coś rudowłosej i pokazał na ich mundurki.
-Sorki, że pytam... Ale nie jesteście przypadkiem z Gimnazjum Raimona?
-Tak. - Nathan był zdziwiony.
- Sorry, za mocno kopnęłam.
Jedna z dziewczyn zwróciła się do nich łamaną japońszczyzną. Słychać było, że była cudzoziemką.
- Nic się nie stało. - odrzekł Mark jak zwykle będąc dla wszystkich przyjazny. - Następnym razem bardziej uważaj.
Jude kopnął im piłkę co chłopak łatwo ją złapał a nie było to słabe podanie. Nagle białowłosy szepnął coś rudowłosej i pokazał na ich mundurki.
-Sorki, że pytam... Ale nie jesteście przypadkiem z Gimnazjum Raimona?
-Tak. - Nathan był zdziwiony.
Co ci cudzoziemcy mogą od nich chcieć. Nagle granatowłosa uśmiechnęła się i spojrzała na swoich towarzyszy.
- Jesteś dla nich zbyt miła Julia. Wrogów się zawsze traktuje ostro.
- Że co?! - krzyknął Mark. - Jakich wrogów?! O co ci chodzi?
- Nie krzycz na nią. - powiedziała podniesionym głosem dziewczyna, którą tamta nazwała Julią i spojrzała na chłopaków niemiłym spojrzeniem.
- Jesteś dla nich zbyt miła Julia. Wrogów się zawsze traktuje ostro.
- Że co?! - krzyknął Mark. - Jakich wrogów?! O co ci chodzi?
- Nie krzycz na nią. - powiedziała podniesionym głosem dziewczyna, którą tamta nazwała Julią i spojrzała na chłopaków niemiłym spojrzeniem.
- Tylko ja i Karol możemy to robić.
- Nie mieszaj mnie w swojego gierki kuzynko.- Ty się lepiej w to nie mieszaj. To oni się tu napatoczyli.
- O co wam w ogóle chodzi? - włączył się do dyskusji Jude.
- To wy nic nie wiecie?
Białowłosy uśmiechnął się drwiącą zaś granatowłosa spojrzała na nich nieufnie nie wiedząc czy żartują czy kłamią.
- Oni na prawdę nic nie wiedzą Łucja.
- No co ty nie powiesz Julka. Może im wszystko pięknie wyjaśnisz Karol. W końcu jesteś takim zapalonym poliglotą.
- Wolę pozostawić tę zagadkę naszym towarzyszom. I tak wkrótce się wszystkiego dowiedzą.
- Masz rację Karol.
Julka uśmiechnęła się z satysfakcją, podrzuciła piłkę chłopaka do góry i wykonując piruet w skoku strzeliła piłkę na pustą bramkę nadając jej prędkości huraganu.
- Powiem wam jedno, marna namiastko Raimona. Nigdy nie lekceważcie dziewczyn, bo jeszcze mogą was zgnieść.
I odeszła zostawiając wszystkich.
- Julia, czekaj! Gdzie się tak spieszysz?
Chłopak wraz ze swoją drugą towarzyszką pobiegli za koleżanką.
Mark, Jude i Nathan stali niczym osłupieni. Nie wiedzieli jak mają na to zareagować. O co tu właściwie chodziło i kim byli ci... tamci?!
- Jude... Czy ty wiesz co tu się przed chwilą wydarzyło? - spytał Nathan który jako pierwszy odzyskał przytomność z szoku.
- Nie. Dzieje się tu coś dziwnego. I najwidoczniej ktoś nam czegoś nie mówi.
- Hę?
Mark jak zwykle nie rozumiał słów przyjaciela. Był nadal pod pewnym wrażeniem wykopa tamtej dziewczyny. Tylko skąd coś takiego umiała?
***
Amun chodził po swoim pokoju jak narwany. Nie mógł się powstrzymać, coś go nosiło. Zbyt dużo myślał i teraz wszystko spadło na jego głowę. Wiedział, że musi to zrobić inaczej nic z tego nie będzie. Okej. Raz kozie śmierć. Co chwila również podchodził do okna by monitorować sytuacje i nie przegapić jego powrotu. Jak na złość musiał mieć dzisiaj jakieś zajęcia. Jest. Właśnie idzie. Zerwał się jak poparzony i już stał przed drzwiami. Za chwilę wysiądzie z tej windy i musi wtedy zadziałać. Jak nie on to nikt tego nie zrobi. Musi to zrobić. Dla Pawła i Danieli. I dla powrotu do domu. Dzyn... Drzwi windy się otworzyły i wysiadł z nich znajomy blondyn.
- Cześć Amun, wychodzisz gdzieś o tej porze?
- Cześć Axel. Tak właściwie to nie. Czekałem na ciebie.
- Hy? Chciałeś czegoś ode mnie?
- Tak. Jest coś co od ciebie chce.
- Zamieniam się w słuch.
- ZstawDanile... - wysyczał przez zęby.
- Słucham? Amun, mów wyraźniej.
- Zostaw Danielę w spokoju i więcej się do niej nie odzywaj.
Tego Axel się po nim nie spodziewał.
- Amun... O czym ty mówisz?
- To co słyszałeś. Nie jesteś przecież ani głuchy ani głupi.
- Nie rozumiem cię. Jaki masz w tym cel?
- To już moja sprawa.
- Amun... Rób sobie co chcesz, lecz mnie w to nie mieszaj.
- Musisz się usunąć z życia Danieli. Inaczej ona znowu będzie cierpieć.
Brunet znów wprawił sąsiada w osłupienie. Blaze czuł, że tu chodzi o coś innego.
- Olson... Nigdy w życiu nie sprawiłbym, żeby skrzywdzić kogokolwiek. W to także zalicza się twoja siostra. Nic nie grozi Danieli.
- Jakiś ty niedomyślny Blaze. Wkrótce wszystkiego się dowiesz skoro jesteś taki ciekawy.
Blondyn został sam w czasie gdy jego młodszy kolega wszedł do swojego mieszkania. O co tu chodzi?
*********************************************************************************************************
Sorki, że tak krótko i późno, ale jestem chora i nie mam siły na dłuższe pisanie, ale mogę powiedzieć tylko jedno....
W kolejnych notkach będzie więcej niespodzianek, sekretów, tajemnic i wiele smutnych oraz radosnych chwil.
piątek, 16 lutego 2018
27. Kainowe piętno
-Aaaapsik!
Alice wcale nie czuła się dobrze. Odkad tylko wstała nie potrafiła zwlec się z łóżka. Czuła się na to zbyt słaba. A wczoraj wszystko było jeszcze dobrze? Czyżby zaraziła się od Kim? Jej kuzynka wróciła przedwczoraj do domu cała rozgrzana i tyle wystarczyło by z samego rana obudziła się z gorączką. Odsunęła kołrę jednak szybko się nią okryła. Było jej o wiele za zimno. Chętnie otuliła się nią chcąc mieć jak najwięcej ciepła.
-Alice! Co ty jeszcze robisz w łóżku? Przecież zaraz się spóźnimy!
Jak burza do pokoju rudowłosej wpadła Tara podchodząc do niej i próbując ściągnąć z niej kołdrę.
-Co ci jest? - spytała widząc jej zaczerwienione policzki.
Dotknęła ręką jej czoła; czując, że ta ma temperaturę zawołała swoją matkę. Pani Malcolm przyniosła ze sobą termometr który wskazywał równo 39°.
-Taro, lepiej się już zbieraj. Alice zostanie dzisiaj w domu.
-Ale mamo... Mogłaby zostać i ci pomóc, przecież...
-Tara! Czy ty mi sugerujesz, że jako lekarz pediatra nie potrafię zająć się dwiema chorymi?
Różowowłosa wiedziała, że jeżeli chodzi o inspiracje zawodowe jej matki lepiej nie brnąć w ten temat nigdy.
-Mnie tu już nie ma.
Wyszła a po chwili dało się słyszeć trzask drzwi.
-Leż spokojnie Alice. Za chwilę przyniosę ci odpowiednie lekarstwa.
Przytaknęła głową na znak, że rozumie. Została sama. Nie pozostało jej nic innego jak posłuchać jej ciotki i odpocząć. Nie czuła się nawet na siłach by podnieść rękę i sięgnąć po telefon. Wiedziałą doskonale, że Tara jest o wiele lepsza niż wiadomość SMS.
***
Pani Malcolm wchodziła właśnie do kuchni gdy minęła się z swoim synem.
Alice wcale nie czuła się dobrze. Odkad tylko wstała nie potrafiła zwlec się z łóżka. Czuła się na to zbyt słaba. A wczoraj wszystko było jeszcze dobrze? Czyżby zaraziła się od Kim? Jej kuzynka wróciła przedwczoraj do domu cała rozgrzana i tyle wystarczyło by z samego rana obudziła się z gorączką. Odsunęła kołrę jednak szybko się nią okryła. Było jej o wiele za zimno. Chętnie otuliła się nią chcąc mieć jak najwięcej ciepła.
-Alice! Co ty jeszcze robisz w łóżku? Przecież zaraz się spóźnimy!
Jak burza do pokoju rudowłosej wpadła Tara podchodząc do niej i próbując ściągnąć z niej kołdrę.
-Co ci jest? - spytała widząc jej zaczerwienione policzki.
Dotknęła ręką jej czoła; czując, że ta ma temperaturę zawołała swoją matkę. Pani Malcolm przyniosła ze sobą termometr który wskazywał równo 39°.
-Taro, lepiej się już zbieraj. Alice zostanie dzisiaj w domu.
-Ale mamo... Mogłaby zostać i ci pomóc, przecież...
-Tara! Czy ty mi sugerujesz, że jako lekarz pediatra nie potrafię zająć się dwiema chorymi?
Różowowłosa wiedziała, że jeżeli chodzi o inspiracje zawodowe jej matki lepiej nie brnąć w ten temat nigdy.
-Mnie tu już nie ma.
Wyszła a po chwili dało się słyszeć trzask drzwi.
-Leż spokojnie Alice. Za chwilę przyniosę ci odpowiednie lekarstwa.
Przytaknęła głową na znak, że rozumie. Została sama. Nie pozostało jej nic innego jak posłuchać jej ciotki i odpocząć. Nie czuła się nawet na siłach by podnieść rękę i sięgnąć po telefon. Wiedziałą doskonale, że Tara jest o wiele lepsza niż wiadomość SMS.
***
Pani Malcolm wchodziła właśnie do kuchni gdy minęła się z swoim synem.
-Andrew.
-Tak mamo?
-Powiedz mi, masz dzisiaj jakiś ważny test?
-Test? Nie. Dlaczego pytasz?
-Mógłbyś zostać dziś w domu i trochę mi pomóc? Wiesz o tym, że Kim zachorowała wczoraj a dziś zaraziła się od niej Alice. Potrzebuje małej pomocy.
Chłopak zrobił dobrą minę do złej gry i zgodził się. Zasadniczo wszystko jest lepsze niż pójście na lekcję. Ale istniało parę wyjątków. Jednym z nim było zajmowanie się rudowłosą i własną siostrą. Jednak jeśli nie będzie musiał im usługiwać wszystko będzie dobrze.
-W takim razie, masz tu kartkę i pieniądze. Zrób małe zakupy. Miałam wyjść na nie sama, ale w takiej sytuacji nie mogę opuścić domu na dłuższą chwilę.
Nastolatek wziął kartkę i kasę i wyszedł z domu. Szedł jak najwolniej korzystając z o dziwo ładnej pogody. Zbliżała się końcówka listopada co oznacza, że być może niedługo zacznie pruszyć śnieg. W zeszłym roku zima była mało łaskawa dając niewielkie opady w okresie po świątecznym. Wszedł do pierwszego lepszego spożywczaka i dokonał potrzebnych zakupów. Obładowany pełną torbą wracał do domu gdy poczuł, że ktoś na niego wpada. Nie obyło się bez rozrzuconych zakupów oraz rzeczy osobistych dziewczyny.
-Ej! Patrz jak idziesz!!!
-Przepraszam, przepraszam. Najmocniej przepraszam. - szybko podniosła się po upadku zbierając zakupy chłopaka.
Westchnął i złapał ją za rękę.
-Zostaw to. Sam to pozbieram. Lepiej zajmij się swoimi rzeczami. Chyba, że aż tak ci sie nie spieszy.
Gdy spojrzała na niego zobaczył te oczy. Nigdy nie potrafiłby ich zapomnieć. Takie spojrzenie miała tylko jedna do tej pory spotkana przez niego osoba.
-Cerise?
Dziewczyna zmieszała się i szybko rozpoczęła zbierać swoje rzeczy.
-Chyba musiałeś mnie z kimś pomylić.
Zerwała się na równe nogi i skłoniła by jeszcze raz przeprosić. Gdy ocknął się ona była już daleko za nim a wokół niej falowały jej fioletowe włosy.
W tej chwili zdał sobie co powiedział. Niech to. A obiecał sobie, że już więcej nie wymówi tego imienia. W końcu wziął się za rozrzucone zakupy wyrzucając do śmieci tylko rozwalony kefir który zaczął się wylewać na ulicę. Po co jej matce w ogóle coś takiego? Niespodziewanie zauważył, że coś leży w trawie. Podręcznik do historii? To chyba należy do tej dziewczyny. Wrzucił do na dno plecaka wiedząc, że gdyby go tu zostawił ktoś by się na pewno nim zajął, lecz jego właścicielka mogłaby się na zawsze z nim pożegnać. Całą drogę do swego domu w swoich myślach pozostawała mu ta dziewczyna o oczach jego ukochanej. Co to mogło znaczyć? Czyżby los znów zechciał z niego zakpić, zsyłając na jego drogę dziewczynę którą zaraz zechce mu odebrać? Niedoczekanie jego. Wszelka miłość to zło. Uczucie bez pokrycia, które może tak łatwo zniknąć jak się pojawiło. Gdyby jego ojciec kochał go i jego matkę tak samo jak jego obecny ojczym to wszystko byłoby wtedy inaczej. Jednak od odejścia ojca i śmierci Cerise wszystko się zmieniło. Ludzie wokół niego się zmienili. On sam się zmienił. Dostał nauczkę i cenną lekcję od życia. Nic nie może tego cofnąć ani tym bardziej zmienić.
-Powiedz mi, masz dzisiaj jakiś ważny test?
-Test? Nie. Dlaczego pytasz?
-Mógłbyś zostać dziś w domu i trochę mi pomóc? Wiesz o tym, że Kim zachorowała wczoraj a dziś zaraziła się od niej Alice. Potrzebuje małej pomocy.
Chłopak zrobił dobrą minę do złej gry i zgodził się. Zasadniczo wszystko jest lepsze niż pójście na lekcję. Ale istniało parę wyjątków. Jednym z nim było zajmowanie się rudowłosą i własną siostrą. Jednak jeśli nie będzie musiał im usługiwać wszystko będzie dobrze.
-W takim razie, masz tu kartkę i pieniądze. Zrób małe zakupy. Miałam wyjść na nie sama, ale w takiej sytuacji nie mogę opuścić domu na dłuższą chwilę.
Nastolatek wziął kartkę i kasę i wyszedł z domu. Szedł jak najwolniej korzystając z o dziwo ładnej pogody. Zbliżała się końcówka listopada co oznacza, że być może niedługo zacznie pruszyć śnieg. W zeszłym roku zima była mało łaskawa dając niewielkie opady w okresie po świątecznym. Wszedł do pierwszego lepszego spożywczaka i dokonał potrzebnych zakupów. Obładowany pełną torbą wracał do domu gdy poczuł, że ktoś na niego wpada. Nie obyło się bez rozrzuconych zakupów oraz rzeczy osobistych dziewczyny.
-Ej! Patrz jak idziesz!!!
-Przepraszam, przepraszam. Najmocniej przepraszam. - szybko podniosła się po upadku zbierając zakupy chłopaka.
Westchnął i złapał ją za rękę.
-Zostaw to. Sam to pozbieram. Lepiej zajmij się swoimi rzeczami. Chyba, że aż tak ci sie nie spieszy.
Gdy spojrzała na niego zobaczył te oczy. Nigdy nie potrafiłby ich zapomnieć. Takie spojrzenie miała tylko jedna do tej pory spotkana przez niego osoba.
-Cerise?
Dziewczyna zmieszała się i szybko rozpoczęła zbierać swoje rzeczy.
-Chyba musiałeś mnie z kimś pomylić.
Zerwała się na równe nogi i skłoniła by jeszcze raz przeprosić. Gdy ocknął się ona była już daleko za nim a wokół niej falowały jej fioletowe włosy.
W tej chwili zdał sobie co powiedział. Niech to. A obiecał sobie, że już więcej nie wymówi tego imienia. W końcu wziął się za rozrzucone zakupy wyrzucając do śmieci tylko rozwalony kefir który zaczął się wylewać na ulicę. Po co jej matce w ogóle coś takiego? Niespodziewanie zauważył, że coś leży w trawie. Podręcznik do historii? To chyba należy do tej dziewczyny. Wrzucił do na dno plecaka wiedząc, że gdyby go tu zostawił ktoś by się na pewno nim zajął, lecz jego właścicielka mogłaby się na zawsze z nim pożegnać. Całą drogę do swego domu w swoich myślach pozostawała mu ta dziewczyna o oczach jego ukochanej. Co to mogło znaczyć? Czyżby los znów zechciał z niego zakpić, zsyłając na jego drogę dziewczynę którą zaraz zechce mu odebrać? Niedoczekanie jego. Wszelka miłość to zło. Uczucie bez pokrycia, które może tak łatwo zniknąć jak się pojawiło. Gdyby jego ojciec kochał go i jego matkę tak samo jak jego obecny ojczym to wszystko byłoby wtedy inaczej. Jednak od odejścia ojca i śmierci Cerise wszystko się zmieniło. Ludzie wokół niego się zmienili. On sam się zmienił. Dostał nauczkę i cenną lekcję od życia. Nic nie może tego cofnąć ani tym bardziej zmienić.
***
Raven dotarła spóźniona pod szkołę. Miała tylko nadzieję, że pan Yukimura nie będzie na nią zły. Gdy szukała kluczy do swojej szafki przekonała się, że brakuje jej jednej książki. Podręcznika do historii. Oby lepiej pan Yukimura się nigdy o tym nie dowiedział. Musiała jej nie zauważyć i nie zabrać, gdy wpadła na tego chłopaka. Może nadal tam była? Już daruje sobie tą lekcję historii i wróci na miejsce w poszukiwaniu zguby. Nie stać ją było na nowy zakup, zwłaszcza że tą dostała od swojej koleżanki z osiedla, która w zeszłym roku skończyła liceum i nie były już jej potrzebne. Była jej za to bardzo wdzięczna bo dzięki temu mogła zaoszczędzić na książkach pieniądze, które mogła zainwestować w coś innego. Gdy nastanie przerwa świąteczna znowu będzie mogła pójść do pracy by zarobić trochę pieniędzy na swoje przyszłe studia. Wiedziała, że będzie musiała sama na nie nazbierać. Chciała się dalej kształcić lecz w takiej sytuacji mogła liczyć tylko na siebie. To tutaj. Miejsce jej ,,małego wypadku". Przeszukała dokładnie każdy centymetr tego miejsca, lecz książki nie było. Gdzie mogła być? A może tamten chłopak ją wziął? Miała taką nadzieję. Dobrze, że chociaż podpisała ją ołówkiem tak na wszelki wypadek. Teraz gdy szła już powolnym krokiem na następną lekcję miała takie dziwne przeczucie, że już gdzieś widziała tego chłopaka. Gdyby tylko miała czas mu się przyjrzeć. Jedyne co pamięta to jego czerwone włosy. Praktycznie żadnego szczegółu z twarzy. Gdyby tak się nie spieszyła to kto wie.
***
Andrew wszedł do
domu zostawiając zakupy w kuchni.
-No nareszcie, czemu
zajęło ci to tak długo synku?
-Przepraszam, po prostu wpadłem na starego znajomego na mieście i się z nim zagadałem.
-Znam go?
-Nie. Jest z innej szkoły i z innej drużyny. Kiedyś poznaliśmy się na zawodach piłkarskich.
-Przepraszam, po prostu wpadłem na starego znajomego na mieście i się z nim zagadałem.
-Znam go?
-Nie. Jest z innej szkoły i z innej drużyny. Kiedyś poznaliśmy się na zawodach piłkarskich.
-Rozumiem. Nas stole
masz przepis. Mógłbyś ugotować tę zupę? Ja muszę wyskoczyć po
leki dla dziewczyn?
-Dobrze.
Doskonale wiedział, że matka wytnie mu taki numer. Nigdy nie gotowała i nie umiała tego. Gdyby nie on a także jego ojczym musieli by sobie znaleźć pomoc lub kupować gotowe. Nie potrzebował do tego przepisu. Wszystko miał tam gdzie trzeba. W głowie. Założył na siebie fartuch, podwinął rękawy bluzy i zaczął kroić por.
-Dobrze.
Doskonale wiedział, że matka wytnie mu taki numer. Nigdy nie gotowała i nie umiała tego. Gdyby nie on a także jego ojczym musieli by sobie znaleźć pomoc lub kupować gotowe. Nie potrzebował do tego przepisu. Wszystko miał tam gdzie trzeba. W głowie. Założył na siebie fartuch, podwinął rękawy bluzy i zaczął kroić por.
Dwie
godziny później...
Danie było już
gotowe. Stygło na stole by móc je w każdej chwili podać chorym.
Chłopak posprzatał po sobie i wrócił do swojej sypialni. Tam
wziął do ręki podręcznik, który znalazł. Wertował kartki
powoli szukajac nawet sam nie wiedział czego. Książka wyglądała
jak książka. Żadnych zagiętych rogów, pobrudzonych kartek czy
też popisanych marginesów. Gdy już miał ją zamknąc uwagę
przykuł napis napisany ołówkiem. Znaki układały się się imię
Raven Hood. Skądś znał tą nazwisko. Tylko skąd? Z trzaskiem
zamknął tom co skutkowało, że coś z niego wypadło. A było to
zdjęcie. Jedno spojrzenie na nie skutkowało, że zmroziło go
całego. Patrzył na nie a jego dłonie się trzęsły. Nie. To nie
możliwe. Na zdjęciu widniała idealna starsza kopia jego Cerise!
Dokładnie takie same oczy, długie blond włosy, rysy twarzy. Koło
niej stała mała dziewczynka o fioletowych włosach. Prawdopodobnie
właścicielka tej książki. To nie mógł być zwykły przypadek.
Wszystko wydawało się zataczać koło. Co miała ta dziewczyna na
którą wpadł z jego Cerise? Musi ją znaleźć i się tego
dowiedzieć. Miał w sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Położył
się na łóżku wpatrując się w sufit szukając tam nawet sam nie
wiedział czego. Jakby liczył na to, że rozwiązanie tej zagadki
samo na niego wpłynie. Nawet nie wiedział kiedy znużył go sen.
Nie wiedział jakim cudem znalazł się w swoim starym ogródku. Jako małe dziecko zawsze lubił się tam zaszywać i nikt nie mógł go wtedy znaleźć godzinami. Nagle usłyszał jakiś płacz. Za pomocą wiaderka z piaskownicy stanął na nim i przez płot zauważył jak jak jacyć chłopcy znęcają się nad dziewczynką. Byli starsi od niego a co on mógł osiągnąć jako pięciolatek. Mimo tego nie chciał pozwolić by ta dziewczyna płakała. Zresztą tak mówił jego tato. Prawdziwy mężczyzna nie może pozwolić by dziewczyna płakała. Musi zawsze jej bronić. Nie do końca rozumiał jego słowa, jednak teraz...
-Hej wy! Co robicie!
Nie wiedział jakim cudem znalazł się w swoim starym ogródku. Jako małe dziecko zawsze lubił się tam zaszywać i nikt nie mógł go wtedy znaleźć godzinami. Nagle usłyszał jakiś płacz. Za pomocą wiaderka z piaskownicy stanął na nim i przez płot zauważył jak jak jacyć chłopcy znęcają się nad dziewczynką. Byli starsi od niego a co on mógł osiągnąć jako pięciolatek. Mimo tego nie chciał pozwolić by ta dziewczyna płakała. Zresztą tak mówił jego tato. Prawdziwy mężczyzna nie może pozwolić by dziewczyna płakała. Musi zawsze jej bronić. Nie do końca rozumiał jego słowa, jednak teraz...
-Hej wy! Co robicie!
-To nie twoja sprawa
smarku!
-Czemu jej
dokuczacie?
-A co? Może chcesz dołączyć? - brunet pociągnął dziewczynę za włosy przez co ona krzyknęła.
Wówczas on przeskoczył przez płot i niezdarnie wylądował na ziemi na czworaka.
Słyszał jak się z niego naśmiewali te mięczaki.
-A macie! - krzyknął zbierając piach z ziemi i rzucając im go prosto w ich oczy.
-Co ty wyprawiasz głupi bachorze!
-A co? Może chcesz dołączyć? - brunet pociągnął dziewczynę za włosy przez co ona krzyknęła.
Wówczas on przeskoczył przez płot i niezdarnie wylądował na ziemi na czworaka.
Słyszał jak się z niego naśmiewali te mięczaki.
-A macie! - krzyknął zbierając piach z ziemi i rzucając im go prosto w ich oczy.
-Co ty wyprawiasz głupi bachorze!
Jeden z nich chciał
go dorwać jednak ten sypnął w niego swoją bronią i stał się
kompletnie bezskuteczny.
-Chodźmy stąd. A ty lepiej uważaj, bo może wkrótce twoja mamusia nie zaśpiewa ci już kołysanki na dobranoc.
Odeszli w lekkim biegu trząc oczy i wpadając przy okazji na kosze od śmieci. Niespodziewanie blondynka podeszła do niego i go przytuliła.
-Dziękuje ci. Ale nie rób tego więcej. Oni mogą cie skrzywdzić.
-Nie boję się ich. - dumnie wypiął pierś zadowolony z tego co właśnie dokonał. - Mam na imię Andrew a ty?
-Jestem Cerise.
Niczym wybudzony z koszmaru w pozycji pionowej siedział na łóżku. Jego komórka brzęczała nie chcąc dać o sobie zapomnieć.
-Tak mamo?
-O Andrew... Nareszcie odebrałeś. Dostałam nagły telefon ze szpitala i muszę tam być. Możesz zajrzeć do dziewczyn i dać im leki? Zostawiłam ci je na stole w kuchni z odpowiednią rozpiską. Niedługa powinna wrócić także Tara niech więc ci pomoże. Do zobaczenia wieczorem.
Zanim zdążył się odezwać jego rodzicielka rozłączyła się. Jak o n tego nienawidził.
-Chodźmy stąd. A ty lepiej uważaj, bo może wkrótce twoja mamusia nie zaśpiewa ci już kołysanki na dobranoc.
Odeszli w lekkim biegu trząc oczy i wpadając przy okazji na kosze od śmieci. Niespodziewanie blondynka podeszła do niego i go przytuliła.
-Dziękuje ci. Ale nie rób tego więcej. Oni mogą cie skrzywdzić.
-Nie boję się ich. - dumnie wypiął pierś zadowolony z tego co właśnie dokonał. - Mam na imię Andrew a ty?
-Jestem Cerise.
Niczym wybudzony z koszmaru w pozycji pionowej siedział na łóżku. Jego komórka brzęczała nie chcąc dać o sobie zapomnieć.
-Tak mamo?
-O Andrew... Nareszcie odebrałeś. Dostałam nagły telefon ze szpitala i muszę tam być. Możesz zajrzeć do dziewczyn i dać im leki? Zostawiłam ci je na stole w kuchni z odpowiednią rozpiską. Niedługa powinna wrócić także Tara niech więc ci pomoże. Do zobaczenia wieczorem.
Zanim zdążył się odezwać jego rodzicielka rozłączyła się. Jak o n tego nienawidził.
-Mamo... Jesteś
jeszcze gorsza niż nauczyciel matematyki.
Zrezygnowany rzucił komórkę na biurko i zszedł do kuchni. Rzeczywiście leżały tam różne opakowani leków a przy nim karteczka z charakterystycznym pismem jego matki, które ledwo mógł rozczytać. Jego sen... Już od dawna nie śnił o Cerise. Tym razem jednak pojawiła się w jego snach jako mała dziewczynka, dokładnie w chwili gdy się po raz pierwszy poznali. Czy to jakiś znak? Nie. O czym on myśli to tylko zbieg okoliczności. Myślał o niej dlatego osiadła w jego umyśle a ten wyczytał odpowiedni obraz w jego snach. Nie wierzył w to, że to mogło coś znaczyć.
Zrezygnowany rzucił komórkę na biurko i zszedł do kuchni. Rzeczywiście leżały tam różne opakowani leków a przy nim karteczka z charakterystycznym pismem jego matki, które ledwo mógł rozczytać. Jego sen... Już od dawna nie śnił o Cerise. Tym razem jednak pojawiła się w jego snach jako mała dziewczynka, dokładnie w chwili gdy się po raz pierwszy poznali. Czy to jakiś znak? Nie. O czym on myśli to tylko zbieg okoliczności. Myślał o niej dlatego osiadła w jego umyśle a ten wyczytał odpowiedni obraz w jego snach. Nie wierzył w to, że to mogło coś znaczyć.
-Dosyć Andrew! -
krzyknął sam do siebie klepiąc się w oba policzki.
To przeszłość i trzeba na zawsze o niej zapomnieć. Bez obaw wszedł do pokoju Kim. Rozmawiała z kimś przez telefon jednak on razu przerwała widząc brata.
-Oni-chan? Nie powinieneś być w szkole?
-Mama poprosiła mnie bym dziś został i jej pomógł z wami.
-Rozumiem. Więc po co przyszedłeś braciszku...?
-Przyniosłem ci leki. Masz je wypić.
-Dobrze.
Połozył na jej stoliku przy łóżku odpowiednie tabletki i postawił szklankę z wodą. Mimo, że Kim i Tara nie były jego rodzonymi siostrami zawsze traktował je jakby nimi były. Teraz jednak wyszedł z jej sypialni zmierzając do trudniejszego dla niego zadania.
-Alice...
Wyszeptał jej imię stojąc pod jej drzwiami. Jego kuzynka. Tak niespodziewanie i nagle zjawiła się w ich życiu i w domu. Uchylił drzwi i na jego szczęście spała. Położył zatem leki z wodą na jej biurku i napisał jej krótką wiadomość : Wypij to! Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Kogo mogło nieść o tej porze?! Pewnie Tara znów zapomniał kluczy. Chyba następnym razem dosłownie je do niej przyklei.
To przeszłość i trzeba na zawsze o niej zapomnieć. Bez obaw wszedł do pokoju Kim. Rozmawiała z kimś przez telefon jednak on razu przerwała widząc brata.
-Oni-chan? Nie powinieneś być w szkole?
-Mama poprosiła mnie bym dziś został i jej pomógł z wami.
-Rozumiem. Więc po co przyszedłeś braciszku...?
-Przyniosłem ci leki. Masz je wypić.
-Dobrze.
Połozył na jej stoliku przy łóżku odpowiednie tabletki i postawił szklankę z wodą. Mimo, że Kim i Tara nie były jego rodzonymi siostrami zawsze traktował je jakby nimi były. Teraz jednak wyszedł z jej sypialni zmierzając do trudniejszego dla niego zadania.
-Alice...
Wyszeptał jej imię stojąc pod jej drzwiami. Jego kuzynka. Tak niespodziewanie i nagle zjawiła się w ich życiu i w domu. Uchylił drzwi i na jego szczęście spała. Położył zatem leki z wodą na jej biurku i napisał jej krótką wiadomość : Wypij to! Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Kogo mogło nieść o tej porze?! Pewnie Tara znów zapomniał kluczy. Chyba następnym razem dosłownie je do niej przyklei.
-Ile razy jeszcze...
- jednak nie dokończył zdania widząc, że przed nim nie stała
jego młodsza siostra.
-To ty! - w jednej
chwili oboje powedzieli to samo.
Niesamowite! Przed
nim dokładnie w tej chwili stała dziewczyna na którą wpadł tego
randka.
-Skądś się tu wziełaś?
-Przyszłam do swojej przyjaciółki. Podobno jest chora?
-Przyszłaś do rudej?
-Tak. I lepiej nie obrażaj jej w mojej obecności.
-He? O czym ty mówisz? Ja nigdy...
-Może nie pamiętasz kuzynie Alice... ale my się juz spotkaliśmy.
-Nie przypominam sobie.
-Raz przyszłam tu z pewną dziewczyną. Ostro ci przywaliła.
W tej chwili przypomniał sobie. No nie! Jak mógł wtedy o tej dziewczynie zapomnieć.
-Dodatkowo widzieliśmy się także podczas dni otwartych w Raimonie.
Kolejna scena przeskoczyła mu przed oczami. Zdał sobie sprawę, że musi bardziej na wszystko zwracać uwagę. Wydawało mu się, że dzisiaj po raz pierwszy spotkał tą dziewczynę ale już mieli okazję na siebie wpadać. Jaki był głupi.
-Tak to prawda. Alice jest chora. Jednak teraz to niemożliwe byś się z nią spotkała. Właśnie śpi. -Rozumiem. W takim razie pójdę już. Przekaż jej, że byłam gdy się obudzi.
Oddaliła się a on stracił kolejną szansę by poznać chodź trochę tę dziewczynę i dowiedzieć się o niej prawdy. Może jednak niekoniecznie. Szybko pokonał schody i chwycił książkę którą dziś znalazł. Nawet nie zamykając drzwi pognał za nastolatką mając nadzieję jeszcze ją znaleźć.
-Poczekaj! - krzyknął
Ona zatrzymała się i zdziwiła się, że chłopak za nią podążał.
-Chcesz czegoś ode mnie?
-Proszę. To chyba twoje.
Jej spojrzenie zdradzało wszystko. Nie mogła w to uwierzyć.
-Moja książka. Ale jak?
-Znalazłem ją po tym jak szybko zwiałaś. Zabrałem ją licząc, że kiedyś ci ją oddam.
-Ja... Dziękuje. To miłe z twojej strony. - obdarzyła go miłym uśmiechem co sprawiło, że miał nagle niespodziewaną ochotę ją objąć. O czym on myślał?!
Wzięła od niego podręcznik i poszła przed siebie. Nagle obróciła się i po raz ostatni z ukosa zerknęła na chłopaka. Wówczas czerwonowłosego jakby coś oświeciło. Gdy spojrzał poważnie na ta dziewczynę, zobaczył w niej... Cerise?!!!
-Skądś się tu wziełaś?
-Przyszłam do swojej przyjaciółki. Podobno jest chora?
-Przyszłaś do rudej?
-Tak. I lepiej nie obrażaj jej w mojej obecności.
-He? O czym ty mówisz? Ja nigdy...
-Może nie pamiętasz kuzynie Alice... ale my się juz spotkaliśmy.
-Nie przypominam sobie.
-Raz przyszłam tu z pewną dziewczyną. Ostro ci przywaliła.
W tej chwili przypomniał sobie. No nie! Jak mógł wtedy o tej dziewczynie zapomnieć.
-Dodatkowo widzieliśmy się także podczas dni otwartych w Raimonie.
Kolejna scena przeskoczyła mu przed oczami. Zdał sobie sprawę, że musi bardziej na wszystko zwracać uwagę. Wydawało mu się, że dzisiaj po raz pierwszy spotkał tą dziewczynę ale już mieli okazję na siebie wpadać. Jaki był głupi.
-Tak to prawda. Alice jest chora. Jednak teraz to niemożliwe byś się z nią spotkała. Właśnie śpi. -Rozumiem. W takim razie pójdę już. Przekaż jej, że byłam gdy się obudzi.
Oddaliła się a on stracił kolejną szansę by poznać chodź trochę tę dziewczynę i dowiedzieć się o niej prawdy. Może jednak niekoniecznie. Szybko pokonał schody i chwycił książkę którą dziś znalazł. Nawet nie zamykając drzwi pognał za nastolatką mając nadzieję jeszcze ją znaleźć.
-Poczekaj! - krzyknął
Ona zatrzymała się i zdziwiła się, że chłopak za nią podążał.
-Chcesz czegoś ode mnie?
-Proszę. To chyba twoje.
Jej spojrzenie zdradzało wszystko. Nie mogła w to uwierzyć.
-Moja książka. Ale jak?
-Znalazłem ją po tym jak szybko zwiałaś. Zabrałem ją licząc, że kiedyś ci ją oddam.
-Ja... Dziękuje. To miłe z twojej strony. - obdarzyła go miłym uśmiechem co sprawiło, że miał nagle niespodziewaną ochotę ją objąć. O czym on myślał?!
Wzięła od niego podręcznik i poszła przed siebie. Nagle obróciła się i po raz ostatni z ukosa zerknęła na chłopaka. Wówczas czerwonowłosego jakby coś oświeciło. Gdy spojrzał poważnie na ta dziewczynę, zobaczył w niej... Cerise?!!!
środa, 14 lutego 2018
Special Valentine's Day
Witajcie :)
Dziś zamiast notki coś specjalnego z okazji dzisiejszych walentynek :D
Dziś świętowałam je przy czekoladzie i ciekawym romansie, mam nadzieje, że u was były lepsze :)
Normalna notka pojawi się najpóźniej w piątek.
A teraz zapraszam na special walentynkowy.
*********************************************************************************************************
Fabuła zawarta nie ma żadnych powiązań z zawartością fabuły która dzieje się obecnie na blogu. Można to potratować jako bonusowy rozdział :)
*********************************************************************************************************
Dziś zamiast notki coś specjalnego z okazji dzisiejszych walentynek :D
Dziś świętowałam je przy czekoladzie i ciekawym romansie, mam nadzieje, że u was były lepsze :)
Normalna notka pojawi się najpóźniej w piątek.
A teraz zapraszam na special walentynkowy.
*********************************************************************************************************
Fabuła zawarta nie ma żadnych powiązań z zawartością fabuły która dzieje się obecnie na blogu. Można to potratować jako bonusowy rozdział :)
*********************************************************************************************************
-Dokąd
ty mnie ciągniesz Rika? Zwłaszcza tak wcześnie rano? Szkołę mamy
dopiero za dwie godziny.
-Nie marudź Touko. Muszę tam być odpowiednio wcześniej by tego nie rozkupiono.
-O czym ty mówisz?
Różowłosa nie rozumiała swojej koleżanki. Po co ją tak ciągnie przez całe miasto o ... szóstej rano?!
-Nie mów, że nie wiesz. Dzisiaj są walentynki.
Dla Touko nie było trzeba więcej tłumaczyć obróciła się na pięcie i odeszła by gdyby nie zatrzymała jej Rika.
-Dokąd idziesz?
-Wracam do domu.
-Przecież dziś są walentynki.
-No właśnie temu.
-Nie marudź Touko. Muszę tam być odpowiednio wcześniej by tego nie rozkupiono.
-O czym ty mówisz?
Różowłosa nie rozumiała swojej koleżanki. Po co ją tak ciągnie przez całe miasto o ... szóstej rano?!
-Nie mów, że nie wiesz. Dzisiaj są walentynki.
Dla Touko nie było trzeba więcej tłumaczyć obróciła się na pięcie i odeszła by gdyby nie zatrzymała jej Rika.
-Dokąd idziesz?
-Wracam do domu.
-Przecież dziś są walentynki.
-No właśnie temu.
-Nie
powiesz mi, że o nich zapomniałaś?
-Tak. Nie mam celu pamiętać o tym czego nie obchodzę.
-Tak. Nie mam celu pamiętać o tym czego nie obchodzę.
-Chwileczkę...
Przecież w Raimonie i w tym mieście jest wielu przystojniaków, nie
podoba ci się żaden?
-Szczerze?
Nie. Moją miłością jest gra w piłkę i to mi wystarczy.
-Jak tam sobie chcesz, ale i tak idziesz ze mną.
Tym razem Rika pobiegła ciągnąć niechętną koleżnakę. Po kilku minutach weszły do lokalu który był zaludniony.
-Jaki tu tłok.
-Co się dziwisz? Madame Valentina jest najlepsza w tym co robi. W walentynki zawsze ma największe obroty. Największą sławą cieszą się jej czekoladki z eliksirem miłości.
-Błagam cię Rika, chyba nie wierzysz w takie rzeczy?
-Jak tam sobie chcesz, ale i tak idziesz ze mną.
Tym razem Rika pobiegła ciągnąć niechętną koleżnakę. Po kilku minutach weszły do lokalu który był zaludniony.
-Jaki tu tłok.
-Co się dziwisz? Madame Valentina jest najlepsza w tym co robi. W walentynki zawsze ma największe obroty. Największą sławą cieszą się jej czekoladki z eliksirem miłości.
-Błagam cię Rika, chyba nie wierzysz w takie rzeczy?
-Możesz
się śmiać, jednak w tym roku zamierzam je podarować dla Kochanie.
-,,No
pięknie, fascynacja Erikiem jeszcze jej nie minęła."
Obecnie
uczęszczały do ostatniej klasy liceum. Niedługo miały rozpocząć
studia a tu Rika wierzy w jakieś magiczne czekoladki.
-Witam madame. - niebieskowłosa zwróciła się w stronę kobiety za ladą. - Zostało coś jeszcze z pani specjalności?
-Dla mojej stałej klientki mam specjalne odłożone. Proszę kochana. Cena taka jak zwykle.
Rika wyjęła odpowiedni banknot i jednocześnie schowała swój zakup.
-Madam Valentino, czy ma może pani coś dla mojej koleżanki?
-,,O nie! To było specjalnie Rika."
Teraz cała uwaga została skupiona na różowowłosej.
-Witam madame. - niebieskowłosa zwróciła się w stronę kobiety za ladą. - Zostało coś jeszcze z pani specjalności?
-Dla mojej stałej klientki mam specjalne odłożone. Proszę kochana. Cena taka jak zwykle.
Rika wyjęła odpowiedni banknot i jednocześnie schowała swój zakup.
-Madam Valentino, czy ma może pani coś dla mojej koleżanki?
-,,O nie! To było specjalnie Rika."
Teraz cała uwaga została skupiona na różowowłosej.
-Masz
śliczną koleżankę Urabe-chan. Jednak widzę, że ma dość
skomplikowaną osobowość a tu będzie dość trudno.
-Hę?
- nastolatka nie wiedziała jak ma na to zareagować. - Skoro kupiłaś
Rika to co chciałaś możemy już iść.
-Sama pani widzi madame, Touko to dość trudny przypadek jeśli chodzi o trudne przypadki.
Jednak Zaizen już wyszła na zewnątrz. Czekała tylko aż jej koleżanka z własnej woli opuści ten lokal. Magiczna czekolada, też coś. Magia nie istnieje. Po pięciu minutach w końcu wyszła i mogły pójść do szkoły. Drogę pokonały w całkowitym milczeniu. Rozeszły się do swoich klas i miały się spotkać podczas przerwy obiadowej. Jednak było coś co martwiło Touko. Ten dziwny błysk w oku Riki podczas gdy ta oznajmiała jej gdzie mają się później spotkać. Na lekcjach siedziała jak na szpilkach, zamiast się skupić na lekcjach obserwowała ludzki. Daniela coś bazgrała w zeszycie zaś Raven przyglądała się co się dzieje za oknem. Tylko Silvia wpatrywała się w tablicę skupiając się nad tym co mówili nauczyciele. Gdy w końcu zaczęła się dłuższa przerwa poszła do klasy Riki gdzie uczęszczali także Mark, Axel i Jude. Erick i Bobby wylądowali wraz z Tsunamim i Nelly w jeszcze innej klasie. W liceum ich porozrzucano, takie było życie. Jednak gdy Touko weszła do odpowiedniej sali w życiu nie spodziewała się tego co ujrzy.
-Urabe Rika!!!
-Tak Touko?
-Co to ma znaczyć?!
-Przecież ci mówiłam, że te czekoladki są magiczne.
-Właśnie widzę, tylko czemu udzieliło się to innym?
-Sama pani widzi madame, Touko to dość trudny przypadek jeśli chodzi o trudne przypadki.
Jednak Zaizen już wyszła na zewnątrz. Czekała tylko aż jej koleżanka z własnej woli opuści ten lokal. Magiczna czekolada, też coś. Magia nie istnieje. Po pięciu minutach w końcu wyszła i mogły pójść do szkoły. Drogę pokonały w całkowitym milczeniu. Rozeszły się do swoich klas i miały się spotkać podczas przerwy obiadowej. Jednak było coś co martwiło Touko. Ten dziwny błysk w oku Riki podczas gdy ta oznajmiała jej gdzie mają się później spotkać. Na lekcjach siedziała jak na szpilkach, zamiast się skupić na lekcjach obserwowała ludzki. Daniela coś bazgrała w zeszycie zaś Raven przyglądała się co się dzieje za oknem. Tylko Silvia wpatrywała się w tablicę skupiając się nad tym co mówili nauczyciele. Gdy w końcu zaczęła się dłuższa przerwa poszła do klasy Riki gdzie uczęszczali także Mark, Axel i Jude. Erick i Bobby wylądowali wraz z Tsunamim i Nelly w jeszcze innej klasie. W liceum ich porozrzucano, takie było życie. Jednak gdy Touko weszła do odpowiedniej sali w życiu nie spodziewała się tego co ujrzy.
-Urabe Rika!!!
-Tak Touko?
-Co to ma znaczyć?!
-Przecież ci mówiłam, że te czekoladki są magiczne.
-Właśnie widzę, tylko czemu udzieliło się to innym?
-Zostawiłam
je dla Erika z karteczką i czekałam na jego reakcję ale nie
przewidziałam, że podzieli się nimi z chłopakami. Ale i tak
cieszy mnie efekt końcowy. Prawda kochanie?
-Prawda słoneczko.
Erik niczym jakiś ślepy siedział przy Rice i przytulał się do niej a dziewczyna próbowała robić niewinną minę do złej gry.
-No pięknie, brakuje tylko by Silvia to zobaczyła.
Różowowłosa błagała by to minęło jak najszybciej. Magiczne czekoladki, w tej chwili żadne tłumaczenie nie miałoby sensu. Wszystko co się tu działo nie było normalne. Na prawie końcu sali na ziemi siedział Bobby a przy nim... Nelly! Trzymali się za ręce a jej głowa była oparta na jej ramieniu. Na przeciwko nich siedział Mark a wokół niego jakieś dwie dziewczyny których nie kojarzyła. Wesoło o czymś rozmawiali i obie trzymały go za każde ramię chcąc jego uwagi tylko dla siebie. Nagle do sali wbiegł przestraszeni Axel i Jude gonieni przez ... Danielę i Raven!!! ŚWIAT OSZALAŁ!
-Axel, Jude... Wy nie jedliście czekoladek od Erika?
-Nie. Zdążył je rozdać zanim przyszliśmy. - wytłumaczył Axel, który równiez nie mógł uwierzyć wraz z Sharpem w to co widzą. Manewrując między ławkami próbowali uciec dziewczynom nadal nie wiedząc co im jest.
Przynajmniej oni byli bezpieczni, ale reszta.
-Rika! W tej chwili powiedz nam jak to odkręcić.
-Ale po co? Dzisiaj są walnetynki. To święto miłości. Niech wszyscy będą szczęśliwi i zakochani.
-O nie! Nie mówisz, że ty także je zjadłaś?
-Prawda słoneczko.
Erik niczym jakiś ślepy siedział przy Rice i przytulał się do niej a dziewczyna próbowała robić niewinną minę do złej gry.
-No pięknie, brakuje tylko by Silvia to zobaczyła.
Różowowłosa błagała by to minęło jak najszybciej. Magiczne czekoladki, w tej chwili żadne tłumaczenie nie miałoby sensu. Wszystko co się tu działo nie było normalne. Na prawie końcu sali na ziemi siedział Bobby a przy nim... Nelly! Trzymali się za ręce a jej głowa była oparta na jej ramieniu. Na przeciwko nich siedział Mark a wokół niego jakieś dwie dziewczyny których nie kojarzyła. Wesoło o czymś rozmawiali i obie trzymały go za każde ramię chcąc jego uwagi tylko dla siebie. Nagle do sali wbiegł przestraszeni Axel i Jude gonieni przez ... Danielę i Raven!!! ŚWIAT OSZALAŁ!
-Axel, Jude... Wy nie jedliście czekoladek od Erika?
-Nie. Zdążył je rozdać zanim przyszliśmy. - wytłumaczył Axel, który równiez nie mógł uwierzyć wraz z Sharpem w to co widzą. Manewrując między ławkami próbowali uciec dziewczynom nadal nie wiedząc co im jest.
Przynajmniej oni byli bezpieczni, ale reszta.
-Rika! W tej chwili powiedz nam jak to odkręcić.
-Ale po co? Dzisiaj są walnetynki. To święto miłości. Niech wszyscy będą szczęśliwi i zakochani.
-O nie! Nie mówisz, że ty także je zjadłaś?
-Tak.
Nie mogłam przeciez odrzucić poczęstowania przez kochanie...
Touko już nie wytrzymywała. To jest chore! Te walentynki to jedna wielka tortura. I co ona ma zrobić? Musi czekać aż działanie tych... czekoladek się skończy. Ale ile ma czekać? Kilka minut, godzin, może dni? Co ta Rika w ich wpakowała. Jeśli dość szybko wytrzeźwieją z tej miłosnej atmosfery to przysięga, że wybije takie głupi rzeczy z jej głowy. Jednak nagle poczuła jak ktoś unosi ją w powietrzu. Jednak chwila i znalazła się w ramionach... Tsunamiego!!! Chłopak wyniósł ją z sali i szedł przed siebie.
-Tsunami!!! Co ty robisz?! Dokąd mnie niesiesz? Postaw mnie w tej chwili! Nie mów, że także zjadłeś czekoladki od Erika?
Touko już nie wytrzymywała. To jest chore! Te walentynki to jedna wielka tortura. I co ona ma zrobić? Musi czekać aż działanie tych... czekoladek się skończy. Ale ile ma czekać? Kilka minut, godzin, może dni? Co ta Rika w ich wpakowała. Jeśli dość szybko wytrzeźwieją z tej miłosnej atmosfery to przysięga, że wybije takie głupi rzeczy z jej głowy. Jednak nagle poczuła jak ktoś unosi ją w powietrzu. Jednak chwila i znalazła się w ramionach... Tsunamiego!!! Chłopak wyniósł ją z sali i szedł przed siebie.
-Tsunami!!! Co ty robisz?! Dokąd mnie niesiesz? Postaw mnie w tej chwili! Nie mów, że także zjadłeś czekoladki od Erika?
Jednak
ten wydawał się być głuchy na jej pytania niosąc ją nadal a
wszyscy im się przyglądali z zaciekawieniem. No pięknie, tylko
jeszcze dziewczynie brakowało w tej chwili plotek. W końcu
zatrzymali się przed pustą salą i posadził ją na stoliku przy
którym nie raz siedziała na lekcjach plastyki.
-Tsunami Jousuke! Wyjasnij mi wszystko w tej chwili!
-Tsunami Jousuke! Wyjasnij mi wszystko w tej chwili!
Jednak
ten ani myślał cokolwiek powiedzieć.
-Touko...
Muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego.
-Ale
ja nie chcę. Muszę pójść i im pomóc.
-Nie musisz. - powiedział przykładajć jej palec do ust nakazując milczenie.
-Nie musisz. - powiedział przykładajć jej palec do ust nakazując milczenie.
Patrzył
się prosto w jej oczy powodując, że czuła jak się
czerwieni.
-Tsunami.
Nachylił się by ją pocałować. Gdy ich usta dzieliły zaledwie centymetry, ktoś uderzył chłopaka z tyłu o głowę.
-Tsunami.
Nachylił się by ją pocałować. Gdy ich usta dzieliły zaledwie centymetry, ktoś uderzył chłopaka z tyłu o głowę.
-Tsunami!
Zaizen! Co wy tu robicie? Zachciało wam się amorów... Lepiej
wracajcie do swoich klas.
Pan
Kasai stał za nimi z poważną miną. Tsunami chwycił dziewczynę
za ręke i wybiegli z klasy.
-Touko,
tu jesteś. Wszędzie cię szukaaaaałam.
Silvia była zdziwiona widokiem koleżanki z chłopakiem.
-Wybacz jeśli wam przeszkadasz.
-Nie przeszkadzasz. - różowowłosa otrząsnęła się.
Nie mogła dać się wyprowadzić z równowagi. Jednak od razu przyszedł jej do głowy obraz tego co się przed chwilą działo. Poczuła jak rumieńce pieką jej w policzki. Trząsła głową by jak najszypciej pozbyć się niechcianego wspomnienia z myśli.
-Touko? Wszystko w porządku?
-Nie! Nic nie jest w porządku. Co chciałaś ode mnie Silvio?
-Mam twoją torbę. Możemy już iśc do domu. Pani Ito się rozchorowała i możemy iść do domu.
-Rozumiem dzięki.
Gdy zielonowłosa podawała jej torbę upadła ona na ziemię i wypadło z niej jakieś zawiniątko. O dziwo było na niej logo tego sklepiku który odwiedziły rano dziewczyny. Od razu przypomniała się dla Touko poranek.
Silvia była zdziwiona widokiem koleżanki z chłopakiem.
-Wybacz jeśli wam przeszkadasz.
-Nie przeszkadzasz. - różowowłosa otrząsnęła się.
Nie mogła dać się wyprowadzić z równowagi. Jednak od razu przyszedł jej do głowy obraz tego co się przed chwilą działo. Poczuła jak rumieńce pieką jej w policzki. Trząsła głową by jak najszypciej pozbyć się niechcianego wspomnienia z myśli.
-Touko? Wszystko w porządku?
-Nie! Nic nie jest w porządku. Co chciałaś ode mnie Silvio?
-Mam twoją torbę. Możemy już iśc do domu. Pani Ito się rozchorowała i możemy iść do domu.
-Rozumiem dzięki.
Gdy zielonowłosa podawała jej torbę upadła ona na ziemię i wypadło z niej jakieś zawiniątko. O dziwo było na niej logo tego sklepiku który odwiedziły rano dziewczyny. Od razu przypomniała się dla Touko poranek.
-Madam
Valentino, czy ma może pani coś dla mojej koleżanki?
-Masz
śliczną koleżankę Urabe-chan. Jednak widzę, że ma dość
skomplikowaną osobowość a tu będzie dość trudno.
-Hę?
Skoro kupiłaś Rika to co chciałaś możemy już iść.
-Sama pani widzi madame, Touko to dość trudny przypadek jeśli chodzi o trudne przypadki.
-Sama pani widzi madame, Touko to dość trudny przypadek jeśli chodzi o trudne przypadki.
Czyżby
to dlatego Rika została tam jeszcze dłużej niż powinna? Szybko
otworzyła opakowania i znalazła tam pudełko czekoladek a przy nim
kartkę.
Więc
Madam Valentina wszystko przewidziała. Tylko dlaczego dała to jej?
Skoro Rika kupuje to co roku, to co roku musiało by się dziać coś
podejrzanego. Jednak to pierwszy raz gdy jest świadkiem czegoś
takiego. Czyżby to był pierwszy raz kiedy trafiły do Erika
osobiście? Lecz to nie była właściwa chwila by o tym myśleć.
Było trzeba wszystkich odczarować.
-Wszystko w porządku
Silvio. Dziękuje ci, że przyniosłaś moją torbę. Do zobaczenia
jutro.
-Tak. Do zobaczenia. - uśmiechnęła się na pożegananie i już jej nie było.
Tym lepiej. Dzięki temu nie zobaczy Riki i Erika. Tsunami znów chwycił ją za rękę i obrócił tak, że niemal wtulała się w niego. Jego ramiona objęły ją w mocnym uścisku. Nie wiedziała czemu, ale czuła się zupełnie inaczej niż się spodziewała. Już po krótkiej chwili przestała się wyrywać. Co się z nią działo. Nawet nie zaprotestowała kiedy ten chciał ją pocałować.
-Tsunami...
-Tak Touko?
-Powiedz... Zjesz czekoladkę który ci przygotowałam?
-Z przyjemnością.
Otworzyła opakowanie i bez namysłu włożyła mu jedną w jego usta. Ten zjadł ją ze smakiem i ucałował jej palce na których została odrobina czekolady. Tyle wystarczyło by stała przed nim czerwona jak burak.
-Touko... Co ja tu robię? Co ci się stało?
-Ja.. To... Nic nie pamiętasz?
-Co mam pamiętać?
-Tak. Do zobaczenia. - uśmiechnęła się na pożegananie i już jej nie było.
Tym lepiej. Dzięki temu nie zobaczy Riki i Erika. Tsunami znów chwycił ją za rękę i obrócił tak, że niemal wtulała się w niego. Jego ramiona objęły ją w mocnym uścisku. Nie wiedziała czemu, ale czuła się zupełnie inaczej niż się spodziewała. Już po krótkiej chwili przestała się wyrywać. Co się z nią działo. Nawet nie zaprotestowała kiedy ten chciał ją pocałować.
-Tsunami...
-Tak Touko?
-Powiedz... Zjesz czekoladkę który ci przygotowałam?
-Z przyjemnością.
Otworzyła opakowanie i bez namysłu włożyła mu jedną w jego usta. Ten zjadł ją ze smakiem i ucałował jej palce na których została odrobina czekolady. Tyle wystarczyło by stała przed nim czerwona jak burak.
-Touko... Co ja tu robię? Co ci się stało?
-Ja.. To... Nic nie pamiętasz?
-Co mam pamiętać?
-Już nic. Chodź zanim to
wszystko się źle
skończy.
Po drodze do klasy wpadły na Axela i Juda chowających
się za ścianę.
-Chłopaki, łapcie. - rzuciła im po czekoladce. - Niech to zjedzą. Wtedy wszystko wróci do normy.
Tyle im wystarczyło nie było żadnych niepotrzebnych pytań. W klasie każdemu dała antidotum na różne sposoby. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Wiedziała, że potem będzie wiele pytań a teraz także wiele zgrzytów, ale w końcu dzisiaj są walentynki. Gdy miała już wracać do domu kątem oka zauważyła jak Mark rozmawia z Nelly a na końcu się do siebie przytulają. Oni to dopiero byli wieczną zagadką. Bobby próbował rozmawiać z Erikiem zaś Rika gdzieś zniknęła. Przy drzwiach czekał na nią Tsunami nieźle zmieszany.
-Touko słuchaj... Ja... Pamiętam wszsytko co się wydarzyło. Nie wiem jak się tłumaczyć.
-Nie musisz. To nie była twoja wina. Wszystko w porządku.
-Chłopaki, łapcie. - rzuciła im po czekoladce. - Niech to zjedzą. Wtedy wszystko wróci do normy.
Tyle im wystarczyło nie było żadnych niepotrzebnych pytań. W klasie każdemu dała antidotum na różne sposoby. Na szczęście wszystko wróciło do normy. Wiedziała, że potem będzie wiele pytań a teraz także wiele zgrzytów, ale w końcu dzisiaj są walentynki. Gdy miała już wracać do domu kątem oka zauważyła jak Mark rozmawia z Nelly a na końcu się do siebie przytulają. Oni to dopiero byli wieczną zagadką. Bobby próbował rozmawiać z Erikiem zaś Rika gdzieś zniknęła. Przy drzwiach czekał na nią Tsunami nieźle zmieszany.
-Touko słuchaj... Ja... Pamiętam wszsytko co się wydarzyło. Nie wiem jak się tłumaczyć.
-Nie musisz. To nie była twoja wina. Wszystko w porządku.
-Mogę
cię przynajmniej odprowadzić do domu? Wyjaśnisz mi wszystko po
drodze.
-Czemu nie.
-Czemu nie.
Podczas
przechadzki dziewczyna opowiedziała chłopakowi całą przygodę. Od
dzisiejszego ranka aż do teraz.
-No nieźle. W życiu bym się nie spodziewał, że będziecie takie szalone!
-No nieźle. W życiu bym się nie spodziewał, że będziecie takie szalone!
-Ja
nie.. to.. Już nieważne. Dobrze, że wszystko skończyło
pozytywnie.
Pożegnała się przy bramie i weszła do środka.
Pożegnała się przy bramie i weszła do środka.
-Rika? Co ty tu robisz?
-Touko, zrobiłam coś
głupiego. Możemy porozmawiać?
-Tak pewnie. Chodźmy do mnie.
Zabrała ją do swojego pokoju. Tam niebieskowłosa opowiedziała jej co się stało gdy oboje zażyli antidotum i wyszli z klasy by spokojnie porozmawiać. Brunet dał jej jasno do zrozumienia, że nic do niej nie czuje i że jest inna dziewczyna którą lubi.
-Od dziś nienawidzę walentynek! To święto zakochanych a mi złamano serce.
-Spokojnie Rika. Wszystko się jakoś ułoży.
Jej myśli jednak były skierowane w stronę Tsunamiego. Ciekawa była co teraz porabia.
-Tak pewnie. Chodźmy do mnie.
Zabrała ją do swojego pokoju. Tam niebieskowłosa opowiedziała jej co się stało gdy oboje zażyli antidotum i wyszli z klasy by spokojnie porozmawiać. Brunet dał jej jasno do zrozumienia, że nic do niej nie czuje i że jest inna dziewczyna którą lubi.
-Od dziś nienawidzę walentynek! To święto zakochanych a mi złamano serce.
-Spokojnie Rika. Wszystko się jakoś ułoży.
Jej myśli jednak były skierowane w stronę Tsunamiego. Ciekawa była co teraz porabia.
środa, 31 stycznia 2018
26. Akademia uczuć
Celia nie mogła się
na niczym skupić. Ostatnio zbyt dużo myśli krążyło po jej
głowie. Nie potrafiła słuchać nauczyciela na lekcji ani brać
czynnego udziału w kółku dziennikarskim. Jedynie podczas treningu
udało jej się skupić na rozmowie z dziewczynami. Jednak gdy
zaczynała się gra, całkowicie odpływała. Coś jej kazało
odwracać uwagę by nie myślała o tym o czym nie mogła myśleć.
Albowiem wszystkie jej problemy nosiły jedno imię... Joseph King.
Od czasu urodzin Juda, coś się zmieniło. Nie wiedziała jednak co,
ale to czuła. Zresztą... Niedługo zbliża się kolejny mecz
podczas którego Raimon ponownie zagra z Królewskimi. Jednak tym
razem to będzie coś zupełnie inaczej. W końcu Jude zagra po raz
pierwszy przeciwko swojej drużynie. Na pewno jej bratu nie było
łatwo. Ale jak to zawsze on nie pokazywał tego w ogóle. Wolał
dusić to w środku. Chociaż od czasu przybycia Danieli trochę się
zmienił. Może to dlatego, że w końcu odnaleźli swoje prawdziwe
korzenie. Grafitowłosa uśmiechnęła się na myśl o swojej kuzynce
i szybko oprzytomniała gdyż piłka leciała z szybkim impetem w jej
stronę. Gdyby nie reakcja Axela mogło by być gorzej.
-Dzięki Axel.
On tylko przytaknął głową i wykonał szybkie podanie do Kevina. Nie tylko ona była nieswoja. Również Axel wydawał się być coraz częściej milczący. Jakby o czymś bezustannie myślała. Coraz rzadziej także rozmawia z Danielą. Zwłaszcza od czasu kiedy pojawił się Paweł. Tajemniczy chłopak zza granicy którego dobrze znała ich koleżanka. Tylko na jak dobrze by okazał się nieszkodliwy?
-Dzięki Axel.
On tylko przytaknął głową i wykonał szybkie podanie do Kevina. Nie tylko ona była nieswoja. Również Axel wydawał się być coraz częściej milczący. Jakby o czymś bezustannie myślała. Coraz rzadziej także rozmawia z Danielą. Zwłaszcza od czasu kiedy pojawił się Paweł. Tajemniczy chłopak zza granicy którego dobrze znała ich koleżanka. Tylko na jak dobrze by okazał się nieszkodliwy?
***
Celia szła na lekcję gdy nagle zza rogu wyskoczyła na nią Tara.
-Cześć Celia. Dokąd tak cię niesie.
-Hej Tara. Na leckcję a gdzie indziej?
-Nie chcę mi się
dzisiaj iść, ale muszę. Pani Sato się na mnie uwzięła. Nie
rozumiem czemu.
-Bo ciągle nie uważasz na jej lekcjach. Robisz wszystko inne poza tym co jest na zajęciach. A kończysz zawsze z notatkami bo je u mnie wymuszasz litością i ...
-Dobra już, dobra. Nie musisz mi wyliczać wszystkich błędów w moich życiu. Powiedz mi lepiej jak tak ty i Joseph.
Wręcz natychmiast się zatrzymała i wypuściła książki z rąk które z hukiem uderzyły o ziemię.
-O czym ty mówisz? Nie ma żadnych nas. - szeptała zbierając swoje rzeczy.
-Bo ciągle nie uważasz na jej lekcjach. Robisz wszystko inne poza tym co jest na zajęciach. A kończysz zawsze z notatkami bo je u mnie wymuszasz litością i ...
-Dobra już, dobra. Nie musisz mi wyliczać wszystkich błędów w moich życiu. Powiedz mi lepiej jak tak ty i Joseph.
Wręcz natychmiast się zatrzymała i wypuściła książki z rąk które z hukiem uderzyły o ziemię.
-O czym ty mówisz? Nie ma żadnych nas. - szeptała zbierając swoje rzeczy.
-Dobrze pamiętam
tamten dzień w parku. Widziałam, że między wami coś zaiskrzyło.
A teraz nie chcesz się tym podzielić z przyjaciółką...
-Nic się nie wydarzyło. To był czysty przypadek. Z nikim się nie spotykam, a już na pewno nie z nim.
-Nic się nie wydarzyło. To był czysty przypadek. Z nikim się nie spotykam, a już na pewno nie z nim.
-Dlaczego?
-Przepraszam, ale
nie mogę ci powiedzieć.
Odeszła od różowowłosej opanować lecz czuła, że lada moment i zaraz pęknie. Nie umiała kłamać i nie lubiła tej pustki i tego smutku który skrywała. Tak bardzo chciała komuś o tym powiedzieć, lecz nie mogła. Czuła się okropnie, że tak okłamuje Tarę, jednak czy miała jakieś inne wyjście? Lekcja przebiegła tak jak zwykle. Nic się nie zmieniło. Wszystko wydawało się być w idealnej harmonii. Nauczycielka nauczała, uczniowie słuchali i robili notatki. Nic nie zdawało się zakłócić tego spokoju. Nawet Tara była dzisiaj cicho, co jest rzadkością. Czyżby ją czymś uraziła? Chciała spróbować z nią porozmawiać lecz ona dość szybko po lekcjach zniknęła. Celia bała się, że przez tą całą historię z Joem i Kim może stracić swoją przyjaciółkę. Z dołem wróciła do domu, przesiedziała cały wieczór w pokoju, słuchając smutnej muzyki na beznadziejne przypadki. Następnego dnia postanowiła znaleźć w szkole Tarę jeszcze przed lekcjami. Nie chce jej stracić i musi z nią porozmawiać. Nawet jeśli będzie musiała zdradzić jej wszystko co potrzebne. Gdy tylko przekroczyła szkolny próg, zobaczyła ją. Stała na korytarzu jakby na kogoś czekała.
-Celia!
Doskoczyła do grafitowłosej i niespodziewanie mocno ją przytuliła.
-Hej Tara! Powoli! Dusisz mnie!
-Oj przepraszam, przepraszam. Ja po prostu nie wiem jak... Po prostu jak o tym pomyśle to mnie trzęsie...To niewiarygodne jak tak można!
-Tara...spokojnie. O czym ty do mnie mówisz?
Odeszła od różowowłosej opanować lecz czuła, że lada moment i zaraz pęknie. Nie umiała kłamać i nie lubiła tej pustki i tego smutku który skrywała. Tak bardzo chciała komuś o tym powiedzieć, lecz nie mogła. Czuła się okropnie, że tak okłamuje Tarę, jednak czy miała jakieś inne wyjście? Lekcja przebiegła tak jak zwykle. Nic się nie zmieniło. Wszystko wydawało się być w idealnej harmonii. Nauczycielka nauczała, uczniowie słuchali i robili notatki. Nic nie zdawało się zakłócić tego spokoju. Nawet Tara była dzisiaj cicho, co jest rzadkością. Czyżby ją czymś uraziła? Chciała spróbować z nią porozmawiać lecz ona dość szybko po lekcjach zniknęła. Celia bała się, że przez tą całą historię z Joem i Kim może stracić swoją przyjaciółkę. Z dołem wróciła do domu, przesiedziała cały wieczór w pokoju, słuchając smutnej muzyki na beznadziejne przypadki. Następnego dnia postanowiła znaleźć w szkole Tarę jeszcze przed lekcjami. Nie chce jej stracić i musi z nią porozmawiać. Nawet jeśli będzie musiała zdradzić jej wszystko co potrzebne. Gdy tylko przekroczyła szkolny próg, zobaczyła ją. Stała na korytarzu jakby na kogoś czekała.
-Celia!
Doskoczyła do grafitowłosej i niespodziewanie mocno ją przytuliła.
-Hej Tara! Powoli! Dusisz mnie!
-Oj przepraszam, przepraszam. Ja po prostu nie wiem jak... Po prostu jak o tym pomyśle to mnie trzęsie...To niewiarygodne jak tak można!
-Tara...spokojnie. O czym ty do mnie mówisz?
-O Kim i o jej
szantażu.
-Co? Skąd o tym wiesz?
-Co? Skąd o tym wiesz?
-Lepsze pytanie
brzmi czemu mi nic nie powiedziałaś?
Szarooka zmieszała się. Nie wiedziała co ma jej odpowiedzieć.
-Myślałam, że mi ufasz... A tu takie coś... Żebym dowiadywała się czegoś takiego przez przypadek!
-Jak się w ogóle o tym dowiedziałaś?
-Teraz to cię najbardziej interesuje? Jak się o tym dowiedziałam? Jeśli już musisz wiedzieć z Kim mamy dokładnie takie samej komórki więc przez przypadek wzięłam jej. Na szczęście znałam jej hasło więc bez problemu weszłam do środka. Z lekkiej ciekawości przejrzałam jej maile i znalazłam jednego do ciebie. Zaskoczyło mnie to więc w niego weszłam i wszystko zrozumiałam. Dlaczego mi nie powiedziałaś o tym, że moja siostra ciebie szantażuje?
Po tej przemowie dla Celii zrobiliło się trochę głupio. Wiedziała, że zachowała się głupio nie mówiąc nic o tym przyjaciołom a zwłaszcza przyjaciółce. Na pewno by jej pomogli i jakoś by temu zaradzili. A ona wolała zostać z tym sama. Tak jak zwykle.
-Ja... Nie wiem. Po prostu, bałam się.
-Więcej nie musisz się bać?
-Jak to?
-Wykasowałam w telefonu i poczty Kim wszystkie rzeczy związane z tobą. Na wszelki wypadek włamałam się także na jej konta na laptopie i tam zrobiłam to samo. Moja siostra nie ma już na ciebie żadnego haka. A dodatkowo by zatrzeć wszelkie ślady jej telefon spotkała przyjemna kąpiel.
Hills myślała, że będzie skakać ze szczęścia. Nie wierzyła w swoje szczęście.
-Tara! Jesteś najlepsza!
Ściskała swoją przyjaciółkę najmocniej jak mogła cała promieniując szczęściem. Była tak bardzo szczęśliwa, że brakło jej słów by wyrazić swoje uczucia.
Szarooka zmieszała się. Nie wiedziała co ma jej odpowiedzieć.
-Myślałam, że mi ufasz... A tu takie coś... Żebym dowiadywała się czegoś takiego przez przypadek!
-Jak się w ogóle o tym dowiedziałaś?
-Teraz to cię najbardziej interesuje? Jak się o tym dowiedziałam? Jeśli już musisz wiedzieć z Kim mamy dokładnie takie samej komórki więc przez przypadek wzięłam jej. Na szczęście znałam jej hasło więc bez problemu weszłam do środka. Z lekkiej ciekawości przejrzałam jej maile i znalazłam jednego do ciebie. Zaskoczyło mnie to więc w niego weszłam i wszystko zrozumiałam. Dlaczego mi nie powiedziałaś o tym, że moja siostra ciebie szantażuje?
Po tej przemowie dla Celii zrobiliło się trochę głupio. Wiedziała, że zachowała się głupio nie mówiąc nic o tym przyjaciołom a zwłaszcza przyjaciółce. Na pewno by jej pomogli i jakoś by temu zaradzili. A ona wolała zostać z tym sama. Tak jak zwykle.
-Ja... Nie wiem. Po prostu, bałam się.
-Więcej nie musisz się bać?
-Jak to?
-Wykasowałam w telefonu i poczty Kim wszystkie rzeczy związane z tobą. Na wszelki wypadek włamałam się także na jej konta na laptopie i tam zrobiłam to samo. Moja siostra nie ma już na ciebie żadnego haka. A dodatkowo by zatrzeć wszelkie ślady jej telefon spotkała przyjemna kąpiel.
Hills myślała, że będzie skakać ze szczęścia. Nie wierzyła w swoje szczęście.
-Tara! Jesteś najlepsza!
Ściskała swoją przyjaciółkę najmocniej jak mogła cała promieniując szczęściem. Była tak bardzo szczęśliwa, że brakło jej słów by wyrazić swoje uczucia.
-Więc na co
czekasz? Pędź do swoje Romea.
-Ale ja... Nie mogę. Niby jak mam wejść do Akademii Królewskiej? Tak za bardzo pilnują by nikt obcy nie wszedł do środka.
-Nikt obcy tak... Ale co byś powiedziała gdybym załatwiła ci przepustkę?
-Niby jak?
-Zaufaj mi... To nie będzie nic nielegalnego. Jutro rano spotkasz się z nim i w końcu się umówisz. Misja akademia uczuć uważam za otwartą.
Nastepnego dnia...
-Ale ja... Nie mogę. Niby jak mam wejść do Akademii Królewskiej? Tak za bardzo pilnują by nikt obcy nie wszedł do środka.
-Nikt obcy tak... Ale co byś powiedziała gdybym załatwiła ci przepustkę?
-Niby jak?
-Zaufaj mi... To nie będzie nic nielegalnego. Jutro rano spotkasz się z nim i w końcu się umówisz. Misja akademia uczuć uważam za otwartą.
Nastepnego dnia...
Celia niecierpliwiła
się. Nawet nie zauważyła, że dziś przyszła o wiele wcześniej
niż powinna. Czekała z wielką niecierpliwością na Tarę która
szła z jakąś torebką.
-Łap! - krzyknęła rzucając ją w stronę przyjaciółki.
-Co to jest?
-Twoja przepustka do szkoły twojego kochasia.
-Łap! - krzyknęła rzucając ją w stronę przyjaciółki.
-Co to jest?
-Twoja przepustka do szkoły twojego kochasia.
-On nie jest...
-Nie zaprzeczaj tylko się ubieraj.
-He?
-Nie zaprzeczaj tylko się ubieraj.
-He?
Wyraźnie zauważyła
materiał i wyjęła... mundurek uczennicy z ... Akademii
Królewskiej?!!
-Tara... Ty chyba nie myślisz, że?
-Tak. Ubieraj się się w to i idź zapolować na niezwykłą sobotę.
-He? Chyba a dużo naczytałaś się mang?
-Moje mangi nie mają nic do twoje życia. Akurat teraz życie napisało mi o wiele lepszą historię. Idź a ja powiem naszej ukochanej wychowawczyni, że źle się poczułaś i pani Ayuzawa się tobą zajęła.
-Ale przecież...
-Nie martw się. Gdy powiedziałam pani Ayuzawie o wszystkim, zgodziła się na wszystko bez mgrugnięcia okiem. Zresztą, sama kiedyś przeżyła nieszczęśliwą miłość bo jej młodsza siostra odbiła jej narzeczonego.
-Tara... Ty chyba nie myślisz, że?
-Tak. Ubieraj się się w to i idź zapolować na niezwykłą sobotę.
-He? Chyba a dużo naczytałaś się mang?
-Moje mangi nie mają nic do twoje życia. Akurat teraz życie napisało mi o wiele lepszą historię. Idź a ja powiem naszej ukochanej wychowawczyni, że źle się poczułaś i pani Ayuzawa się tobą zajęła.
-Ale przecież...
-Nie martw się. Gdy powiedziałam pani Ayuzawie o wszystkim, zgodziła się na wszystko bez mgrugnięcia okiem. Zresztą, sama kiedyś przeżyła nieszczęśliwą miłość bo jej młodsza siostra odbiła jej narzeczonego.
-Tak dobrze się
znacie?
-Uwierz mi, przez to
ile razy tam wylądowałam, można poznać wiele sekretów i tajemnic
tych których byś nie poznała w normalnym świetle.
Teraz dziewczyna
zaczęła się lekko bać swojej przyjaciółki. Ona sama wiedziała
o wszystkich o wiele więcej niż oni sami wszyscy razem wzięci. To
zbyt niebezpieczna wiedza.
-Nadal nie wiem czy
to dobry pomysł. Może lepiej zaczekam do meczu i....
-Celia! Czy ty chcesz mnie zdenerwować?! W tej chwili idziesz i przebierasz się w ten mundurek i idziesz prosto do Akademii Królewskiej! Inaczej sama cię tam zaprowadzę.
Realna groźba ze strony Tary zawsze skutkuje. Ta dziewczyna zawsze dotrzymuje tego co obiecuje.-Mam tylko jeszcze jedno pytanie.
-Celia! Czy ty chcesz mnie zdenerwować?! W tej chwili idziesz i przebierasz się w ten mundurek i idziesz prosto do Akademii Królewskiej! Inaczej sama cię tam zaprowadzę.
Realna groźba ze strony Tary zawsze skutkuje. Ta dziewczyna zawsze dotrzymuje tego co obiecuje.-Mam tylko jeszcze jedno pytanie.
-Tak?
-Skąd ty go w ogóle masz?
Tara zamyśliła się na chwilę jakby szukała odpowiedzi na jej pytanie.
-Mogę ci tylko powiedzieć, że pochodzi z legalnego i uczciwego źródła.
-Aha. I to ma mi wystarczyć?
-Tak. Lepiej się pospiesz zanim ktoś ciebie zauważy.
Celia nie miała wyboru i ruszyła. Musiała załatwić tą sprawę dość szybko. Dopóki miała potrzebną w sobie odwagę by móc to zrobić. Założyła na siebie ciemną marynarkę i do kompletu czarną spódnicę. Mundurek dziewczęcy był nieco podobny do chłopięcego. Różnica polegała tylko na tym, że w zależności od roczników wykończenia różniły się kolorami. Jej niebieski miał świadczyć, że jest uczennicą drugiej klasy. Miała nadzieję, że ta maskarada się uda.
-Skąd ty go w ogóle masz?
Tara zamyśliła się na chwilę jakby szukała odpowiedzi na jej pytanie.
-Mogę ci tylko powiedzieć, że pochodzi z legalnego i uczciwego źródła.
-Aha. I to ma mi wystarczyć?
-Tak. Lepiej się pospiesz zanim ktoś ciebie zauważy.
Celia nie miała wyboru i ruszyła. Musiała załatwić tą sprawę dość szybko. Dopóki miała potrzebną w sobie odwagę by móc to zrobić. Założyła na siebie ciemną marynarkę i do kompletu czarną spódnicę. Mundurek dziewczęcy był nieco podobny do chłopięcego. Różnica polegała tylko na tym, że w zależności od roczników wykończenia różniły się kolorami. Jej niebieski miał świadczyć, że jest uczennicą drugiej klasy. Miała nadzieję, że ta maskarada się uda.
***
Alice jak zwykle do życia przywołał
budzik. W dodatku miała w nocy dziwny sen. Ale… Szeroko otworzyła
oczy, gdy zobaczyła bałagan na swojej podłodze. Co się tu stało?
Wyglądało to jakby przeszło tu tornado. Czyżby złodziej? Lub co
gorsza Andrew?! Niby skąd mógłby mieć klucz do jej pokoju? Szybko
wyskoczyła z posłania przeglądając swoje rzeczy jednak chyba nic
nie zginęło. Więc, po co ten ranny nalot na jej pokój? Gdy doszła
na dno szafy zauważyła otwarty karton a w nim brak mundurka z
Akademii Królewskie?! No dobra, to było dziwne. Czemu ktoś zabrał
jej stary strój? Nie wiedziała i chyba wolała nie wiedzieć. Dość
szybko ogarnęła swój pokój by sama nie zostać oskarżona, że
tak w nim nabrudziła. Dopiero przy śniadaniu zauważyła brak Tary,
której już nie było w domu. Ten szybki poranek Tary, brak jej
mundurka. Co ta dziewczyna kombinuje?
***
Celia pewnym i szybkim krokiem przeszła
przez bramę Akademii Królewskiej. Wmieszała się w tłum uczniów
i poszła w kierunku najbliższego korytarza. Dość dziwnie się
czuła i lepiej by było, aby nikt przenigdy się o tym nie
dowiedział. Doskonale pamiętała gdzie znajduje się boisko do gry
w piłkę i myślała, że tam go może znajdzie. Wyszła na murawę
i już miała do niego podejść, gdy usłyszała, że ktoś inny się
zbliża. Nie myśląc logicznie schowała się na trybunach mając
doskonałe pole do podsłuchu.
-Tutaj się schowałeś Joe.
-Cześć David. Po co mnie szukałeś?
-Zmyłeś się o wiele za szybko. Nawet jak na kogoś, kto nie lubi chodzić na lekcję. Więc, o co chodzi?
-O nic. Zostaw mnie na chwilę samego David.
-Nie. Wyraźnie widzę, że coś tu nie gra stary. Chodzi o tą Malcolm? Znowu ci się narzuca?
-Nie. To nie to. I tak byś nie zrozumiał.
-Skąd możesz to wiedzieć? Wolisz milczeć niż powiedzieć. Ok. Ja idę do reszty drużyny. Jeśli nie przyjdziesz do mnie za 10 minut sam po ciebie przyjdę.
Kroki dały znak dziewczynie, że może się bezpiecznie wychylić. Co jej w ogóle strzeliło do głowyby to zrobić. Musiała być szalona, że dała się namówić na to Tarze. Bo czy ryzyko się opłaca?
-Kto tam jest?!
O nie! Widocznie wiedział on, że ona tu była. Ale… Jakim cudem? Poprawiła okulary, które zsunęły się z jej nosa i wstała. Niepewnym krokiem zaczęła iść w jego stronę. Zdziwienie Josepha było ogromne. W życiu się tego nie spodziewał. Myślał, że śni. Co Celia Hills tu robiła? I to w dodatku w mundurku jego szkoły?! Miał w swojej głowie więcej pytań niż odpowiedzi.
-Cześć.
Jej głos był cichy i delikatny.
-Cześć. – odrzekł.
Nie umiał opisać swojej radości. To było jak spełnienie jednego z jego marzeń. Za to, co się teraz dzieje nie raz oddałby wszystko, co miał. Ta dziewczyna wywróciła jego świat do góry nogami i to dosłownie, zwłaszcza od wpadnięcia na siebie w parku.
-Co ty tu robisz?
Podniosła swoją głowę by móc mu spojrzeć prosto w oczy.
-Ja…Ja… Musze z tobą o czymś porozmawiać.
-Słucham, więc.
Dało się zauważyć, że dziewczyna się denerwuje. Jej policzki nabierały rumieńców, na co chłopak uśmiechnął się. Był aż za nadto ciekaw, co ona może mu powiedzieć.
-Tutaj się schowałeś Joe.
-Cześć David. Po co mnie szukałeś?
-Zmyłeś się o wiele za szybko. Nawet jak na kogoś, kto nie lubi chodzić na lekcję. Więc, o co chodzi?
-O nic. Zostaw mnie na chwilę samego David.
-Nie. Wyraźnie widzę, że coś tu nie gra stary. Chodzi o tą Malcolm? Znowu ci się narzuca?
-Nie. To nie to. I tak byś nie zrozumiał.
-Skąd możesz to wiedzieć? Wolisz milczeć niż powiedzieć. Ok. Ja idę do reszty drużyny. Jeśli nie przyjdziesz do mnie za 10 minut sam po ciebie przyjdę.
Kroki dały znak dziewczynie, że może się bezpiecznie wychylić. Co jej w ogóle strzeliło do głowyby to zrobić. Musiała być szalona, że dała się namówić na to Tarze. Bo czy ryzyko się opłaca?
-Kto tam jest?!
O nie! Widocznie wiedział on, że ona tu była. Ale… Jakim cudem? Poprawiła okulary, które zsunęły się z jej nosa i wstała. Niepewnym krokiem zaczęła iść w jego stronę. Zdziwienie Josepha było ogromne. W życiu się tego nie spodziewał. Myślał, że śni. Co Celia Hills tu robiła? I to w dodatku w mundurku jego szkoły?! Miał w swojej głowie więcej pytań niż odpowiedzi.
-Cześć.
Jej głos był cichy i delikatny.
-Cześć. – odrzekł.
Nie umiał opisać swojej radości. To było jak spełnienie jednego z jego marzeń. Za to, co się teraz dzieje nie raz oddałby wszystko, co miał. Ta dziewczyna wywróciła jego świat do góry nogami i to dosłownie, zwłaszcza od wpadnięcia na siebie w parku.
-Co ty tu robisz?
Podniosła swoją głowę by móc mu spojrzeć prosto w oczy.
-Ja…Ja… Musze z tobą o czymś porozmawiać.
-Słucham, więc.
Dało się zauważyć, że dziewczyna się denerwuje. Jej policzki nabierały rumieńców, na co chłopak uśmiechnął się. Był aż za nadto ciekaw, co ona może mu powiedzieć.
-Nie, to nic ważnego.
Już chciała odejść gdyby chłopak nie chwycił jej ręki powstrzymując przed odejściem. Jedno jego spojrzenie wystarczyło by ona poczuła to dziwne uczucie smutku uderzającego w jej piersi. Dość długo wpatrywali się w sobie oczy a cały świat wokół nich zdawał się zniknąć.
-Celio...Ja...
-Nie. Przyszłam tu tylko by ci o czymś powiedzieć...
-Pozwól mi mówić, to, że tu przyszłaś coś znaczy...
-Joe to nie jest proste, dziś się wszystko wyjaśniło ja...
Wcinali się sobie nawzajem próbując dojść całkowicie do głosu. W końcu grafitowłosa nie wytrzymała i krzyknęła to co czuła od dłuższego czasu.
-Kocham cię! Ja po prostu zakochałam się w tobie.
Joe nie umiał powstrzymać głupiego uśmiechu który wkradł się na jego usta. Nie spodziewał się takiej deklaracji. Zwłaszcza nie w takiej sytuacji.
Już chciała odejść gdyby chłopak nie chwycił jej ręki powstrzymując przed odejściem. Jedno jego spojrzenie wystarczyło by ona poczuła to dziwne uczucie smutku uderzającego w jej piersi. Dość długo wpatrywali się w sobie oczy a cały świat wokół nich zdawał się zniknąć.
-Celio...Ja...
-Nie. Przyszłam tu tylko by ci o czymś powiedzieć...
-Pozwól mi mówić, to, że tu przyszłaś coś znaczy...
-Joe to nie jest proste, dziś się wszystko wyjaśniło ja...
Wcinali się sobie nawzajem próbując dojść całkowicie do głosu. W końcu grafitowłosa nie wytrzymała i krzyknęła to co czuła od dłuższego czasu.
-Kocham cię! Ja po prostu zakochałam się w tobie.
Joe nie umiał powstrzymać głupiego uśmiechu który wkradł się na jego usta. Nie spodziewał się takiej deklaracji. Zwłaszcza nie w takiej sytuacji.
-Celio...Ja.
-Nic nie mów. Do tej pory byłam zmuszona by być jak najdalej od ciebie. Jednak teraz to zniknęło i mogłam tu przyjść by ci to powiedzieć.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę słysząc to z twych ust.
Ona spuściła wzrok patrząc na swoje buty. Wówczas on położył swoje dłonie na jej ramionach. Jak na komendę podniosła głowę i ich wzrok się skrzyżował. Powoli nachylił się i zbliżał swe usta ku jej ustom. Może wszystko by się udało gdyby nie czyjeś kroki.
-O nie! Muszę już iść. Nikt nie może mnie tu zobaczyć.
Dosłownie była cała czerwona. Była dla chłopaka dość interesującą istotką.
-Umówisz się ze mną na randkę?
-Tak.
-W takim razie spotkajmy się w tą sobotę o 10:00 w Cafe Inazuma.
-Dobrze. Do zobaczenia. - już miała iść, lecz szybko zawróciła i cmoknęła go w policzek na pożegnanie.
Joseph stał jak skamieniały gdy przyszedł do niego David.
-Joe? Joe! Tym razem idziesz ze mną i się nawet nie opieraj bo...
-Już idę.
Ruszył do przodu jednak teraz jego twarz zdobiła radość co zdziwiło jego kolegę. Co się mu tak nagle stało? Ruszył za przyjacielem który szybkim krokiem opuścił boisko.
Gdy się wydawało, że boisko było puste nikt się nie spodziewał, że na samej górze siedziała jedna dziewczyna która lubiła tu myśleć w samotności. Zwłaszcza jeśli przesiadywała tu sympatia jej przyjaciółki.
-Nic nie mów. Do tej pory byłam zmuszona by być jak najdalej od ciebie. Jednak teraz to zniknęło i mogłam tu przyjść by ci to powiedzieć.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę słysząc to z twych ust.
Ona spuściła wzrok patrząc na swoje buty. Wówczas on położył swoje dłonie na jej ramionach. Jak na komendę podniosła głowę i ich wzrok się skrzyżował. Powoli nachylił się i zbliżał swe usta ku jej ustom. Może wszystko by się udało gdyby nie czyjeś kroki.
-O nie! Muszę już iść. Nikt nie może mnie tu zobaczyć.
Dosłownie była cała czerwona. Była dla chłopaka dość interesującą istotką.
-Umówisz się ze mną na randkę?
-Tak.
-W takim razie spotkajmy się w tą sobotę o 10:00 w Cafe Inazuma.
-Dobrze. Do zobaczenia. - już miała iść, lecz szybko zawróciła i cmoknęła go w policzek na pożegnanie.
Joseph stał jak skamieniały gdy przyszedł do niego David.
-Joe? Joe! Tym razem idziesz ze mną i się nawet nie opieraj bo...
-Już idę.
Ruszył do przodu jednak teraz jego twarz zdobiła radość co zdziwiło jego kolegę. Co się mu tak nagle stało? Ruszył za przyjacielem który szybkim krokiem opuścił boisko.
Gdy się wydawało, że boisko było puste nikt się nie spodziewał, że na samej górze siedziała jedna dziewczyna która lubiła tu myśleć w samotności. Zwłaszcza jeśli przesiadywała tu sympatia jej przyjaciółki.
-To prawda Joe. Randka to świetny pomysł. Może się na nią wproszę. - rzekła do siebie Esme śmiejąc się złośliwie.
*********************************************************************************
Dziś tradycji stało się zadość i pojawiła się nowa notka. Od dziś wracając one regularnie co tydzień. Mam nadzieję, że was to uszczęśliwi :) Zapraszam już za tydzień na kolejną porcję przygód :D
*********************************************************************************
Dziś tradycji stało się zadość i pojawiła się nowa notka. Od dziś wracając one regularnie co tydzień. Mam nadzieję, że was to uszczęśliwi :) Zapraszam już za tydzień na kolejną porcję przygód :D
sobota, 27 stycznia 2018
25. Niespodziewany gość
Ohayo :D
Jak widać, staram się pod na początku nowego roku odpokutowywać stare błędy i obiecuje nie popełniać ich w przyszłym roku :)
Jak widać, staram się pod na początku nowego roku odpokutowywać stare błędy i obiecuje nie popełniać ich w przyszłym roku :)
Od teraz wracam już regularnie :)
Mam nadzieję, że notka wam się spodoba gdyż akcja zaczyna się powoli w życiu bohaterów robić coraz bardziej gorąca :D
Mam nadzieję, że notka wam się spodoba gdyż akcja zaczyna się powoli w życiu bohaterów robić coraz bardziej gorąca :D
*******************************************************************************************
-Gotowi… Start!
Brunetka usłyszawszy komendę ruszyła prze siebie. Nie przeszkadzało jej to, że pogoda może nie była do końca ładna. To tylko kolejna zbędna przeszkoda do pokonania by móc się cieszyć z tego co się lubi. Właśnie w tej chwili jej klub miał swoje zajęcia z biegu na 200 m. Dość łatwe dla osób lubiących trochę wysiłku. Przy okazji można jeszcze poprawić swoje czasówki bądź odpuścić nie widząc już potrzebnych sił. Takie osoby nie powinny wtedy brać takie klubu na poważnie blokując miejsce wielu innym uzdolnionym którzy nie mogą przyjść z powodu zbyt dużej liczby zawodników. Tak jest dokładnie w każdej dziedzinie. Może podejście Danieli do sportu było dość filozoficzne, lecz cóż… Co na to poradzić, że jeszcze w Polsce bardzo często bawiła się w psychologa Marzeny. Ta dziewczyna miała o wiele więcej problemów z samą sobą niż Daniela, Daniel i Paweł razem wzięci. Nie wiedziała czemu w biegu do myśli przyszedł jej właśnie on. Nie widziała przecież go już tyle czasu. A on siedział gdzieś za granicą robiąc nie wiadomo co. Jedno było pewne… Nie darowała by mu gdyby o zapomniał o nich, o niej. Jednak teraz musi się skupić na tym co robi. Nie Paweł powinien być jej w głowie tylko… meta! Jeszcze tylko kilka kroków i … koniec. Udało się. Znowu była pierwsza.
-Dobrze grupo! Przebiegniecie ten dystans jeszcze raz i jesteście wolni. Zrozumiane?
-Tak jest trenerze!
Ponownie ustawili się w pozycjach startowych po krótkiej chwili odpoczynku. Zabrzmiał gwizdek i… start!
Musiała dać z siebie wszystko. Nie chciała dać się pokonać nikomu. Chciała udowodniać za każdym razem chłopakom z grupy, że nie jest tu przez przypadek. Zwłaszcza, że bez przerwy przygląda jej się pewna inna dziewczyna Miles. Były jedyne a ta traktowała Danielę jak wroga. Gdy byli już w połowie trasy oko brunetki zahaczyło o pewnego chłopaka stojącego na uboczu. Co on tu robił? Nie kojarzyło go jednak dość łatwo było zgadnąć, że był obcokrajowcem przez jego blond włosy. Ale… Skąd w niej te dziwne uczucie. Na moment zwolniła co dało okazję do wyprzedzenia jej przez Miles. Co to to nie! Brunetka szybko wzięła się w garść. Próbowała dogonić koleżankę jednak ta na ostatku ta wyprzedziła ją o… 1 s !
-Niech to. – szepnęła do siebie, oddychając ciężko, czując, że niepotrzebnie zużyła tyle siły jak to właśnie zrobiła. Złapała się za kolana próbując ustabilizować oddech i wymazać z pamięci jej chytry uśmieszek.
-Tak jak wam obiecałem, na dzisiaj już koniec. Następny trening jak zwykle tego samego dnia o tej samej porze.
Truchtem pobiegli w stronę szatni. Nastolatce udało się jeszcze podejrzeć jak tajemniczy blondyn podchodzi do ich trenera i o czymś z nim rozmawia.
Brunetka usłyszawszy komendę ruszyła prze siebie. Nie przeszkadzało jej to, że pogoda może nie była do końca ładna. To tylko kolejna zbędna przeszkoda do pokonania by móc się cieszyć z tego co się lubi. Właśnie w tej chwili jej klub miał swoje zajęcia z biegu na 200 m. Dość łatwe dla osób lubiących trochę wysiłku. Przy okazji można jeszcze poprawić swoje czasówki bądź odpuścić nie widząc już potrzebnych sił. Takie osoby nie powinny wtedy brać takie klubu na poważnie blokując miejsce wielu innym uzdolnionym którzy nie mogą przyjść z powodu zbyt dużej liczby zawodników. Tak jest dokładnie w każdej dziedzinie. Może podejście Danieli do sportu było dość filozoficzne, lecz cóż… Co na to poradzić, że jeszcze w Polsce bardzo często bawiła się w psychologa Marzeny. Ta dziewczyna miała o wiele więcej problemów z samą sobą niż Daniela, Daniel i Paweł razem wzięci. Nie wiedziała czemu w biegu do myśli przyszedł jej właśnie on. Nie widziała przecież go już tyle czasu. A on siedział gdzieś za granicą robiąc nie wiadomo co. Jedno było pewne… Nie darowała by mu gdyby o zapomniał o nich, o niej. Jednak teraz musi się skupić na tym co robi. Nie Paweł powinien być jej w głowie tylko… meta! Jeszcze tylko kilka kroków i … koniec. Udało się. Znowu była pierwsza.
-Dobrze grupo! Przebiegniecie ten dystans jeszcze raz i jesteście wolni. Zrozumiane?
-Tak jest trenerze!
Ponownie ustawili się w pozycjach startowych po krótkiej chwili odpoczynku. Zabrzmiał gwizdek i… start!
Musiała dać z siebie wszystko. Nie chciała dać się pokonać nikomu. Chciała udowodniać za każdym razem chłopakom z grupy, że nie jest tu przez przypadek. Zwłaszcza, że bez przerwy przygląda jej się pewna inna dziewczyna Miles. Były jedyne a ta traktowała Danielę jak wroga. Gdy byli już w połowie trasy oko brunetki zahaczyło o pewnego chłopaka stojącego na uboczu. Co on tu robił? Nie kojarzyło go jednak dość łatwo było zgadnąć, że był obcokrajowcem przez jego blond włosy. Ale… Skąd w niej te dziwne uczucie. Na moment zwolniła co dało okazję do wyprzedzenia jej przez Miles. Co to to nie! Brunetka szybko wzięła się w garść. Próbowała dogonić koleżankę jednak ta na ostatku ta wyprzedziła ją o… 1 s !
-Niech to. – szepnęła do siebie, oddychając ciężko, czując, że niepotrzebnie zużyła tyle siły jak to właśnie zrobiła. Złapała się za kolana próbując ustabilizować oddech i wymazać z pamięci jej chytry uśmieszek.
-Tak jak wam obiecałem, na dzisiaj już koniec. Następny trening jak zwykle tego samego dnia o tej samej porze.
Truchtem pobiegli w stronę szatni. Nastolatce udało się jeszcze podejrzeć jak tajemniczy blondyn podchodzi do ich trenera i o czymś z nim rozmawia.
Pół godziny później…
Po szybkim prysznicu i przebraniu się
w zwykłe ciuchy Daniela opuściła teren szkoły. Była złą na
samą siebie, że dała się tak łatwo pokonać. Jakimś dziwnym
zrządzeniem losu przy bramie wpadła, na niego. Tajemniczego
chłopaka z boiska. Chciała go normalnie wyminąć, lecz ten
zastąpił jej drogę. Próbowała go jakoś wyminąć lecz ten tego
najwidoczniej nie chciał.
-Słuchaj koleś… Czego ode mnie chcesz?
-Nic się nie zmieniłaś Danielo.
-Hę? Skąd wiesz jak mam na imię.
Ewidentnie ją zaskoczył lecz chyba tym razem to było w złym znaczeniu. No bo biorąc to na zdrowy rozsądek. Jakiś obcy chłopak cię zaczepia, nigdy go na oczy nie widziałaś , ten zna twoje imię, coś tu jest nie teges. Brunetka zaczęła się go lekko obawiać bo tylko jedna rzecz w takiej chwili przychodzi do głowy. Zboczeniec?!
-Nie pamiętasz? – spytał uśmiechając się tajemniczo.
Ona przypatrywała się mu uważnie; gotowa w każdej chwili do ucieczki; jednak nic nie przychodziło jej do głowy.
-Nie. W życiu cię nie widziałam. Odejdź ode mnie zboczeńcu, albo zacznę krzyczeć.
-Zboczeniec? Błagam cię Dani… Stać cię na coś lepszego.
On znał polski? Okej to było.. zaskakujące, ale zaraz… chwileczkę.
-Jak mnie nazwałeś?
-No zlituj ty się Dani… Czy ja ci wyglądam na zboczeńca?
Dani… Tylko jedna osoba się tak do niej zwracała. I jeszcze język polski…
-Paweł?!
-Tak.
Podszedł do niej i bez żadnego pytania czy pozwolenia objął ją. Ona jednak nie odskoczyła. Nie mogła w to uwierzyć. To wydawało się być wręcz nierealne.
-Pi…
-Błagam cię… nie nazywaj mnie tak.
Uśmiech sam jej wyskoczył a z ust wydostał się śmiech.
-Jeśli jesteś moim Pi, to na pewno nadal to masz.
Nastolatek sięgnął pod płaszcz wyjmując srebrny łańcuszek który nosił na szyi. Jak mogła się spodziewać widniał na nim symbol matematyczny pi.
-Nadal go nosisz?
-W końcu przecież to ty mi go dałaś. Zawsze jak na niego patrzyłem przypominało mi się nasze rozstanie.
Danielę obudził jej telefon.
-Haloo?
-Daniela... ty jeszcze śpisz?!
-Ciebie tez miło słyszeć Karolina.
Karolina była sąsiadką Pawła a także ich starszą koleżanka która obecnie chodziła do liceum. Dość często także pomagała Danieli z angielskim. Językiem który sprawiał jej trudność.
-Czemu jesteś taka spokojna skoro ten idiota wyjeżdża?!
-Karolina...powoli...Chwila! Kogo masz na myśli?!
Zdenerwowanie dziewczyny wręcz natychmiast ją całkowicie wybudziło.
-Jak to kogo? Pawła! Przecież dzisiaj wyjeżdża do Stanów.
Na ta niespodziewaną wiadomość wprost zesztywniała a komórka wypadła jej z ręki.
-Daniela! Daniela?! Jesteś tam?!
-Tak jestem. - podniosła telefon z ziemi. - Jesteś tego pewna?
-Tak. Wczoraj przyszedł do mojego domu by się pożegnać ze mną a przy okazji także z Dawidem. Tylko mi nie mów, że nic o tym nie wiedziałaś?
-Nie. Karolina... Wiesz o której ma on może lot?
-Jeśli się nie mylę jego samolot startuje o 9:00. Mam jeszcze dwie godziny. Może uda ci się go jeszcze złapać. Powodzenia.
Daniela nie czekała dłużej. Szybko się ogarnęła i po kilku minutach nakładała buty.
-Dokąd idziesz Daniela?
-Muszę coś bardzo szybko załatwić. Niedługo wrócę mamo.
-Daniela? - Sue była zaskoczona tym jej nagłym wyjściem.
Jednak brunetka nie miała teraz czasu by wyjaśniać wszystko swojej mamie. Musi zdążyć zanim Paweł opuści Polskę. Była zła na niego, że nic jej nie powiedział. Właściwie czemu o niczym jej nie wspomniał a wszyscy wokół zdawali się to wiedzieć. Czuła się oszukana. Biegła prze siebie nie patrząc na światła ani inne przeszkody. Wiedziała gdzie chłopak mieszka i najpierw tam postanowiła się udać. Gdy właśnie wbiegła do parku, zobaczyła go. Szedł wolno akurat w jej stronę. -Daniela... Co ty tu robisz?
-Co...ja..tu...robię? - spytała sarkastycznie ciężko oddychając po dośc długim maratonie. - Co...ty...wyprawiasz...? Czemu nic... mi nie powiedziałeś...o tym... że wyjeżdżasz?!
-Skąd o tym wiesz?
-Karolina do mnie zadzwoniła i mi o wszystkim powiedziała. Przybiegłam tak szybko jak tylko mogłam.
-Przepraszam cię... Ale jakoś nie mogłem ci powiedziec o swoim wyjeździe. -I myślałeś, że wszystkiego dowiem się gdy ty będziesz na drugim kontynencie?
-Nie... Przepraszam, ale... nie umiem tego wytłumaczyć?
-Na długo wyjeżdżasz?
-Nie wiem. Ale obiecuje, że wrócę. Więc nie płacz.
-Wcale nie płaczę. Wydaje ci się. -Przestań w końcu zgrywać twardą. Widzę twoje zaszklone oczy. Chodź tu do mnie. - przyciągnął ją do siebie i otulił swoim ramieniem.
-Płacz głupia. Nie chowaj swoich emocji wewnątrz.
-Ty głupku! Chciałeś wyjechać bez słowa! Wszyscy dookoła wiedzieli tylko nie ja. Wiesz jak się teraz czuję?! Jak jakaś kretynka!
-Wiem. Przepraszam cię najmocniej.
Jeszcze chwilę tak stali aż dziewczyna wypłakała wszystkie łzy.
-Już ci lepiej?
-Tak dzięki. Czy nie sądzisz, że to ironia losu.
-O czym ty mówisz?
-Nie pamiętasz? To w tym parku spotkaliśmy się po raz pierwszy.
-Pamiętam. Miałaś zaledwie cztery lata a ja pięć. Uczyłem się jeździć na rowerze a ty prawie wpadłaś mi pod koła rowera.
Brunetka zaśmiała się ze swojego własnego czynu.
-Nawet nie wiem jak to się stało. Ale cieszę się, bo gdyby nie to, może byśmy się nigdy nie poznali.-Ja też. Powiedz mi... Odprowadzisz mnie na lotnisko?-Tak.
Szli w milczeniu. Jakby każde z nich czekało aż to drugie odezwie się i skończy rozmowę. Gdy weszli do głównej hali niespodziewanie podbiegła do nich pani Janowska.
-Paweł... Dlaczego nie odbierasz telefonu. Coś się pozmieniało i nasz samolot odlatuje za dziesięć minut. Musimy się pospieszyć.
-Dobrze mamo. Za chwilę do was dołączę. Możecie już iść.
Widać było, że kobieta była dodatkowo zdenerwowana tym, że jej syn karze jej jeszcze na niego czekać. Lecz odeszła w kierunku swojego męża.
-Więc... - zaczął mówić chłopak.
-Więc... - chciała rozpocząć dziewczyna.
Zaśmiali się smutno i spojrzeli na siebie.
-Będę tęsknić za twoimi żartami, marudzenie i za wszystkim innym Pi.
-Czy ja się przesłyszałem...?
-Masz racje. Przesłyszałeś się. - sarkazm nawet dobrze jej wyszedł.
Dodatkowo także pokazała mu kawałek języka dla żartu a on po raz ostatni żartobliwie poczochrał jej włosy.
-Mam nadzieję, że będzie pisał? Bez ciebie życie w szkole już nie będzie takie same.
-Będę, głupiutka Dani. Nie pozwolę byś o mnie zapomniała.
-Ej!
Chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz przerwała mu jego mama.
-Paweł!
-Już idę mamo.
-Zaczekaj jeszcze chwilę Paweł... Miałam ci to dać za kilka dni na twoje urodziny, ale... jak widzę jestem zmuszona dać ci to teraz.
-Co to jest? - spytał przyjmując tajemnicza paczuszkę.
-Zobaczysz jak go otworzysz. Zrób to w dniu swoich urodzin. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Mój szalony matematyku.
-Paweł!
-Już idę.
-Więc... to już czas ostatecznego pożegnania?
-Żegnaj Dani.
-Żegnaj Pi.
Po raz ostatni obdarzył ją swoim uśmiechem i odszedł w kierunku swoich rodziców.
-Słuchaj koleś… Czego ode mnie chcesz?
-Nic się nie zmieniłaś Danielo.
-Hę? Skąd wiesz jak mam na imię.
Ewidentnie ją zaskoczył lecz chyba tym razem to było w złym znaczeniu. No bo biorąc to na zdrowy rozsądek. Jakiś obcy chłopak cię zaczepia, nigdy go na oczy nie widziałaś , ten zna twoje imię, coś tu jest nie teges. Brunetka zaczęła się go lekko obawiać bo tylko jedna rzecz w takiej chwili przychodzi do głowy. Zboczeniec?!
-Nie pamiętasz? – spytał uśmiechając się tajemniczo.
Ona przypatrywała się mu uważnie; gotowa w każdej chwili do ucieczki; jednak nic nie przychodziło jej do głowy.
-Nie. W życiu cię nie widziałam. Odejdź ode mnie zboczeńcu, albo zacznę krzyczeć.
-Zboczeniec? Błagam cię Dani… Stać cię na coś lepszego.
On znał polski? Okej to było.. zaskakujące, ale zaraz… chwileczkę.
-Jak mnie nazwałeś?
-No zlituj ty się Dani… Czy ja ci wyglądam na zboczeńca?
Dani… Tylko jedna osoba się tak do niej zwracała. I jeszcze język polski…
-Paweł?!
-Tak.
Podszedł do niej i bez żadnego pytania czy pozwolenia objął ją. Ona jednak nie odskoczyła. Nie mogła w to uwierzyć. To wydawało się być wręcz nierealne.
-Pi…
-Błagam cię… nie nazywaj mnie tak.
Uśmiech sam jej wyskoczył a z ust wydostał się śmiech.
-Jeśli jesteś moim Pi, to na pewno nadal to masz.
Nastolatek sięgnął pod płaszcz wyjmując srebrny łańcuszek który nosił na szyi. Jak mogła się spodziewać widniał na nim symbol matematyczny pi.
-Nadal go nosisz?
-W końcu przecież to ty mi go dałaś. Zawsze jak na niego patrzyłem przypominało mi się nasze rozstanie.
* wspomnienie *
-Haloo?
-Daniela... ty jeszcze śpisz?!
-Ciebie tez miło słyszeć Karolina.
Karolina była sąsiadką Pawła a także ich starszą koleżanka która obecnie chodziła do liceum. Dość często także pomagała Danieli z angielskim. Językiem który sprawiał jej trudność.
-Czemu jesteś taka spokojna skoro ten idiota wyjeżdża?!
-Karolina...powoli...Chwila! Kogo masz na myśli?!
Zdenerwowanie dziewczyny wręcz natychmiast ją całkowicie wybudziło.
-Jak to kogo? Pawła! Przecież dzisiaj wyjeżdża do Stanów.
Na ta niespodziewaną wiadomość wprost zesztywniała a komórka wypadła jej z ręki.
-Daniela! Daniela?! Jesteś tam?!
-Tak jestem. - podniosła telefon z ziemi. - Jesteś tego pewna?
-Tak. Wczoraj przyszedł do mojego domu by się pożegnać ze mną a przy okazji także z Dawidem. Tylko mi nie mów, że nic o tym nie wiedziałaś?
-Nie. Karolina... Wiesz o której ma on może lot?
-Jeśli się nie mylę jego samolot startuje o 9:00. Mam jeszcze dwie godziny. Może uda ci się go jeszcze złapać. Powodzenia.
Daniela nie czekała dłużej. Szybko się ogarnęła i po kilku minutach nakładała buty.
-Dokąd idziesz Daniela?
-Muszę coś bardzo szybko załatwić. Niedługo wrócę mamo.
-Daniela? - Sue była zaskoczona tym jej nagłym wyjściem.
Jednak brunetka nie miała teraz czasu by wyjaśniać wszystko swojej mamie. Musi zdążyć zanim Paweł opuści Polskę. Była zła na niego, że nic jej nie powiedział. Właściwie czemu o niczym jej nie wspomniał a wszyscy wokół zdawali się to wiedzieć. Czuła się oszukana. Biegła prze siebie nie patrząc na światła ani inne przeszkody. Wiedziała gdzie chłopak mieszka i najpierw tam postanowiła się udać. Gdy właśnie wbiegła do parku, zobaczyła go. Szedł wolno akurat w jej stronę. -Daniela... Co ty tu robisz?
-Co...ja..tu...robię? - spytała sarkastycznie ciężko oddychając po dośc długim maratonie. - Co...ty...wyprawiasz...? Czemu nic... mi nie powiedziałeś...o tym... że wyjeżdżasz?!
-Skąd o tym wiesz?
-Karolina do mnie zadzwoniła i mi o wszystkim powiedziała. Przybiegłam tak szybko jak tylko mogłam.
-Przepraszam cię... Ale jakoś nie mogłem ci powiedziec o swoim wyjeździe. -I myślałeś, że wszystkiego dowiem się gdy ty będziesz na drugim kontynencie?
-Nie... Przepraszam, ale... nie umiem tego wytłumaczyć?
-Na długo wyjeżdżasz?
-Nie wiem. Ale obiecuje, że wrócę. Więc nie płacz.
-Wcale nie płaczę. Wydaje ci się. -Przestań w końcu zgrywać twardą. Widzę twoje zaszklone oczy. Chodź tu do mnie. - przyciągnął ją do siebie i otulił swoim ramieniem.
-Płacz głupia. Nie chowaj swoich emocji wewnątrz.
-Ty głupku! Chciałeś wyjechać bez słowa! Wszyscy dookoła wiedzieli tylko nie ja. Wiesz jak się teraz czuję?! Jak jakaś kretynka!
-Wiem. Przepraszam cię najmocniej.
Jeszcze chwilę tak stali aż dziewczyna wypłakała wszystkie łzy.
-Już ci lepiej?
-Tak dzięki. Czy nie sądzisz, że to ironia losu.
-O czym ty mówisz?
-Nie pamiętasz? To w tym parku spotkaliśmy się po raz pierwszy.
-Pamiętam. Miałaś zaledwie cztery lata a ja pięć. Uczyłem się jeździć na rowerze a ty prawie wpadłaś mi pod koła rowera.
Brunetka zaśmiała się ze swojego własnego czynu.
-Nawet nie wiem jak to się stało. Ale cieszę się, bo gdyby nie to, może byśmy się nigdy nie poznali.-Ja też. Powiedz mi... Odprowadzisz mnie na lotnisko?-Tak.
Szli w milczeniu. Jakby każde z nich czekało aż to drugie odezwie się i skończy rozmowę. Gdy weszli do głównej hali niespodziewanie podbiegła do nich pani Janowska.
-Paweł... Dlaczego nie odbierasz telefonu. Coś się pozmieniało i nasz samolot odlatuje za dziesięć minut. Musimy się pospieszyć.
-Dobrze mamo. Za chwilę do was dołączę. Możecie już iść.
Widać było, że kobieta była dodatkowo zdenerwowana tym, że jej syn karze jej jeszcze na niego czekać. Lecz odeszła w kierunku swojego męża.
-Więc... - zaczął mówić chłopak.
-Więc... - chciała rozpocząć dziewczyna.
Zaśmiali się smutno i spojrzeli na siebie.
-Będę tęsknić za twoimi żartami, marudzenie i za wszystkim innym Pi.
-Czy ja się przesłyszałem...?
-Masz racje. Przesłyszałeś się. - sarkazm nawet dobrze jej wyszedł.
Dodatkowo także pokazała mu kawałek języka dla żartu a on po raz ostatni żartobliwie poczochrał jej włosy.
-Mam nadzieję, że będzie pisał? Bez ciebie życie w szkole już nie będzie takie same.
-Będę, głupiutka Dani. Nie pozwolę byś o mnie zapomniała.
-Ej!
Chciał jeszcze coś powiedzieć, lecz przerwała mu jego mama.
-Paweł!
-Już idę mamo.
-Zaczekaj jeszcze chwilę Paweł... Miałam ci to dać za kilka dni na twoje urodziny, ale... jak widzę jestem zmuszona dać ci to teraz.
-Co to jest? - spytał przyjmując tajemnicza paczuszkę.
-Zobaczysz jak go otworzysz. Zrób to w dniu swoich urodzin. Mam nadzieję, że ci się spodoba. Mój szalony matematyku.
-Paweł!
-Już idę.
-Więc... to już czas ostatecznego pożegnania?
-Żegnaj Dani.
-Żegnaj Pi.
Po raz ostatni obdarzył ją swoim uśmiechem i odszedł w kierunku swoich rodziców.
* koniec wspomnienia *
-Nie mogę w to uwierzyć.
Wpatrywała się w każdy szczegół jego twarzy przypominając sobie rysy starego przyjaciela. W życiu by nie pomyślała, że to jej Paweł.
-Lepiej uwierz w to Dani, bo od dziś Paweł Janowski stanie się znów częścią twego życia.
Brunetka była szczęśliwa. W życiu nie spodziewała się takiej niespodzianki. Myślała, że nic już jej nie zaskoczy.
-Dobrze cię znowu widzieć… Pi.
-Lepiej Olson nie prowokuj. – rzekł z chytrym uśmieszkiem.
Naprawdę wrócił. Jej Paweł. Jej przyjaciel… Tylko, że… jego gra aktorska jak zwykle była kiepska więc te uczucie groźby nie wpłynęło na nią w ogóle.
-A wracając do konkretów… Co ty tu właściwie robisz Paweł?
-Aktualnie stoję i z tobą rozmawiam.
-Pi….
-Dobra… Już ci mówię. Przybyłem tu dla ciebie.
Zmarszczyła brwi ze zdziwienia.
-Jak to?
-Bo widzisz… Pomimo tego, że przebywałem w USA kilka lat nadal nie potrafiłem się asymilować z moimi rówieśnikami. Było mi tam źle. Więc moi rodzice pozwoli mi wrócić do Polski bym zamieszkał z dziadkami. Chciałem cię odwiedzić i poinformować o tym, że wróciłem, lecz ciebie nie było. Twoja babcia powiedziała mi, że wyjechałaś i gdzie cię mogę znaleźć. Skorzystałem więc z stypendium które chciano mi przyznać gdy byłem w Stanach i … oto jestem. Stary dobry ja.
-Czy stary to bym nie powiedziała… Gdy się żegnaliśmy byłeś brunetem, a teraz jesteś blondynem.
-Wróciłem do naturalnego koloru.
-Po co w ogóle użyłeś wtedy tej farby?
-Ja… Nie powiem ci. To moja tajemnica po grób.
-No powiedz mi… Nie bądź taki.
-Nie. Nie. I jeszcze raz nie. Nigdy w życiu. Ta tajemnicę zabiorę do grobu.
-Jak sobie chcesz…A tak nawiasem mówiąc, to gdzie będziesz mieszkać?
Uśmiechnął się tajemniczo i odpowiedział:
-Twoja mam ci nic nie mówiła, racja?
-Moja mama? A co ona ma z tym… Nie mów mi, że ona o tym wiedziała.
Przytaknął twierdząco głową.
-No nie! Dlaczego nic mi nie powiedziała, przecież…
-Bo ja ją o to prosiłem. Chciałem ci zrobić niespodziankę i chyba się udało.
-Aż za nadto. Więc, wracając do mojego pytania…
-No… Bo widzisz… Od dzisiaj będziemy bliskimi sąsiadami.
-Jak bardzo bliskimi?
-Dosłownie, pod jednym dachem… współlokatorko.
Teraz to już całkowicie zamurowało dziewczynę.
-Daniela? Daniela? Dani… Wszystko dobrze?
Jednak ta bez wahania wyciągnęła komórkę by gdzieś zadzwonić.
-Cześć mamo… Tak już wracam… Słuchaj, mam dla ciebie niespodziankę. Właśnie przede mną stoi Paweł. Tak, ten sam. Co ty, naprawdę? Ciebie też zaskoczył? A to niespodzianka.
Na sam głos jej sarkazmu chłopak wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
-Mamo… Nie ściemniaj, wiem o wszystkim. Pytanie tylko czy tata wie.
-Wiedzieć wie. Tylko czy o tym pamięta jak mu to mówiłam to inna sprawa. – dało się słyszeć głos pani Olson z słuchawki.
-W takim razie… - schowała telefon do torby. – Chodźmy na kolację… Pi.
-Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj.
Ona wybuchła śmiechem i pobiegła przed siebie. Chłopakowi nie pozostało nic innego jak tylko biec za nią. Jak za starych dobrych czasów z Polski. Biegli tak kilka ulic aż trafili na właściwe osiedle. Ciężko już oddychali, ale czuli, że warto było.
-Nic się nie zmieniłaś jeśli chodzi o bieganie. Lecz jak tam ... Wiesz co?
Wiedziała o co mu chodzi. Jednak nie chciała z nim na ten temat o tym rozmawiać. Zwłaszcza, że nie wiedział jak bardzo ta jej fobia się rozwinęła o jeszcze jeden wypadek sprzed roku. Nikt o nim nie wiedział i ma tak być. Jedyną osobą która o tym wie jest ona sama.
Wpatrywała się w każdy szczegół jego twarzy przypominając sobie rysy starego przyjaciela. W życiu by nie pomyślała, że to jej Paweł.
-Lepiej uwierz w to Dani, bo od dziś Paweł Janowski stanie się znów częścią twego życia.
Brunetka była szczęśliwa. W życiu nie spodziewała się takiej niespodzianki. Myślała, że nic już jej nie zaskoczy.
-Dobrze cię znowu widzieć… Pi.
-Lepiej Olson nie prowokuj. – rzekł z chytrym uśmieszkiem.
Naprawdę wrócił. Jej Paweł. Jej przyjaciel… Tylko, że… jego gra aktorska jak zwykle była kiepska więc te uczucie groźby nie wpłynęło na nią w ogóle.
-A wracając do konkretów… Co ty tu właściwie robisz Paweł?
-Aktualnie stoję i z tobą rozmawiam.
-Pi….
-Dobra… Już ci mówię. Przybyłem tu dla ciebie.
Zmarszczyła brwi ze zdziwienia.
-Jak to?
-Bo widzisz… Pomimo tego, że przebywałem w USA kilka lat nadal nie potrafiłem się asymilować z moimi rówieśnikami. Było mi tam źle. Więc moi rodzice pozwoli mi wrócić do Polski bym zamieszkał z dziadkami. Chciałem cię odwiedzić i poinformować o tym, że wróciłem, lecz ciebie nie było. Twoja babcia powiedziała mi, że wyjechałaś i gdzie cię mogę znaleźć. Skorzystałem więc z stypendium które chciano mi przyznać gdy byłem w Stanach i … oto jestem. Stary dobry ja.
-Czy stary to bym nie powiedziała… Gdy się żegnaliśmy byłeś brunetem, a teraz jesteś blondynem.
-Wróciłem do naturalnego koloru.
-Po co w ogóle użyłeś wtedy tej farby?
-Ja… Nie powiem ci. To moja tajemnica po grób.
-No powiedz mi… Nie bądź taki.
-Nie. Nie. I jeszcze raz nie. Nigdy w życiu. Ta tajemnicę zabiorę do grobu.
-Jak sobie chcesz…A tak nawiasem mówiąc, to gdzie będziesz mieszkać?
Uśmiechnął się tajemniczo i odpowiedział:
-Twoja mam ci nic nie mówiła, racja?
-Moja mama? A co ona ma z tym… Nie mów mi, że ona o tym wiedziała.
Przytaknął twierdząco głową.
-No nie! Dlaczego nic mi nie powiedziała, przecież…
-Bo ja ją o to prosiłem. Chciałem ci zrobić niespodziankę i chyba się udało.
-Aż za nadto. Więc, wracając do mojego pytania…
-No… Bo widzisz… Od dzisiaj będziemy bliskimi sąsiadami.
-Jak bardzo bliskimi?
-Dosłownie, pod jednym dachem… współlokatorko.
Teraz to już całkowicie zamurowało dziewczynę.
-Daniela? Daniela? Dani… Wszystko dobrze?
Jednak ta bez wahania wyciągnęła komórkę by gdzieś zadzwonić.
-Cześć mamo… Tak już wracam… Słuchaj, mam dla ciebie niespodziankę. Właśnie przede mną stoi Paweł. Tak, ten sam. Co ty, naprawdę? Ciebie też zaskoczył? A to niespodzianka.
Na sam głos jej sarkazmu chłopak wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
-Mamo… Nie ściemniaj, wiem o wszystkim. Pytanie tylko czy tata wie.
-Wiedzieć wie. Tylko czy o tym pamięta jak mu to mówiłam to inna sprawa. – dało się słyszeć głos pani Olson z słuchawki.
-W takim razie… - schowała telefon do torby. – Chodźmy na kolację… Pi.
-Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj.
Ona wybuchła śmiechem i pobiegła przed siebie. Chłopakowi nie pozostało nic innego jak tylko biec za nią. Jak za starych dobrych czasów z Polski. Biegli tak kilka ulic aż trafili na właściwe osiedle. Ciężko już oddychali, ale czuli, że warto było.
-Nic się nie zmieniłaś jeśli chodzi o bieganie. Lecz jak tam ... Wiesz co?
Wiedziała o co mu chodzi. Jednak nie chciała z nim na ten temat o tym rozmawiać. Zwłaszcza, że nie wiedział jak bardzo ta jej fobia się rozwinęła o jeszcze jeden wypadek sprzed roku. Nikt o nim nie wiedział i ma tak być. Jedyną osobą która o tym wie jest ona sama.
-Lepiej już chodźmy do środka. Przecież jutro jest normalnie szkoła. A właśnie... Do jakiej klasy będziesz chodził?
-No... może mi nie uwierzysz, ale mam takie znakomite szczęście, że będziesz musiała jeszcze mnie znosić w szkolnej sali.
-Twój sarkazm nic się nie zmienił.
-Taki już mój urok.
Zaśmiała się perlistym śmiechem patrząc na niego takim wzrokiem jakby miał się zaraz rozpłynąć.
Wszystko wydawało się mieć szczęśliwy tok, lecz na jak długo? Gdy doszli pod blok zaskoczył ją widok Axela.
-No... może mi nie uwierzysz, ale mam takie znakomite szczęście, że będziesz musiała jeszcze mnie znosić w szkolnej sali.
-Twój sarkazm nic się nie zmienił.
-Taki już mój urok.
Zaśmiała się perlistym śmiechem patrząc na niego takim wzrokiem jakby miał się zaraz rozpłynąć.
Wszystko wydawało się mieć szczęśliwy tok, lecz na jak długo? Gdy doszli pod blok zaskoczył ją widok Axela.
-Cześć Axel. Co ty tu robisz?
-Właśnie szedłem na trening… Powiedz Daniela? Co to za gość który jest z tobą?
-Cześć! Jestem Paweł Janowski… Najlepszy przyjaciel Danieli a teraz także jej współlokator, mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
Jak zwykle blondyn był aż za nadto bezpośredni. Brunetka myślała, że go chyba strzeli.
-Miło cię poznać Paweł. Jestem Axel Blaze. Wasz… sąsiad.
Daniela widziała już, że chłopakowi nie spodobał się jej przyjaciel. Jednak co mogła go dziwić. Tylko ci którzy na prawdę poznają Pawła zobaczą w nim fajnego kumpla.
-A teraz was przepraszam, ale się spóźnię.
-Nie no, leć. Powodzenia.
Ognistego napastnika już nie było. Z trudem dziewczyna powlekła się do windy dając chłopakowi coś do namysłu.
-Właśnie szedłem na trening… Powiedz Daniela? Co to za gość który jest z tobą?
-Cześć! Jestem Paweł Janowski… Najlepszy przyjaciel Danieli a teraz także jej współlokator, mam nadzieję, że się zaprzyjaźnimy.
Jak zwykle blondyn był aż za nadto bezpośredni. Brunetka myślała, że go chyba strzeli.
-Miło cię poznać Paweł. Jestem Axel Blaze. Wasz… sąsiad.
Daniela widziała już, że chłopakowi nie spodobał się jej przyjaciel. Jednak co mogła go dziwić. Tylko ci którzy na prawdę poznają Pawła zobaczą w nim fajnego kumpla.
-A teraz was przepraszam, ale się spóźnię.
-Nie no, leć. Powodzenia.
Ognistego napastnika już nie było. Z trudem dziewczyna powlekła się do windy dając chłopakowi coś do namysłu.
***
Struty
lekko Axel biegł za linią boiska robiąc kolejne okrążenia. Nie mógł z głowy
wyrzucić tego obrazu. Danieli i tego chłopaka. Już na pierwszy rzut oka wydał
się mu jakoś dziwny. Jakby coś ukrywał. Musi mieć teraz brunetkę specjalnie na
oku. Nie wiadomo jakie myśli kierują się w głowie tego obcego chłopaka. Co
prawda Olson wspominała mu o nim jako przyjacielu z dzieciństwa i jej
dzieciństwie z nim… Jednak opis dziecka a teraźniejszego nastolatka to zupełnie
dwa różne światy. Zresztą niekiedy godziny potrafią zmienić człowieka a co
dopiero lata. Jego cel jest jasny. I będzie się go trzymać.
Tego samego dnia… Późne popołudnie w środę…
Nelly dołączyła do dziewczyn trzymając w rękach jakąś teczkę.
-Co tam masz Nelly? – spytała Silvia która w końcu oderwała wzrok od gry chłopaków.
-Papiery dotyczące nowego ucznia z wymiany.
-Z wymiany? - zainteresowała się Celia na moment odrywając się od nagrywania.
-Tak. Jutro ma oficjalnie dołączyć do naszej szkoły. Drugi rok, akurat trafi do twojej klasy Silvia.
-To dosyć ciekawe…
-Tak, aż za nadto.
Panna Raimon zbyt dokładnie przejrzała owe papiery by wiedzieć, że gdzieś podobne dane już widziała. Tylko gdzie?
Nelly dołączyła do dziewczyn trzymając w rękach jakąś teczkę.
-Co tam masz Nelly? – spytała Silvia która w końcu oderwała wzrok od gry chłopaków.
-Papiery dotyczące nowego ucznia z wymiany.
-Z wymiany? - zainteresowała się Celia na moment odrywając się od nagrywania.
-Tak. Jutro ma oficjalnie dołączyć do naszej szkoły. Drugi rok, akurat trafi do twojej klasy Silvia.
-To dosyć ciekawe…
-Tak, aż za nadto.
Panna Raimon zbyt dokładnie przejrzała owe papiery by wiedzieć, że gdzieś podobne dane już widziała. Tylko gdzie?
Następnego dnia...
-Moi drodzy, oto was nowy kolega. Przyjechał prosto z USA jako uczeń z wymiany. Paweł Jankowski. Usiądziesz za panią Olson. Dobrze... na czym skończyłem? Ach tak... gdy kąt trójkąta...
Jednak nikogo w tej chwili nie interesowała trygonometria. Zaciekawienie wzbudził nowy uczeń i to w dodatku zza granicy. Chłopak przeszedł obok brunetki posyłając jej uśmiech który ona odwzajemniła a wszystkie pozostałe dziewczyny spojrzały na Olson z zazdrością. Podczas przerwy wianuszek zainteresowanych otoczył go nie dając mu swobodnie się zachowywać. Olson siedziała spokojnie, aż do czasu gdy usłyszała...
-Powiedz Paweł... A możemy cię oprowadzić o mieście... Pewnie jeszcze go nie znasz.
-Sorki, ale mam już przewodnika.
Jednak nikogo w tej chwili nie interesowała trygonometria. Zaciekawienie wzbudził nowy uczeń i to w dodatku zza granicy. Chłopak przeszedł obok brunetki posyłając jej uśmiech który ona odwzajemniła a wszystkie pozostałe dziewczyny spojrzały na Olson z zazdrością. Podczas przerwy wianuszek zainteresowanych otoczył go nie dając mu swobodnie się zachowywać. Olson siedziała spokojnie, aż do czasu gdy usłyszała...
-Powiedz Paweł... A możemy cię oprowadzić o mieście... Pewnie jeszcze go nie znasz.
-Sorki, ale mam już przewodnika.
Wstał, podszedł do przodu. Usiadł na ławce Danieli i przyjacielsko objął ją ramieniem.
-Mam rację Dani?
-,,Janowski... Już nie żyjesz." - posłała mu swój uśmiech zabójcy, jednak on się tym nie przejął.
Oczywiście w klasie wybuchło wielkie zamieszanie.
-Cisza!!!
Daniela już nie wytrzymałą tego szumu. Nie lubiła wzbudzać sensacji. Teraz też tego nie potrzebowała.
-O co tyle szumu? Dajcie mi spokój.
I tyle widziano dzisiaj o Olson. Nie pojawiła się na kolejne lekcji przychodząc dopiero na język angielski twierdząc, że cały czas była u pielęgniarki co zresztą sama higienistka potwierdziła.Wracała do domu sama, wiedząc, że za jej plecami nieskutecznie się chowając podążał Paweł. Drrr….
-Mam rację Dani?
-,,Janowski... Już nie żyjesz." - posłała mu swój uśmiech zabójcy, jednak on się tym nie przejął.
Oczywiście w klasie wybuchło wielkie zamieszanie.
-Cisza!!!
Daniela już nie wytrzymałą tego szumu. Nie lubiła wzbudzać sensacji. Teraz też tego nie potrzebowała.
-O co tyle szumu? Dajcie mi spokój.
I tyle widziano dzisiaj o Olson. Nie pojawiła się na kolejne lekcji przychodząc dopiero na język angielski twierdząc, że cały czas była u pielęgniarki co zresztą sama higienistka potwierdziła.Wracała do domu sama, wiedząc, że za jej plecami nieskutecznie się chowając podążał Paweł. Drrr….
-Moshi…moshi… Ciebie też miło słyszeć Raven. Ah to? Jutro wam wszystko
wyjaśnię. To nie jest rozmowa na telefon. Dobrze, do zobaczenia tam gdzie
zawsze.
Następnego
dnia…
Nelly
słyszała już o wczorajszej sytuacji w klasie. Bez wahania wyjęła teczkę Danieli
i teraz już wiedziała wszystko. To był jednak zbyt duży zbieg okoliczności. Co
tak naprawdę kierowało tym chłopakiem.
Daniela weszła do lokalu gdzie przy stoliku czekały na nią Raven i Alice. Niedawno rudowłosa wynalazła tą knajpkę w internecie i od tamtej pory mogły się tu w spokoju spotykać a najlepsze było to, że mało osób o niej wiedziało. Jak zwykle zajęły stolik przy ścianie pijąc już swoje soki. Stała także trzecia szklanka czekająca na nią.
-Cześć dziewczyny.
-Cześć.
-,,Hej". - kiwnęła głową na przywitanie Alice.
Zdjęła szybko płaszcz i zajęła miejsce na przeciwko fioletowłosej.
Piątek wieczór kawiarnia ,,Crazy Night"
-Cześć dziewczyny.
-Cześć.
-,,Hej". - kiwnęła głową na przywitanie Alice.
Zdjęła szybko płaszcz i zajęła miejsce na przeciwko fioletowłosej.
-Więc... Wyjaśniaj nam teraz wszystko.
-Ale co... Tu nie ma nic ciekawego. Po prostu... Ja i Paweł jesteśmy przyjaciółmi z dzieciństwa. Niespodziewanie nagle wyjechał do USA. Od tamtej pory go nie widziałam. Niedawno sama wyjechałam i a on wrócił do Polski. Ale mnie tam nie było więc skorzystał z stypendium i przybył tutaj. - tłumaczyła to tak jakby to było normalne.
-,,I nie widzisz w tym nic podejrzanego?'' - kolejne zdanie na kartce.
-Nie. A co niby? Mam się w przyjeździe przyjaciela szukać podstępu?
-Jak dobrze go znasz?
-I ty Raven? Już wam powiedziałam. Znam go od dziecka. Poznaliśmy się jako małe dzieci w parku. O mało co nie wpadłam mu pod rower.
Zaśmiały się głośno raz że trzy inne pary oczu zostały skierowane w stronę ich stolika.
-Ciszej dziewczyny bo jeszcze nad stąd wyrzucą.
-,,Przepraszam Daniela... Ale ty na prawdę masz talent do wypakowywania się w kłopoty."
-Rozwiniesz tą myśl Alice?
-,,Poznałaś Pawła prawie wpadając pod jego rower. Axela poznałaś wpadając na niego na ulicy a potem w szpitalu..."
-Po pierwsze... Miałam wtedy tylko cztery lata. I po drugie... To on na mnie wpadł a nie ja na niego.
-Taaak jasne.
-Nie wierzysz mi Raven?
-Alez oczywiście że ci wierzę.
-Twoj sarkazm jest beznadziejny.
-Tak samo jak twoje kłamstwa. Więc wierzę ci.
-Niby ja kiepsko kłamie?
Rudowłosa przytaknął twierdząco i uśmiechnęła się.
-Dajcie mi już z tym spokój. - w końcu brunetka zajęła się swoim napojem.
***
Paweł krążył niepewnie po pokoju zastanawiając się nad pewna ważną rzeczą gdy nagle zabrzmiał jego telefon.
-Cześć Adrien. Tak. Jestem już u celu. Teraz pozostaje mi tylko działać. Zobaczysz że wkrótce wszytko będzie jak dawniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






